po paru minutach zaczęło padać, a po chwili grzmieć. Zmartwiłam się gdyż mojego partnera wciąż nie było. Chciałam wyjść lecz coś mnie powstrzymało. Poczułam ból i musiałam się położyć. Był to zły znak. Zaczęłam się bać i lekko panikować. Nie wiedziałam że Tamorayn jest już w drodze powrotnej. Resztkami sił zawyłam. Dostałam odpowiedź. Po 10 minutach basior wszedł do jaskini a koło mnie leżały dwa szczeniaki:
Wilk powoli podszedł do mnie lekko oszołomiony i mokry.
-Czy to?
-Tak. Jesteś ojcem. Masz syna i córkę. Odparłam
Basior usiadł przy mnie, a mały samczyk podszedł niemrawo do niego.
-Nie wstydź się. Weź go na łapy. Powiedziałam
Tamorayn wziął małego na łapy.
-Jest taki słodki. Powiedział -Jak go nazwiemy?
-Myślałam nad imieniem Danny. Co ty na to?
-Pasuje do niego. A samiczkę?
-Może...zaproponuj.
-A może Ness?
-Idealnie. Odparłam puszczając samiczkę w stronę ojca.
Mała patrzyła się na niego ciekawie.
Zaśmiałam się pod nosem.
<Tamorayn?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz