Kiedy tylko otworzyłam oczy, zauważyłam Maka. Przez chwilę myślałam że to sen, jednak dopiero po chwili dotarło do mnie że on rzeczywiście obok mnie jest. Zamrugałam oczyma i sprubowałam wstać ale w tym momencie zabolał mnie brzuch, złapałam się za niego.
-Zuko? Wszystko w porządku? - Mako dotknął mojego ramienia
-Zawołaj lekarzy..pielęgniarke..kogokolwiek - krzyknęłam a mój krzyk był wypełniony bóle
Mako pospiesznie wstał i wybiegł. Sekundy dłużyły mi się niemiłosiernie, bałam się. Nie wiedziałam czy dam radę urodzić, wcześniej mówiono mi że będę mogła mieć z tym problem...Zanim ktoś przybiegł do sali, przed moimi oczyma zaczęły się pojawiać czarne plamy, krzyknęłam jeszcze raz z bólu po czym zemdlałam.
<godzinę później>
Obudziłam się już w innym posłaniu, kilka metrów dalej stał uśmiechnięty Mako, czemuś się przyglądał. Spojrzałam na swój brzuch, jednak on był już mniejszy i miał wielką ranę...
-Już się obudziłaś? - Mako uśmiechnął się
-Co się stało?
-Zasłabłaś, musieli ci zrobić cesarkę, ale już jest wszystko dobrze - Mako podniosł z kojca małą, skrzydlatą kulkę. - Dwie waderki i dwa basiorki. Dwie waderki i basior mają skrzydła, a drugi basiorek nie, ciekawe po kim je mają. - zdziwił się Mako
Uśmiechnęłam się słabo, Mako widząc to odłożył szczeniaka po czym podszedł do mnie. Pomógł mi wstać po czym zaprowadził do kojca, spojrzałam na cztery włochate kuleczki i zaczęłam płakać. Jednak po raz pierwszy od dawna, nie były to łzy pełne smutku czy bólu, tylko szczęścia.
(Mako?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz