Nie chcę powracać pamięcią do ostatnich moich dni w watasze w której się urodziłem. Teraz mówię , że nie pamiętam swojej rodziny ale ja ją doskonale pamiętam . Pewnie nazwiecie mnie tchórzem ale po prostu nie mogę mówić o niej - a właściwie o jej śmierci . Każde związane z nią wspomnienie jest dla mnie udręką . Moją jedyną rozrywką i oderwaniem się od rzeczywistości było kąpanie się w wodzie i beztroskie leżenie na gorących skałach. Jednak żadna przyjemność nie trwa wiecznie , po paru minutach nawet te najlepsze traciły swą moc i wspomnienia znowu przylegały jak rzep którego nie da się odczepić . Ale ja biegłem , z dnia na dzień z resztką tchu w płucach i z płonną nadzieją na lepsze życie . Sam nie wiem ile biegłem - miesiąc , dwa , a może cztery ? Naprawdę straciłem poczucie czasu . Od czasu do czasu przyglądałem się sobie w jeziorze - moje futro nadal było lśniące , a w oczach pozostał już nieco wygasły ale jednak blask . Kiedy już kompletnie straciłem wiarę w lepsze życie moje oczy zobaczyły coś co nie było jawą ani snem ale najprawdziwszym klanem wilków . Na początku myślałem , że to fatamorgana i kompletnie oszalałem ale gdy podszedłem bliżej zauważyłem prawdziwe wilki rozmawiające i bawiące się ze sobą . I wtedy wspomnienia odeszły chyba na zawszę i stałem się taki jak byłem kiedyś - miły , pomocny i odważny. Byłem znowu sobą . Szybko zbiegłem w dół i zauważyłem jak ktoś wychyla się z krzaków jednak nie wiedziałem kto . Usłyszałem tylko głos :
- Witaj . Jesteś tu nowy ? Chętnie ciebie oprowadzę ! Jak masz na imię ?
Z radości zastygłem w miejscu i trochę zawstydziłem . Podszedłem do wilka i powiedziałem radośnie :
Dzień dobry , jestem West i chętnie przystanę na twoją propozycję.
( Ktoś dokończy ? c: )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz