Obudziłam się. Jedyne co było dziwne to uczucie ciepła. Otworzyłam zaspane ślepka i zobaczyłam, że leżę pomiędzy łapami wilczycy, a na własnej łapce mam coś w rodzaju gipsu, a na żebrach opatrunek. Szybko odwróciłam łebek za siebie i zapytałam:
- Mama?
Ale to nie była moja mama. Trochę się wystraszyłam, ale nie spanikowałam.
- Kim pani jest?- spytałm z nutką niepokoju w głosie.
- Nie jestem panią. Mów mi Erin.- powiedziała i uśmiechnęła się.
Chyba nie mogła być zła? Moja mam się tak do mnie nie uśmiechała.
- Dlaczego mam to no łapie i żebrach? - spytałam.
- Bo są połamane. - odpowiedziała łagodnie.- Jesteś głodna? - spytała.
Spojrzałam na mój brzuszek, który od dłuższego czasu upominał się o jedzenie.
- Tak. - rzekłam cichutko. - Ale moja mama będzie zła, jeżeli szybko nie wrócę do domu. Ona nie lubi, jak mnie nie ma.
- Mam raczej nie będzie cię tu szukała. - powiedziała wilczyca, podnosząc się z posłania.
Ja tam zostałam. Było mi miło i cieplutko. To futro było bardzo miękkie. Ale wtedy przypomniałam sobie o krzykach mamy, zanim uciekłam z domu. Ciekawe czy mnie szuka? Hmm....
- Myślisz, że moja mama mnie kocha?- spytałam niepewnie.
Erin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz