Po kilku chwilach gdy wypowiedziałam słowa zaproszenia, z krzaków wyłonił się dostojny basior o czarnym umaszczeniu, upstrzonym dziwnymi, jakby malowanymi krwią znakami. Cały czas wędrowałam za nim wzrokiem, pałaszując rybę. Podziwiałam jego niezwykłą zwinność i skuteczność w ataku. Zadziwiające było z jaką łatwością upolował taką rybę. A jeszcze dziwniejsze okazało się, że wilk takiego pokroju jak on zaoferował mi jej dokończenie.
Mając na myśli jego pokrój, schodzę w tematy oschłości i egoizmu. Takie wyrwało mi się na nim pierwsze wrażenie. Gdy pozostawiłam szkielet ryby na pastwę czasu, grzecznie się mu przedstawiłam a po chwili wywiązała się z tego nic nie obowiązująca pogawędka. Zdradził mi że pochodzi z Klanu Ognia a ja mu również trochę o sobie opowiedziałam. Z tego miejsca wie, że jestem przybraną wnuczką Arii, córką Primrose.
Nie czułam wobec niego jakiegoś szczególnego lęku, czy chociażby niepokoju. Dopiero gdy mi o tym powiedział, że nie muszę się go obawiać, odczułam lekkie wyrzuty sumienia i że jednak nie powinnam rozpoczynać z nim rozmowy.
Te przekonanie rosło we mnie w natarczywej ciszy, jaką raczyliśmy się w wędrówce nad obrane przez nas miejsce. A raczej, przeze mnie.
Z wielkim sercem chciałam zaprezentować samcowi piękno i dzikość tego miejsca.
Czułam, że pomimo jego dziwnego charakteru, będę go mogła traktować jak przyjaciela.
I to obrałam sobie to za cel, kiedy mnie wrzucił do wody, a po tym na moje kłamstwo rzucił się mi na "ratunek" ?
Chociaż, nie wiem czy można to uznać jako przysługę miłosierdzia, tylko raczej uniknięcie wyrzutów sumienia po zrobionym czynie. Wtedy jednak wszystkie myśli o jego złym usposobnieniu natychmiast się rozwiały, dając ustęp ogromnemu pragnieniu zaprzyjaźnienia się z wilkiem.
Po chwili już się beztrosko bawiliśmy, chlapiąc wodą wokoło i nie przejmując się swoim wiekiem. Może i jestem naiwna, ale przy nim, wilku zwanym Darkness czułam się jak szczeniak, bezpiecznie i szczęśliwie. Gdy wyszliśmy z wody, samiec postanowił mi się zrewanżować i również opowiedział mi trochę o sobie.
Wysłuchiwałam go z cierpliwością i zachwytem malującym się na pysku, gdyż z reguły jestem niezwykłą słuchaczką.
Z biegiem słońca, z każdym słowem spływającym z jego ust i z każdym biciem serca uświadomawiałam sobie jak bardzo pragnę go mieć za bliskiemu sobie. Był niesamowitym wilkiem, niezwykle ciekawym, jednak w głębi serca czułam że jego postać jest owiana mroczną tajemnicą.
Nim ktokolwiek zauważył, zaczął padać deszcz, nagle i bez zapowiedzenia lunął prosto na nas wodospadem tysiąca kropel. Już trzeci raz byłam mokra.
Tym razem jednak to nie było przyjemne, gdyż promienie słońca nie przedzierały się przez gęste chmury i nie ogrzewały mojego ciała. Po chwili z nieba spłynęły potężne grzmoty. Rozejrzałam się niespokojna w poszukiwaniu jakiegoś schronienia i nagle, jakby na moje zawołanie wyrósł przede mną pusty korzeń drzewa, zaledwie dwadzieścia metrów od aktualnego miejsca. Od razu podreptałam w tamtą stronę, zupełnie nie zważając na niebezpieczeństwa czyhające podczas burzy na otwartych przestrzeniach.
-Descartes. - za sobą usłyszałam głos wilka, delikatnie usiłujący mnie zatrzymać.
-Hmm? - zapytałam, ciągle idąc przed siebie.
-Tam jest jakaś jaskinia, było by bezpieczniej...tam iść. - jego słowa z trudem przedzierały się do mnie przez szum deszczu i grzmoty błyskawic. Jednak posłusznie zawróciłam, karcąc się w duchu za to że wcześniej jej nie zauważyłam. I rzeczywiście, przy jeziorze pod niewielkim wzniesieniem w kępie kosodrzewiny znajdowało się niewielkie wgłębienie.
Teraz właściwie było by mi wszystko jedno, i tak byłam kompletnie przemoczona. Wgramoliłam się pod rośliny i weszłam do dziury. Z tamtego miejsca nie można było zauważyć tunelu prowadzącego w dół.
Przeczołgałam się po twardo ubitym podłożu, będąc pewna że Darkness jest tuż za mną. Po chwili dotarliśmy do jakby obszernej izby, w której było niesamowicie zimno.
Teraz się zorientowałam że drżę z zimna. Skuliłam się w ciasny kłębek, nie chcąc ujawniać drżenia.
-Przydało by się odrobina magi ognia. - szepnęłam, ale naraz skrarciłam się w duchu za pomysł wzniesienia ogniska. Dym w tak ciasnym pomieszczeniu mógłby nas udusić. Miałam tylko nadzieję że basior o tym nie wie i nie wyjdę na idiotkę.
Skuliłam się jeszcze ciaśniej i w ciemności wsłuchiwałam się w uderzenie piorunów i grzmot deszczu o skały i taflę jeziora, czekając na pomysły ze strony basiora.
(Darkness? Bardzo przepraszam że musiałeś tak długo czekać.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz