Leciałem dość wysoko, świat pode mną wydawał się taki mały. To jest to,
co kocham w lataniu, można wszystko widzieć z góry i mieć naprawdę
nieziemskie widoki a przede wszystkim dostrzec przeciwnika z daleka, ale
mniejsza o to. Moją sierść głaskał ciepły wiosenny zefir. Akurat
słońce było na samym środku nieba, więc dość łatwo zgadnąć, jaka jest
pora dnia – południe.
Chodź byłem przyzwyczajony do długich lotów to jednak powoli zaczynałem
odczuwać efekty uboczne długiego lotu, mianowicie pobolewające skrzydła.
Wzrokiem zacząłem szukać jakiegoś w miarę wygodnego i bezpiecznego
miejsca na chwilowy postój. Po paru minutach dojrzałem dość odludną,
ale wysoką skałę. Sprawnie wylądowałem i dopiero wtedy poczułem, że
powietrze tutaj jest jakby bardziej suchsze. Kiedy się rozejrzałem
zobaczyłem, że w oddali jest jakiś wulkan i ogóle w okolicy było dość
sporo lawy?
-Tutaj raczej nie ma nikogo, w sumie, kto by wytrzymał w takich warunkach? – Rozmyślałem.
Zaciekawiony wstałem i poszedłem zbadać otaczający mnie teren. Nic nie
mogłem w ogóle wyczuć gdyż to gorące powietrze strasznie mi to
utrudniało. Ciekawość jednak wzięła górę i ruszyłem dalej przed siebie.
W sumie tułałem się po okolicy jeszcze przez jakiś czas, gdy nagle
poczułem jak wiatr się zmienił. Dzięki zaburzeniom w ruchu powietrza (
nawet tak gorącego) wyczułem, że ktoś mnie śledzi, ale nie odwracałem
się po prostu zacząłem iść trochę szybciej aż w końcu przerodziło się to
w bieg. Kątem oka widziałem jak słońce chowa się za horyzont. I wtedy
straciłem grunt pod łapami. Wpadłem do jakiegoś wąwozui równy, gdy
słońce na wpół zaszło to w tym samym momencie poczułem jak ziemia lekko
drży. Gdy podniosłem łeb ujrzałem przed sobą stado jeleni, które wcale
nie zwracało uwagi na to, że leże na ich trasie. Szybko wstałem i
zacząłem uciekać. Chciałem się wzbić w powietrze, ale to nie było
proste jednak koniec końców podskoczyłem i zacząłem machać nimi aż w
końcu się wzbiłem. Kiedy byłem już na odpowiedniej wysokości skręciłem i
poleciałem na drugi jakby brzeg wąwozu. Wylądowałem i usiadłem oraz
patrzyłem jak to stado nadal mknie. Dziwne, że nawet nie zwróciły na
mnie uwagi. Siedziałem jeszcze chwile, gdy nagle poczułem za sobą kogoś,
obróciłem się i ujrzałem wilka, który również miał skrzydła. Wyczułem
jednak, że chyba nie jestem mile widziany więc użyłem wiatru i sypnąłem
mu suchą ziemią w oczy. Nie wiem czy trafiłem czy nie po prostu zacząłem
biec. Jednak nie musiałem długo czekać aż mnie przybił do ziemi. Ja
naprawdę nie chciałem walczyć ale może go wnerwiłem moim odruchem.
- Posłuchaj ja nie chce walczyć ani nie mam żadnych złych zamiarów – wyjaśniałem spokojnie.
- Właśnie widziałem sypnąłeś mi w oczu – odpowiedział obojętnie.
- No wybacz, ale trochę się przestraszyłem a z resztą co ja będę owijał
w bawełnę – w tym samym momencie rozwinąłem skrzydła i udało mi się go z
siebie zrzucić, wstałem i obróciłem się do niego pyskiem.
On wstał, ale nadal był spokojny. Ja go widziałem trochę rozmazanego,
prawdopodobnie tutejsze suche powietrze mi szkodzi. Usiadłem niepewnie i
spojrzałem się w niebo.
- Posłuchaj nie chce walczyć, szukam watahy a tutaj jest dla mnie zbyt ciepło może wiesz gdzie jest jakaś wataha? – spytałem.
- Wiem, sam jestem alfą jednej jest ich kilka. Jesteś na terenach Klanu
Ognia a są jeszcze Klan Wody, Klan Ziemi, Klan Powietrza, Klan
Everything i Klan Mysterious Thoughts.
- Są tu wilki, które władają powietrzem? – Spytałem ponownie.
- Tak, podejrzewam, że chciałbyś się tam udać, co?
- No pewnie, ale cóż nie znam tych terenów, więc czy byś mógł mnie zaprowadzić do alfy?
Wilk przytaknął, od razu ruszyliśmy.
- A mam pytanie drogi nieznajomy jak masz na imię, bo mnie zwą Kyle a ciebie? – spytałem uśmiechając się.
- Darkness – odpowiedział obojętnie.
Wyczułem, ze nie jest zbyt rozmowny, dlatego nie naciskałem.
< Darkness? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz