Szłam z polowanie rozmawiając z Claire. Nagle zobaczyłam coś (na co niemal nadeptałam), co mnie zamurowało. Nachyliłam się nad szczeniakiem,sprawdziłam czy jeszcze żyje. Było mocno poturbowane. Tknęłam je lekko nosem. Jęknęło.
-Clar?
Podeszła i je przebadała na śpiąco.
- Jest nieźle poturbowana. Ma złamane dwa żebra i łapkę. Ktoś musi się nią zaopiekować,czy coś...
-Ja mogę.
Powiedziałam bez wahania. Nie kochałam szczeniaków nie wiadomo jak,ale na pewno nie zostawiam ich w potrzebie. Weszłam do umysłu małej i wyczytałem potrzebne informacje. Nazywała się Assa. Jej matka to Pann. I wydarzenia z ostatnich kilku godzin. Warknęłam cicho. A mimo to wadera się skuliła. Moja siostra wzięła ją w skrzydła i zaniosła na mojej groty. Umyłam ją z krwi i położyłam na bardzo miękkiej skórze irbisa. Trzymałam ją miedzy łapkami. Gdy drżała przytuliłam ją do siebie. Wtuliła się i spała. Czekałam aż się obudzi, bo nie chciałam żeby przestraszyła się mnie. Potrzebuje ciepła i bliskości. Wyczytałam to w jej duszy.
<Assa>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz