środa, 25 marca 2015

Od Kyle'a C.D. Darkness'a


Szczerze?
 Nawet polubiłem tego basiora chodź, z początku wziąłem go za wroga. Czasem ze mnie jest taki głupek, że aż boli. Jednak teraz moim największym zmartwieniem nie jest moja lekkomyślność, lecz jak potraktuje mnie alfa? Czy w ogóle mnie przyjmie?
 Niepewnie stanąłem przed grotą, po czym na jednym wdechu wszedłem.
 ***
 Nie było tragedii, basior zadawał mi podstawowe pytania typu jak mam na imię itp. Moją uwagę jednak przykuło zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „ NIE WCHODŹ NA TERENY INNYCH WATAH, BO TO MOŻE SIĘ ŹLE DLA CIEBIE SKOŃCZYĆ”. W sumie go nie rozumiałem, bo ej przecież poznałem alfę ognia i jakoś się na mnie nie rzucił, to raczej ja na niego. Odprowadził mnie tu, ale to z drugiej strony tłumaczy jego „zakaz” przychodzenia tutaj. Ja szczerze nie jestem fanem wojen i podziałów, chociaż z drugiej strony rozumiem fakt, iż woda i ogień się nie lubią, ale przeciwieństwa się przyciągają a co ja się będę odzywać, specjalistą nie jestem.
 Teraz wypadałoby zapoznać się z nowymi terenami i ogarnąć granice. Ruszyłem na północ w stronę plaży, bo w sumie jestem ciekaw jak wyglądają inne wyspy, bo podczas lotu się im nie przyglądałem. Wzbiłem się w powietrze i spokojnym lotem leciałem, widząc z góry lasy i wzgórza. Gdy nagle dostrzegłem mojego nowo poznanego kolegę – Darkness’a. Sądziłem, że już odleciał, bo w końcu sam stwierdził, że nie jest mile widziany. A co gdybym go trochę podszedł? Chytrze się uśmiechnąłem i cichym trzepotaniem skrzydeł zleciałem na gałąź i czekałem, aby na niego naskoczyć. Gdy się bardziej przychylił, wtedy skoczyłem. I hyc złapał mnie za kark i odrzucił. Nie powiem trochę zabolało i nawet czułem, że trochę mnie zadrapał, ale sam się o to prosiłem.
- Co ty wyprawiasz?! – powiedział odrobinkę zły - mogłem ci coś zrobić.
- Oj tam, weź się uspokój, chciałem cię przestraszyć, ale mnie ubiegłeś – odpowiedziałem podnosząc się i siadając przed basiorem.
- Zmieniając temat, jak ci poszło? – spytał już spokojniej.
- Rozmowa wstępna z alfą? – spytałem twierdząco – nie było tragedii wypytywał się o dane i podkreśli mi wyraźnie, że mam uważać na wilki z innych watah.
- To dość skomplikowane, później ci wyjaśnię a jakie stanowisko obrałeś?
- Eee nic specjalnego, zostałem szpiegiem, bo gdy wspominałem o tym, że latam całkiem całkiem to zaproponował mi, a że ja jakoś specjalnie nie widziałem siebie w roli wojownika czy kogoś tam to wziąłem to.
- A jeśli dane mi widzieć to, czemu nie chciałeś zostać wojownikiem? – spytał wyraźnie zaciekawiony – widziałem jak latasz a tacy jak ty to całkiem niezły as w rękawie.
- Niby tak, ale ja szczerze nie widzę siebie spadającego z nieba i szpikujący swoimi kolcami innych, z resztą pewna bliska mi osoba powiedziała mi kiedyś, że nie mógłbym zostać wojownikiem, bo gryzę jak szczenię – zaśmiałem się, chodź trochę mnie zabolał fakt, iż powołałem na przykład swojego nieżyjącego brata.
- Rozumiem, to jedyne, czego mogę ci życzyć to szczęścia i abyś się czuł tu dobrze – chciał już wstać i odlecieć, ale stanąłem przed nim.
- A czy mogę mieć jeszcze jedną prośbę, pokazałbyś mi pozostałe klany i ich tereny chce po prostu wiedzieć co gdzie jest.
 < Darkness? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz