To wszystko było takie dziwne, zazwyczaj pomniejsze bóstwa nie wcielają się w innych bez powodu. Juliette musiała nie być takim znowu zwykłym wilkiem, wątpię w to żeby jej rodzice się o to modlili, byłby to wtedy zły Bóg, tak jak w moim przypadku. Lecz ja nie czuje tutaj żadnej, mrocznej ''aury''. Juliette wstała i poprawiła sobie włosy które opadały jej na oczy. Przyglądałem się jej znakowi z wielkim zafascynowaniem, jedynym minusem tego było to że zauważyłem go od razu, bez udostępnienia go. Również wstałem i otrzepałem się z ziemi, moje futro było całe brudne ponieważ gdy walnąłem o ziemię cały pył uniósł się i przysiadł na mnie. Juliette spojrzała na mnie przez chwilę po czym spuściła łeb, przekrzywiłem głowę ze zdziwienia. Czego ona teraz tak się wstydzi, czy jest tak głupia że nie widzi że otrzymała największy dar świata!?
-Juliette...co ty robisz? - burknąłem
Spojrzała na mnie pustym wzrokiem, zawahałem się przez chwilę ale pokręciłem łbem i spojrzałem na nią ze zdeterminowanym wzrokiem.
-Juliette, od jutra zaczynamy naukę - powiedziałem - Nie wiem czy podołasz, ale z tego co wiem posiadasz bardzo silny dar, Bogowie są zmienni, jeśli szybko mu nie zaimponujesz swoimi umiejętnościami, opuści Cię i stracisz tę umiejętności, rozumiesz?
Wadera kiwnęła łbem nadal patrząc się na mnie tym zbitym wzrokiem, nie podobał mi się ten wzrok. Prychnąłem odsuwając łeb trochę do tyłu i mrużąc oczy ze zdenerwowania.
-Skoro powiedzmy że zrozumiałaś, przyjdź tu jutro o 6 rano, nie chcę mieć żadnych świadków, dosyć mi się ostatnio przez nich odstało - powiedziałem po czym rozpłynąłem się we mgle
(Juliette? Sory że krótkie)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz