niedziela, 1 września 2013

Od Desota- zdradziecki żywioł

Biegłem zapłakany przez las, miałem żywioł powietrza, nie wody lecz powietrza. Musiałem odejść z Klanu Wody, trudno mi było się rozstać z rodzeństwem, rodzicami i przyjaciółmi..wogóle ze wszystkimi więc wymknąłem się ze swojej ,,własnej,, jaskini i pod osłoną mocy udałem się na plażę.
-No to teraz teleportacja- westchnąłem ocierając łzę
Popatrzyłem się na wysokie 60-metrowe drzewa, pragnąłem ten widok mieć przed oczyma przez całe życie. Uśmiechnąłem się pod nosem i wszedłem do wody, była zimna, pragnąłem nad nią zapanować, ale nie umiałem. Łza kapnęła na spokojne morze, kiedy miałem się już teleportować, poczułem że ktoś stoi za mną, gwałtownie odwróciłem łeb, za mną stał Szere, smok mojego ojca.
-Szere..co tutaj robisz?
-Właśnie miałem się o to samo zapytać ciebie paniczu Desoto- smok popatrzył się na mnie rozbawionym wzrokiem
-Ja..oglądam morze- skłamałem odwracając wzrok
-Kłamiesz, widzę to w twoich oczach, poza tym..słyszałem cię
-CO!? Ale..nie było cię tu
-Obrońca Water musi umieć się skradać..chodź za mną
Wyszedłem z lodowatej wody i udałem się za smokiem, popatrzył się czy za nim idę, upewnił się i wzbił się w powietrze, zrobiłem to samo..głupi żywioł powietrza, po kilku minutach dolecieliśmy do świątyni Water.
-Nie..nie mogę tam wejść-powiedziałem- nie mam żywiołu wody, rozgniewam Water
-Masz moje pozwolenie- powiedział a z nosa wyleciał mu dym
 Smok przeorał pazurem po ścianie pisząc moje imię, po chwili zaczęło świecić na biało i niebiesko, po chwili zgasło a napis znikł, smok wkradł się do świątyni, przemknął przez ogromną salę niczym cień i owinął się wokół kolumny, kiedy do niego doszedłem, smok prychnął i przebiegł do następnej sali, przez 5 minut przechodziliśmy z komnaty do komnaty. Chyba byliśmy w jakiejś tajemnej jaskini bo nikt tu nie był z 1000 lat..mnóstwo pajęczyn i wilczych kości.
-Kapłani- wyszeptał smok- poumierali 326 lat temu
-Były tu wilki?-powiedziałem zaskoczony
-Z początku wstęp miała tu tylko sama Water i smoki, gdy Water opuściła świątynie wilki zaczęły odprawiać tu rytuały na jej cześć, ten tutaj- wskazał pazurem na wilka przywiązanego do kolumny- został złożony w ofierze, wydłubali mu oczy i wyjęli wnętrzności, na ich miejsce wsadzili muszle, piach i wodorosty.
-A kapłani?
-Do końca życia muszą się modlić za Water, kiedy nadejdzie ich koniec nikt nie może ich pochować
-Czemu mówisz o nich w czasie teraźniejszym?
-Bo tam byłem..i pamiętam to wszystko, krzyki Alfy..tak Alfy- powiedział widząc moje spojrzenie- zabili Alfę ale nie martw się nikt nie wykonuje już takich rytuałów...Po jego śmierci wilki uciekły i zostali tu tylko kapłani, niektórzy żyją tu po dziś dzień, krążą po starej części świątyni o której istnieniu twój ojciec nie ma pojęcia.
-Łażą po świątyni? Oni!?
-Tak..są nam potrzebni, aby cię odmienić.
-Mnie? A po co?
-Kapłani Water znają czary które potrafią..zmienić żywioł- odrzekł Szere po czym zdjął z swojej szyi jakiś wisior i przyłożył go do dziury w ścianie, ściana odsunęła się i do sali wbiegł stary wilk z rylcem do rozcinania brzuchów.

CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz