Siedziałam w jaskini i odpoczywała, kiedy coś zaczęło się dziać. Nie chciałam, żeby coś mi się stało, więc udałam się do medyka. Jednak przed samą jaskinią szpitalną dostałam okropnych skurczy. Krzyknęłam i jakieś wilki wybiegły stamtąd i zabrały mnie do środka. Po chwili leżałam, rodząc.
Trwało to dobrych kilka godzin, a ze mnie wytoczyły się 4 szczeniaki. Z tego co wiedziałam 3 samce i samica. Jednak 3 były martwe. Jaka była moja ulga! Oczywiście nie dałam po sobie tego poznać. Kiedy zobaczyłam samicę, która przetrwała chciałam coś powiedzieć, ale się powstrzymałam. Szczeniak był ślepy, brzydki i pokryty dziwnym meszkiem. Do tego powiedzieli mi, że mam tu zostać przez następny tydzień! No nic, może wytrzymam. Położyłam szczenię obok siebie, a ono dorwało sie do mojego ciała. Musiałam zachowywać się, ,,jak na matkę przystało", więc nie odpychałam go.
~3 tygodnie później~
- Znowu to przełożyłaś!- krzyknęłam na dziecko zdenerwowana.
Cały czas coś przekładała, ruszała, dotykała, czego dotykać nie powinna. Wszystko robiła specjalnie.
- Ale to nie ja.- mówiła cicho.
- To kto? Może magiczne krasnoludki?! - krzyknęłam i zmiotłam szczenię ruchem łapy.
Assa odbiła się od ściany i osunęła się na ziemię.
- Moich rzeczy się nie rusza, już mówiłam!- krzyknęłam, podchodząc do szczeniaka.
Assa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz