Od pewnego czasu lubiłem przechadzać się po terenach klanu
ognia. Z dnia na dzień „odkrywałem” coraz to więcej, nie poznanych mi
wcześniej, miejsc. Jednego dnia - nowa łąka pełna zwierzyny, a innego dnia - dolina
ze stawem pełnym trującej wody. Było to idealne zajęcie na gorące i duszne,
letnie noce, w które nie potrafiłem spokojnie usnąć. Ostatnimi czasy upodobałem
sobie takie spacerki także po burzach lub silnych ulewach. Było wtedy odrobinę
chłodniej, a zachmurzone niebo przynosiło chwilę przyjemnej ulgi od gorączki
letniego dnia. Niedawno odnalazłem stare odnóże rzeki. Droga wzdłuż niego była
całkowicie zarośnięta przez żywą ścianę drzew i krzewów, tak gęstych jakby nie
miały końca. Udało mi się znaleźć okrężną drogę, ale przez ten stary, pozarastany
las zajęło mi to kilka dni. Najprawdopodobniej miejsce to znajdowało się na
granicy klanów, gdyż mieściło się bardzo daleko od reszty miejsc w klanie. Jakiś
czas temu postanowiłem udać się w tamto miejsce i zwiedzić je trochę
dokładniej. Od razu polubiłem tam przebywać, gdyż było to jedno z najcichszych
i opustoszałych miejsc w klanie jakie znałem. Jednak tym razem coś było nie
tak. Zanim zdążyłem wyjść zza krzaków usłyszałem jakieś hałasy w wodzie. Z
początku byłem przekonany, że to ryba lub coś podobnego, ale myliłem się. To
był wilk, a raczej była. Szczupła wadera o białym futrze. Muszę przyznać, że
nie spodziewałbym się tam takiej wilczycy. Stała, albo wręcz czyhała w wodzie
na najbliższą rybę. Miałem nadzieje, że tylko coś złapie i odejdzie pozwalając
mi tym samym pozostać w samotności. Jednak jak na ironie losu, zauważyła mnie i
co gorsza zabrała się do jedzenia na tym samym brzegu, gdzie ja się „ukrywałem”.
Po krótkiej chwili odezwała się do mnie, prawie nie przerywając posiłku.
-Jeśli chcesz coś zjeść, to zapraszam - powiedziała delikatnym głosem w moją stronę
I tak nie miałem nic do stracenia. Byliśmy tutaj kompletnie
sami, więc i tak nikt by nas nie zauważył. Z początku lekko się zawahałem, ale
po chwili zastanowienia. Spokojnym krokiem wyszedłem z krzaków. Nawet nie
zwróciła na mnie uwagi tylko cały czas się pożywiała. Nie chciałem jej
przeszkadzać, więc wszedłem do wody i też zapolowałem na rybę. Po chwili
złapałem jedną, ale była dużo większa od jej zdobyczy. Wyciągnąłem ją na brzeg
i także zabrałem się do jedzenia. Była bardzo pożywna, więc już po połowie
posiłku byłem przejedzony. Nagle zauważyłem, że wadera wstała i zaczęła czaić
się na kolejną rybę. Bez namysłu wziąłem nienaruszoną połowę swojej i jej
podałem.
- Nie jesteś już głodny? - zapytała z lekkim zdziwieniem
- Najadłem się. Skoro nadal jesteś głodna to może zjesz tą
połowę, żeby się nie zmarnowała? - zaproponowałem (z dziwnym jak na mnie) miłym
głosem
Spojrzała na mnie i przyjęła posiłek. Powróciła na swoje
miejsce i dokończyła jedzenie. Ja w tym czasie usiadłem kawałek dalej i
obserwowałem okolice. Ciekawiło mnie jak znalazła to miejsce. Kiedy z ryby
został już tylko szkielet podniosła się i zbliżyła się do mnie. Przez chwilę
przypatrywała mi się, a potem usiadła prawie naprzeciwko mnie.
- Jak się tutaj znalazłeś? - zapytała z ciekawością w oczach
- Lubię spacerować po terenach klanu, ale to miejsce chyba
leży na granicy o ile mi się nie mylę. - odpowiedziałem, a po chwili dodałem -
No to teraz moja kolej: Kim jesteś?
- Nazywam się Descartes White Crow i jestem z Klanu Everything,
a ty? - zmierzyła mnie niepewnie wzrokiem
- Darkness, Klan Ognia. Jesteśmy tutaj sami? - zapytałem z
nadzieją w głosie
- Tak mi się przynajmniej wydaje. Nikomu nie mówiłam o tym
miejscu - odparła rozglądając się trochę
- Ja także - na chwilę zamilkłem, lecz miło się z nią
rozmawiało i postanowiłem podtrzymać rozmowę - Lubisz tu przychodzić? -
zapytałem z lekkim uśmiechem
Ona w odpowiedzi tylko cicho szepnęła „Tak” i delikatnie
pokiwała głową. Normalnie byłbym oschły i odpowiadał pojedynczymi słowami, ale
czułem, że ona liczy na inne zachowanie. Z początku była odważna i śmiała, ale
czyżby mój wygląd ją wystraszył czy to może ukryta w duchu nieśmiałość ją
zahamowała? Ciekawiło mnie to i to kim jest. Była taka spokojna. Niby
strachliwa, ale odważna. Zaciekawiła mnie.
- Nie musisz się mnie bać. Wiem, że nie wyglądam zbyt
przyjazno, ale nic złego Ci nie zrobię - obiecałem spoglądając jej w oczy, a
ona spuściła głowę i wbiła wzrok w ziemię
Niby nie przeszkadzała mi cisza między nami, ale coś
sprawiało, że nie mogłem tak tylko siedzieć i nie odzywać do niej. Po chwili
namysłu wstałem i usiadłem bliżej wody. Kątem oka zauważyłem, jak wadera śledzi
mnie wzrokiem, lecz robiła to bardzo dyskretnie. Siedzieliśmy tak osobno chyba
z pół godziny, gdy nagle w powierzchni wody zobaczyłem zbliżającą się do mnie
Descartes.
- Może się gdzieś przejdziemy? - zaczęła dosyć niepewnie
- Dobrze. A znasz jakieś miejsce gdzie nie ma zbyt dużo
wilków? - zapytałem spoglądając na nią
-Hm.. jest kilka takich - odpowiedziała i ruszyła przed
siebie
Powoli wstałem i podążyłem za nią. Przez kilka pierwszych
chwil szliśmy w całkowitym milczeniu i gęsiego. W pewnym momencie wadera trochę
zwolniła wyrównując ze mną. Jeszcze moment szliśmy w ciszy rozglądając się;
chociaż szczerze mówiąc kilka razy poczułem na sobie jej wzrok.
- Może opowiesz mi coś o sobie? - zaproponowałem spokojnym
tonem
Wzięła głęboki oddech i po chwili zamyślenia zaczęła mówić.
Reszta czasu minęła nam w miarę przyjemnie. Wadera opowiadała, a ja co jakiś czas
uśmiechałem się i coś dodawałem. Ona także trochę się otworzyła i coraz lepiej
nam się rozmawiało. W pewnej chwili zauważyłem małą polanę. Była cała pokryta
wysoką, zielona trawą, a po jej środku znajdował się staw pełen różnych
stworzeń i roślin. Powoli kroczyliśmy przez łąkę w stronę stawu. Przy samej
wodzie zatrzymaliśmy się, a wadera cicho westchnęła.
- To tutaj - powiedziała z lekkim uśmiechem i spojrzała w
taflę wody
Nie zdążyłem się obejrzeć zanim znowu popadliśmy w milczenie.
Do głowy wpadł mi pewien plan. P cichu zakradłem się do wadery i szybki ruchem wrzuciłem
ją do wody.
- Nie umiem pływać! - wykrzyczała, a ja od razu wskoczyłem
za nią
- Poczekaj! - powiedziałem podpływając do niej, ale gdy
tylko się zbliżyłem dostałem z wody w pysk i zostałem lekko podtopiony
- Żart - zaśmiała się i już próbowała ode mnie odpłynąć, gdy
wciągnąłem ją pod wodę
Bawiliśmy się jak szczeniaki; beztrosko, jakby czas się
zatrzymał. Wymęczeni i wymoczeni wyszliśmy z wody po długim czasie, żeby trochę
się wysuszyć i ochłonąć. Na nowo zapanowała cisza. Tym razem to ja zacząłem
opowiadać o sobie. Nasze relacje się poprawiały, a rozmowy były coraz to
przyjemniejsze. Nagle słońce jakby zgasło, a nad naszymi głowami zawitały
ogromne chmury burzowe. Nie minęła chwila, a z nieba lunęła potężna ulewa.
(Descartes? Przepraszam, że takie krótkie)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz