Kto by pomyślał, że mój zwykły spacerek skończy się czymś niespodziewanym. Wpierw ta prująca przez powietrze maszyna a teraz jakiś wilk. Czemu wadera śmierdziała ludźmi? Tutaj się ich nie tolerowało. Ostatnio było o nich słychać, kiedy żył jeszcze David, wilk który założył pierwszy Klan. Oczywiście, mowa to jest o jego ''prawdziwym'' życiu czyli pierwszym panowaniu. A każdy głupi wiedział, że to spotkanie nie skończyło się dobrze. No bo jak ludzie mogli zareagować, spotykając magiczne wilki. Chcieli nas schwytać, przeprowadzać na nas badania. Ale to było na długo przed moimi narodzinami.. kilkanaście lat temu. Ponownie przyjrzałem się waderze o białawej sierści, niby patrzyła się w moim kierunku, ale w jej spojrzeniu było coś... dziwnego? Zatrzymałem się tuż przed nią, jej brązowe oczy były szeroko otwarte, no teraz to naprawdę zgłupiałem. Nie patrzyła się nawet na mój pysk tylko w dalszym ciągu przed siebie. Prychnąłem i ogonem lekko uderzyłem ją w bok.
-Czemu tak dziwnie się patrzysz? - burknąłem
Wadera nastawiła uszu a jej usta bezgłośnie wymówiły słowo ''basior''. Co z nią było nie tak i czemu znalazła się tutaj zaraz po tym, kiedy ludzie byli tak blisko tych ziem...
-Jak to ''dziwnie''? Zresztą nieważne - zamrugała kilka razy oczyma
-Co robisz na tej ziemi?
-Nie wiem gdzie jestem - przyznała - Znalazłam się tutaj przez przypadek, po prostu wypadłam z samolotu...
Samolot.... czyli to tak nazywa się to latające coś. Przytaknąłem przez chwilę nie wiedząc, co mam robić. Normalnie zaprowadziłbym ją do mojego brata, jednak ten jak zwykle gdzieś wyparował. Czyli to ja, teraz zgrywam rolę tego który przejmuje się o losy tego Klanu.
-Skąd jesteś i czy mogę Ci jakoś pomóc - usiadłem na trawie wyczekując na jej odpowiedź
(Akame?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz