Zamarłem. Jak to Kilan mnie kocha… Mnie? Przecież to niemożliwe, kiedy to się niby stało. Chociaż nie powiedziałbym, że takie znowu niemożliwe. Ostatnio sam zachowywałem się wobec niej nietypowo, jakby dając jej coś do zrozumienia. Jednak ja byłem teraz z Descartes. Kochałem ją… a Kilan była dla mnie jak siostra. Nie chciałem teraz tego zniszczyć w dosłownie jednej sekundzie. Kręcąc łbem z niedowierzaniem, odsunąłem się od wadery. Nadal nie mogłem w to uwierzyć, jakie to głupie uczucie. Jakbym się po prostu przesłyszał.
– Kilan, przykro mi… ale dla mnie zawsze będziesz przyjaciółką. Tą najlepszą! – Z powrotem spróbowałem do niej podejść, jednak wadera się odsunęła.
– W porządku… wiedziałam – powiedziała cicho a z jej oczu zaczęły spływać łzy i to jest właśnie to, czego najbardziej w tym wszystkim nie chciałem – Czemu wszystko przede mną zataiłeś? To… że jesteś Alfą oraz masz już partnerkę?
Spuściłem łeb. Czemu? To z Descartes to dosyć świeża sprawa, nawet nie było kiedy o tym wspominać. Natomiast moją pozycję w tym Klanie nie zdradziłem, ponieważ nie chciałem, żeby wadera przestała mnie lubić. Ceniłem sobie jej przyjaźń, nie chciałem, żeby ten jeden fakt wszystko zniszczył. Jednak teraz nasza przyjaźń oberwała już dwukrotnie, wątpię, żeby wadera nadal chciała mnie widzieć na oczy.
– Wybacz Kilan, ja… pójdę już – powiedziałem cicho wycofując się z biblioteki
Wadera nie protestowała, więc chyba jak na razie tak będzie lepiej. Muszę to sobie wszystko przemyśleć, chociaż niby co? Do swojej jaskini też nie pójdę, nie mam ochoty nikogo widzieć. A już na pewno nie mojego brata, który idzie sobie kilka metrów przede mną. Szybko wskoczyłem z krzaki i zacząłem pędzić w dół zbocza, mając nadzieję, że mnie nie zauważył. Byłoby cienko. Kolejny z moich ‘’planów’’ by nie wypalił. I to w dodatku na samym starcie. Dokąd pójdę? Nie mam pojęcia. Szczerze, to już mi się znudziło łażenie do Świątyni, więc to odpada, definitywnie. Ostatecznie zapuściłem się w najgłębsze zakamarki Klanu Ziemi, tuż przy granicy z… nikim. Tylko wielki ocean. Aż wstyd powiedzieć, ale sam tutaj nigdy nie byłem. Wszystko zdawało się być zupełnie inne i puste. Tak jakby ktoś z trzysta lat temu zamknął duszę tego miejsca, w małej, szklanej buteleczce. Drzewa rosły tutaj znacznie gęściej, niż w jakiejkolwiek części Klanu. Nie było tutaj ani jednego zwierzęcia, być może wpakowałem się w teren tych powalonych zmutowanych wilków? Ciekawie mogłoby być, no nie powiem. Aż się za nimi rozejrzę, bo mnie to zaciekawiło.
Ostatecznie nie znalazłem nic godnego mojej uwagi. Zwykłe opuszczone tereny, trzeba będzie tutaj częściej wpadać i może troszkę ogarnąć. Chociaż sam nie jestem pewien, w jaki sposób można ogarnąć naturę. Ale czego nie zrobi wilk z żywiołem ziemi. Uśmiechnąłem się nawet pod nosem, jednak po chwili znowu spochmurniałem, może by tak już wrócić? Albo zostać tutaj na zawszę? Nie! Nie będę bawił się w moją matkę, nie tym razem... Włócząc ogonem po ziemi oraz kamieniach, ruszyłem z powrotem w stronę watahy, a właściwie jej części. Znanej i oczywiście lubianej przez wszystkich.
(Kilan? Naprawdę nie wiem co napisać, przepraszam xD brak weny :/)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz