poniedziałek, 23 marca 2015

Od Predizione

Wczoraj skończyłem dwa lata i wciąż nie znalazłem żadnej watahy. Teraz to moje jedyne marzenie.Znaleźć swoje miejsce na ziemi. Znajduję się teraz w terenach górzystych. Znowu wspinaczka. Jak ja tego nienawidzę. Coś słyszę. Jakąś umierającą zwierzynę. Ktoś ją zabija. Pobiegłem do miejsca z którego dobiegałe te dźwięki. Stała tam piękna wadera rozkoszująca się smakiem surowego mięsa. Podejść do niej? Tak. Podszedłem i powiedziałem
-Cześć jestem Predizione.-Jestem zaśmiały. Chyba dlatego, że od roku z nikim nie gadałem.
-Ja jestem Izaline. Należę do klanu powietrza. Chcesz dołączyć?-Nie wierzę. Moje marzenie urodzinowe właśnie się spełnia
-Pewnie że chcę. Błąkam się po lasach od roku
-Acha...Opowiedz swoją historię.
Opowiedziałem jej wszystko. Od urodzenia, aż po to spotkanie.
-...no i tak się tu znalazłem. A ty?- Już otworzyła pysk aby coś powiedzieć, ale jej przerwałem.
-Poczekaj. Mogę cię dotknąć?
-Nie zboczeńcu! Odejdź!
-Poczekaj-chciałem ją uspokoić- mogę odczytać twoją historię za pomocą dotyku.
-Nie. Nie chcę. Wolę ci sama to opowiedzieć.
-Dobrze -Nie lubię się sprzeciwiać w takich sprawach. Ona miała prawo tego nie chcieć.-opowiadaj.
-To się stało...-uważnie słuchałem aż do końca
-I tak się to skończyło.
-Czy mogłabyś mnie zaprowadzić do alfy.
-Okej. Po drodze cię oprowadzę.
-Dobra

<Izaline?>

1 komentarz: