Po tygodniu mogłam czołgać się od jaskini na dwór bez bólu. Gorzej z innymi czynnościami. Spałam na podłodze bo nie mogłam wskoczyć na łoże. Szwy ciągnęły niesamowicie. Od sytuacji w jaskini White unikałam Marona jak tylko mogłam. Jeśli widziałam cień nadchodzącego wilka, od razu chowałam się aby tylko go nie spotkać.
No i niestety ten piękny tydzień minął.
Postanowiłam pójść nad rzekę, porządnie napić się wody z czystego strumienia. Lubiłam tam chodzić, odprężałam się i czułam się spokojniejsza.
Niestety, błogi spokój minął gdy przyszedł ON.
Piłam sobie wodę, gdy nagle poczułam że ktoś za mną stoi, odruchowo nastawiłam się do ataku najbardziej jak potrafiłam. Oczywiście z ograniczeniem żeby nie popsuć szwów. Gdy się odwróciłam zobaczyłam wilka. Szaro-czarnego wilka z czerownymi ślepiami. Ślepiami które rozpoznałabym 10 kilometrów stąd.
Wstałam.
Spojrzałam mu prosto w oczy i spytałam;
-Czego ty znowu ode mnie chcesz?- nie potrafiłam normalnie mu tego powiedzieć. Głos co chwilę mi się załamywał. Bolała mnie nie tylko rana, ale i serce.
-Chciałem się tylko zapytać czy nadal jestem w klubie polowania na jelonka Bambi.
Patrzyłam się na niego z pogardą. Jeśli go to bawi, to proszę. Niech się śmieje. Ja zdobędę władzę, wtedy zobaczymy jaka będzie to przezabawna komedia.
-Bawi cię to?! Bawi cię to, że teraz żeby przejść na strumyk muszę męczyć się pół dnia, gdy wcześniej zajmowało mi to ułamek sekundy? Bawi cię to że cierpię przy zakładaniu szwów? Bawi cię moja rana? Bawi cię w ogóle ta sytuacja? Proszę bardzo! Może wepchnij mnie pod kolejnego niedźwiedzia! BĘDZIE WSPANIAŁA ZABAWA!
Odeszłam. Nie mogłam się więcej na niego patrzeć. Po prostu poszłam w strone Sythe. Teraz nie wiem co zrobię, nie wiem co będzie dalej.
<Maron?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz