Czyjś krzyk, to jedyne co teraz można było usłyszeć. Potrzebowałam chwili, żeby zorientować się, że to ja krzyczę. Musiałam zatkać sobie pysk łapą, ponieważ nie byłam w stanie się uspokoić. Czułam jak z moich oczu ciekną gorące łzy i skapują na kamieniste podłoże. Kiedy się już w miarę uspokoiłam, otarłam łzy i zaczęłam rozglądać się w około. Prawie nic nie widziałam, tylko mgłę i dym który drażnił moje oczy, nos i drogi oddechowe. Z każdą sekundą spędzoną tutaj, coraz ciężej mi się oddychało. Gdzie są inni? Czy ktoś mnie w ogóle słyszał? Niepotrzebnie rzuciłam pomysłem, żeby wbiec w tą głupią mgłę. Czy w miejscu którym ostatnio widziałam swoich przyjaciół, była woda? Teraz byłam już w niej po kostki. Woda była lodowata myślałam, że z upływem czasu przyzwyczaję się do jej temperatury. Było jednak wręcz przeciwnie. Woda stawała się dla mnie coraz zimniejsza. Po chwili usłyszałam cichy plusk, kolejny i jeszcze jeden. Ktoś biegł w moim kierunku, odgłosy były coraz głośniejsze jednak nikogo w pobliżu nie mogłam dostrzec. Stało się to dopiero wtedy, kiedy ktoś we mnie wbiegł. Z piskiem upadłam do wody, a ten ktoś na mnie. Woda o dziwo przykryła nas oboje, czyżby w ciągu kilku sekund podniosła się aż o tyle? Pospiesznie wstałam i rzeczywiście, woda sięgała mi już prawie do pleców. Spojrzałam na zdezorientowaną Uru, po której widać było, że nie wie o co tutaj w tym wszystkim chodzi. Miałam dokładnie tak samo.
-Widziałaś Kiyoteru albo Octavia? - zapytałam waderę
Skrzydlata wadera pokręciła łbem, a ja lekko skuliłam uszy. Nagle mgła wraz z dymem zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Woda, mnóstwo wody, pośrodku tej pustki byłam ja i wadera. Skinęłyśmy porozumiewawczo łbami po czym z całej siły odbijając się od podłoża podskoczyłyśmy do góry. Wadera zaczęła machać skrzydłami, zrobiłam to samo zaraz po przywołaniu swoich. Uru z początkiem szło trochę gorzej przez mokre skrzydła, ale już po minucie zrównałyśmy lot.
-Tam! - Uru wykrzyknęła uradowana - Widzę coś!
Rzeczywiście, były to wystające, czarne głazy które tworzyły tutaj coś w rodzaju lądu. Gdzie my tak w ogóle jesteśmy? Wylądowałyśmy na czarnym gruncie, ale co dalej?
(No właśnie, co dalej? Uru, Kiyoteru, Octavio? Odpisałam po ponad miesiącu, cieszmy się)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz