Kolejny, obrzydliwie słoneczny dzień. I kolejny dzień wędrówki. Gdyby tylko to radosne słonko tak nie przygrzewało, byłoby w miarę dobrze. Bożydar siedział mi na karku i wbijał swoje małe łapki w moje ciało. Wędrowałem już od rana – czas na odpoczynek. Położyłem się pod dębem. Chociaż tu było chłodno. Zdjąłem Bożydara z grzbietu. Ułożył się u moich łap.
- Jak samopoczucie, mały? – spytałem
Przekrzywił łebek.
- Moje takie jak zwykle. Kiepskie.
Nagle zobaczyłem jakiegoś wilka w oddali.
<Maron?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz