„Migocący obraz scenerii. Pogoda przywraca stare wspomnienia. Świetne przygody, twarze i zagęszczanie. Wychodzę na zewnątrz i wszystko zrozumiem” *Kursywa*
Obudziłam się rano, naprawdę wcześnie. Lato, słonecznie, powinno być około 30 stopni, ale pogodna mnie zaskoczyła i nie było tak. Upał z kilku dni zebrał się z powodował naprawdę mdłą pogodę. Chmury były szarawe, czasem białe, lecz nie zrobiły dobrego wrażania. Po mimo tego, że niebo wyglądało nieprzyjemnie, to nie było zimno. Temperaturę mogłam określić na około dwadzieścia stopni Celsjusza. Wyszłam z jaskini i od razu zobaczyłam kilka znajomych mi twarzy. Przywitałam się grzecznie. Nawet nie zauważyłam, że rozmowa z wilkami pochłonie mnie tak bardzo. Po tym jak kolejna osoba doszła do naszego „kółka różańcowego” zdałam sobie sprawę, że minęła już druga godzina naszych rozmów. Niby to nic ważnego, jednak nic nie wiadomo co się może stać.
Szłam po dróżce, aż usłyszałam mój głośny dźwięk dochodzący z mojego brzucha. Pomyślałam, że naprawdę się cieszę, że nie było ze mną nikogo innego. Nie byłoby miło gdyby ktoś to usłyszał. Uśmiechnęłam się do siebie i dosłownie poleciałam po jakieś jedzenie. Łowy udały mi się i niedługo potem leżałam sobie do góry brzuchem na miękkiej trafie. Odpoczywałam po posiłku. Leżałam całkiem długo. Popołudnie minęło mi Na obijaniu się, rozmowach i kilku dosyć ciekawych rzeczach. Wczesnym wieczorkiem zaczęła się moja zmiana jako strażniczki.
Sądziłam, że nie będzie to nic trudnego, Jednak sprawy przybrały dziwny obrót i naprawdę wpakowałam się w coś z czego można było się trudno wyplątać.
_ _ _
Połowa mojej zmiany minęła naprawdę bez problemów. Niestety koło godziny dziewiętnastej coś zaczęło być nie tak. Wyczułam jakiś ciekawy, choć tajemniczy zapach. Przypominał mi moje dzieciństwo. Słodki, delikatny, a za razem mocno przyciągający. Powodował, że sama, jak zombie, ruszyłam w jego stronę.
Po krótkiej wędrówce dotarłam do dużej, wręcz monstrualnej jaskini, która została zbudowana z niebieskich, granatowych i błękitnych kamieni. Przyciągała swoim kolorem wzrok i zastanawiała, a przynajmniej mnie. Jestem bardzo ciekawskim wilkiem, więc nie minęła nawet minuta, a już byłam w środku. Od Wewnątrz grota była czerwona. Uśmiechnęłam się, gdy ujrzałam drobne malowidła na ścianie, jakby jakieś dziecko je narysowało. Niedaleko miłego widoku znajdowała się biała ściana, a na niej wielokrotnie powtórzone linie pionowe. Zauważyłam, że jeśli trzy znajdywały się obok siebie, to zostawały przekreślone jedną, dłuższą poziomą krechą. Po kilku minutach, które spędziłam na oglądaniu środka jaskini, znów poczułam zapach, który mnie tu przyprowadził.
Zza jedną z skał znajdowało się źródełko z fioletową wodą. Zbliżyłam się więc do niego, by zobaczyć coś więcej, jednak z cieczy wyszedł chudy, mizernie wyglądający wilk. Zakryty był czarną płachtą. Podszedł do mnie bliżej i…
Wtedy zaczęły się moje kłopoty.
_ _ _
„Spacerowałam, ty się ukrywałeś, I wyglądasz jak na wpół martwy przez połowę czasu” *kursywa*.
_ _ _
Zamaskowany wilk dał mi małą fiolkę o szmaragdowym Kolorze i uśmiechnął się. Dosyć dziwnie się poczułam. Chciałam uciec, lecz ciało zrobiło coś innego i wzięło fiolkę. Po chwili napiłam się płynu i poczułam się dziwnie słaba. Podniosłam wzrok na wilka w płachcie, ale już tam go nie było. Był za to za mną i wyskoczył do mnie z pazurami. Szybkim ruchem, a przynajmniej tak mi się wydawało, odskoczyłam na bok i ostre szpony wilka drasnęły mnie po grzbiecie. Odeszłam, a raczej odbiegłam na bezpieczną odległość i i spojrzałam się na basiora, który zrzucił z siebie węglisty płaszcz.
Widok, który ujrzałam odrzucił mnie. Chudy, kościsty wilk, wystające żebra. To wszystko zadało wrażenie, że kości przebiją skórę i sprawią, że basior sam się wykończy. Ponownie wybił się z całej siły, usłyszałam jak coś mu strzeliło w kościach, więc przez moje ciało przeszedł dreszcz. Moja uwaga się rozbiła i po chwili leżałam już na ziemi, pod wilkiem. Basior zamachnął się ponownie, a gdy z całą siłą pociągnął łapę w dół szybko kopnęłam go tylnią łapą i wyślizgnęłam się z dziwnej pozy. Zaczęłam biec do wyjścia, jednak na darmo, bo ciemny wilk był zaskakująco szybki.
-Ha, ha… Może… - Znów szykował się do skoku, a wiedząc, że długo tak nie pociągnę chciałam coś zrobić. – Jesteś kulturalnym wilkiem, prawda? - Basior spojrzał na mnie dziwnie i zatrzymał się w miejscu. – Porozmawiajmy.. Nie chcę nic Ci zrobić… - Zaśmiałam się sztucznie.
- Khe. – Wymruczał basior. Przygotował się do skoku.
- Czyli nie? – Również poczyniłam to samo. Jaskinia była całkiem wysoka, więc zaczęłam machać skrzydłami w górę i w dół głównie po to by zdekoncentrować wilka. Miałam nadzieję, że pomyśli, że chcę się wybić i polecieć. Wtedy musiałby skoczyć naprawdę wysoko, a ja w tym czasie przybliżyłabym się do wyjścia. I wilk rzeczywiście tak zrobił. Udało mi się wyminąć go z gracją i zbilżyć do drzwi. Po chwili gwałtownie odwróciłam się do basiora i wytworzyłam mocny wiatr, który odepchnął go na ścianę jaskini. Uderzył on z dużą siłą, bo zostawił nawet ślad. Ponownie zaczął się zbliżać, lecz nie zaatakował mnie, nie wyskoczył więcej. Uśmiechnął się smutno. Zauważyłam, że krwawi. Kość żebra naprawdę przebiła jego skórę, a to wszystko przez to, że odepchnęłam go wiatrem. Jednak to on chciał mnie zabić. To tylko obrona.
- Idź.. Nie wracaj. To ko.. – zaczął kaszleć, a ja nie czekając na to, aż dokończy zdanie wybiegłam z jaskini. Odwróciłam się z powrotem, gdy usłyszałam dźwięki kruszenia się. Grota zmieniła się w szkło, a szkło roztrzaskało się na miliony kawałków. Na sam koniec, niebieskie odłamki kamieni poleciały w stronę szarego nieba powodując przyjemy widok. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy rana zaczęła mi doskwierać.
Zaczęłam iść w stronę watahy, gdy ktoś po mnie wybiegł. Była to Primose. Pomogła mi, a ja opowiedziałam jej co się stało. Gdy ponownie tam się wybrałyśmy, już nic nie było. Zwykły las.
DOSTAJESZ ŻYWIOŁ ODWAGII ZA TO, ŻE NIE UCIEKŁAŚ I PRÓBOWAŁAŚ WALCZYĆ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz