Spojrzałem na waderę jakby urwała się z choinki, a ponoć to ja byłem dziwny. Kiedy wadera zniknęła między gałęziami drzew machnąłem tylko łapą zrezygnowany i ruszyłem do siebie. Skręciłem i za rogiem obok mojej jaskini zauważyłem dwóch śmiejących się basiorów, widocznie szli już do siebie i myśleli że jeszcze mnie nie spotkają. Spojrzeli się na mnie z odrazą po czym wyminęli mnie, jednak jeden z nich nie mógł się powstrzymać i niby niechcący na mnie wpadł zwalając mnie z łap.
-Wybacz - zaśmiał się - zazwyczaj nie wpadam na...demony.
Moje oczy błysnęły czerwienią tak gorącą jak ogień i głęboką jak kolor krwi. ''Coś'' niewidzialnego złapało basiora za łapę i rzuciło o kamienie. Ten drugi zaczął się cofać do tyłu.
-On tego nie zrobił specjalnie...co ty robisz..przestań, nie!
<Następnego ranka>
Słońce dawało już po oczach więc wbrew swojej woli wstałem. Przeciągnąłem się i wyjrzałem z jaskini, a zresztą, nie będę się nimi przejmował. Wyszedłem z jaskini idąc z wolna w kierunku lasu. Byłem głodny. Nie korzystałem nigdy ze spiżarni ponieważ inni mi nie pozwalali, nawet Alfa nie miał głosu w tej sprawie. Właściwie to Alfy chyba były jedynymi wilkami w Klanie które nic do mnie nie miały, bo ''przyjaźniłem'' się z ich siostrzenicą Juliette. Kiedy tylko wszedłem do lasu usłyszałem jakieś dziwne odgłosy przedzierania się prze krzaki za sobą. Odwróciłem się i ujrzałem Amandę.
-Czy ty mnie śledzisz? - prychnąłem
(Amanda?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz