Musiałam się pilnować, aby przypadkiem moja szczęka nie walnęła o posadzkę. Tyle książek w jednym miejscu! Po głowie krążyły mi setki pytań. Kto to zbudował? Kto zapisał te księgi? Czy ja też potrafię podnosić rzeczy siłą woli? Powoli wypuściłam powietrze z płuc. Musiałam się uspokoić i skupić na zadaniu.
Kiedy Izaline grzebała w zakurzonych księgach, ja penetrowałam bibliotekę. Nie mogłam jej w żaden sposób pomóc. Wstydziłam się jej przyznać, że nie umiem czytać. Moje rodzinne stado było niezwykle prymitywne, poza tym, wcześniej ta umiejętność nie była mi do niczego potrzebna.
Budynek prezentował się niezwykle okazale. Wydawał się większy niż w rzeczywistości. Oprócz głównej Sali, pełno tu było korytarzy i małych pokoi. Co jakiś czas kichałam, a echo mnie przedrzeźniało. Nagromadziło się tu strasznie dużo kurzu, widać było, że rzadko tu ktoś zagląda. Wchodziłam od pokoju do pokoju, przechadzałam się po korytarzach, aż wszystko co było do zobaczenia zobaczyłam. Wróciłam niespiesznie do wielkiej sali. Obok Izaline piętrzyła się sterta książek. Posmutniałam. Wcześniej nie brałam pod uwagę możliwości, że może się nie udać. Wierzyłam, byłam pewna, że jeśli będę się wystarczająco starać, to się uda. Lecz z każdą odłożoną książką szansa była coraz mniejsza.
-Nita? Coś chyba znalazłam!- krzyknęła Izaline, pochylając się nad jakimś starym manuskryptem. Podbiegłam do niej i również się pochyliłam, mimo że nic nie rozumiałam z tych wszystkich kanciastych i pokręconych liter.
-I co o tym myślisz?- spytała mnie strapionym głosem. Wzięłam głęboki wdech. Czas zmierzyć się z prawdą.
-Nie umiem czytać, więc nawet nie wiem, o czym tu piszą- odparłam po prostu, lekko się rumieniąc, lecz uniosłam wyżej głowę. Może i byłam tępą dzikuską, ale nie jestem z tego powodu gorsza.
-Rozumiem- odparła po chwili krępującej ciszy. Usadawia się wygodniej i bez dalszych zbędnych pytań zaczęła czytać na głos. No, starała się. Dokument był w fatalnym stanie. Z fragmentów które dało się odczytać wynikało, że autor tego tekstu spotkał w lesie okalającym Góry Nekromanty wilka o imieniu Fatum, który włada niezwykłymi magicznymi umiejętnościami. Potrafił zmienić głos, kolor futra, przywrócić wzrok ślepym, odtworzyć kończyny kulawym, lub całkowicie zmienić sylwetkę ciała.
-Dalsza część tekstu jest nieczytelna.
-Nic nie szkodzi- odparłam beztrosko- I tak nie jest mi do niczego potrzebna. Wystarczy odnaleźć tego basiora, a on sprawi mi skrzydła.
-Nita…- zaczęła wątpiąco, ale jej przerwałam.
-Tak wiem. Cała sprawa śmierdzi. Dlaczego ten wilk żyje w tak niebezpiecznym rejonie? Czemu mimo jego cudownych umiejętności nikt o nim nie słyszał? Nie mamy nawet pewności, że w ogóle jeszcze żyje! Pismo jest bardzo stare, a nie było wzmianki o jego nieśmiertelności. Ale to moja jedyna nadzieja. Muszę spróbować.
-Wcale nie musisz, to nie jest sprawa życia i śmierci.
-Ale to moje marzenie. Od kiedy spotkałam Ro po cichu marzyłam aby móc razem z nią latać! A od kiedy dowiedziałam się, że władam mocami powietrza, to marzenie rosło. Aż osiągnęło apogeum, kiedy poznałam was! Skrzydlate wilki! Jestem razem z wami w klanie i jako jedyna nie mam skrzydeł.
-Przemyśl to jeszcze, dobrze? Mamy czas…
-Właśnie, że nie mamy go wcale. Ten wilk może zipać resztką sił. A potem znajdę tylko rozkładające się ciało- wzięłam głęboki wdech –Ale dobrze, poczekam jeszcze tydzień. W międzyczasie postaram się dowiedzieć jak najwięcej o tej mrocznej puszczy. I miałabym do Ciebie dużą prośbę- przestąpiłam z nogi na nogę –nauczysz mnie czytać?
<Izaline? Wyleczysz Nitę z analfabetyzmu? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz