poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Od Darkness'a cd historii Descartes

Od pewnego czasu lubiłem przechadzać się po terenach klanu ognia. Z dnia na dzień „odkrywałem” coraz to więcej, nie poznanych mi wcześniej, miejsc. Jednego dnia - nowa łąka pełna zwierzyny, a innego dnia - dolina ze stawem pełnym trującej wody. Było to idealne zajęcie na gorące i duszne, letnie noce, w które nie potrafiłem spokojnie usnąć. Ostatnimi czasy upodobałem sobie takie spacerki także po burzach lub silnych ulewach. Było wtedy odrobinę chłodniej, a zachmurzone niebo przynosiło chwilę przyjemnej ulgi od gorączki letniego dnia. Niedawno odnalazłem stare odnóże rzeki. Droga wzdłuż niego była całkowicie zarośnięta przez żywą ścianę drzew i krzewów, tak gęstych jakby nie miały końca. Udało mi się znaleźć okrężną drogę, ale przez ten stary, pozarastany las zajęło mi to kilka dni. Najprawdopodobniej miejsce to znajdowało się na granicy klanów, gdyż mieściło się bardzo daleko od reszty miejsc w klanie. Jakiś czas temu postanowiłem udać się w tamto miejsce i zwiedzić je trochę dokładniej. Od razu polubiłem tam przebywać, gdyż było to jedno z najcichszych i opustoszałych miejsc w klanie jakie znałem. Jednak tym razem coś było nie tak. Zanim zdążyłem wyjść zza krzaków usłyszałem jakieś hałasy w wodzie. Z początku byłem przekonany, że to ryba lub coś podobnego, ale myliłem się. To był wilk, a raczej była. Szczupła wadera o białym futrze. Muszę przyznać, że nie spodziewałbym się tam takiej wilczycy. Stała, albo wręcz czyhała w wodzie na najbliższą rybę. Miałem nadzieje, że tylko coś złapie i odejdzie pozwalając mi tym samym pozostać w samotności. Jednak jak na ironie losu, zauważyła mnie i co gorsza zabrała się do jedzenia na tym samym brzegu, gdzie ja się „ukrywałem”. Po krótkiej chwili odezwała się do mnie, prawie nie przerywając posiłku.
-Jeśli chcesz coś zjeść, to zapraszam -  powiedziała delikatnym głosem w moją stronę
I tak nie miałem nic do stracenia. Byliśmy tutaj kompletnie sami, więc i tak nikt by nas nie zauważył. Z początku lekko się zawahałem, ale po chwili zastanowienia. Spokojnym krokiem wyszedłem z krzaków. Nawet nie zwróciła na mnie uwagi tylko cały czas się pożywiała. Nie chciałem jej przeszkadzać, więc wszedłem do wody i też zapolowałem na rybę. Po chwili złapałem jedną, ale była dużo większa od jej zdobyczy. Wyciągnąłem ją na brzeg i także zabrałem się do jedzenia. Była bardzo pożywna, więc już po połowie posiłku byłem przejedzony. Nagle zauważyłem, że wadera wstała i zaczęła czaić się na kolejną rybę. Bez namysłu wziąłem nienaruszoną połowę swojej i jej podałem.
- Nie jesteś już głodny? - zapytała z lekkim zdziwieniem
- Najadłem się. Skoro nadal jesteś głodna to może zjesz tą połowę, żeby się nie zmarnowała? - zaproponowałem (z dziwnym jak na mnie) miłym głosem
Spojrzała na mnie i przyjęła posiłek. Powróciła na swoje miejsce i dokończyła jedzenie. Ja w tym czasie usiadłem kawałek dalej i obserwowałem okolice. Ciekawiło mnie jak znalazła to miejsce. Kiedy z ryby został już tylko szkielet podniosła się i zbliżyła się do mnie. Przez chwilę przypatrywała mi się, a potem usiadła prawie naprzeciwko mnie.
- Jak się tutaj znalazłeś? - zapytała z ciekawością w oczach
- Lubię spacerować po terenach klanu, ale to miejsce chyba leży na granicy o ile mi się nie mylę. - odpowiedziałem, a po chwili dodałem - No to teraz moja kolej: Kim jesteś?
- Nazywam się Descartes White Crow i jestem z Klanu Everything, a ty? - zmierzyła mnie niepewnie wzrokiem
- Darkness, Klan Ognia. Jesteśmy tutaj sami? - zapytałem z nadzieją w głosie
- Tak mi się przynajmniej wydaje. Nikomu nie mówiłam o tym miejscu - odparła rozglądając się trochę
- Ja także - na chwilę zamilkłem, lecz miło się z nią rozmawiało i postanowiłem podtrzymać rozmowę - Lubisz tu przychodzić? - zapytałem z lekkim uśmiechem
Ona w odpowiedzi tylko cicho szepnęła „Tak” i delikatnie pokiwała głową. Normalnie byłbym oschły i odpowiadał pojedynczymi słowami, ale czułem, że ona liczy na inne zachowanie. Z początku była odważna i śmiała, ale czyżby mój wygląd ją wystraszył czy to może ukryta w duchu nieśmiałość ją zahamowała? Ciekawiło mnie to i to kim jest. Była taka spokojna. Niby strachliwa, ale odważna. Zaciekawiła mnie.
- Nie musisz się mnie bać. Wiem, że nie wyglądam zbyt przyjazno, ale nic złego Ci nie zrobię - obiecałem spoglądając jej w oczy, a ona spuściła głowę i wbiła wzrok w ziemię
Niby nie przeszkadzała mi cisza między nami, ale coś sprawiało, że nie mogłem tak tylko siedzieć i nie odzywać do niej. Po chwili namysłu wstałem i usiadłem bliżej wody. Kątem oka zauważyłem, jak wadera śledzi mnie wzrokiem, lecz robiła to bardzo dyskretnie. Siedzieliśmy tak osobno chyba z pół godziny, gdy nagle w powierzchni wody zobaczyłem zbliżającą się do mnie Descartes.
- Może się gdzieś przejdziemy? - zaczęła dosyć niepewnie
- Dobrze. A znasz jakieś miejsce gdzie nie ma zbyt dużo wilków? - zapytałem spoglądając na nią
-Hm.. jest kilka takich - odpowiedziała i ruszyła przed siebie
Powoli wstałem i podążyłem za nią. Przez kilka pierwszych chwil szliśmy w całkowitym milczeniu i gęsiego. W pewnym momencie wadera trochę zwolniła wyrównując ze mną. Jeszcze moment szliśmy w ciszy rozglądając się; chociaż szczerze mówiąc kilka razy poczułem na sobie jej wzrok.
- Może opowiesz mi coś o sobie? - zaproponowałem spokojnym tonem
Wzięła głęboki oddech i po chwili zamyślenia zaczęła mówić. Reszta czasu minęła nam w miarę przyjemnie. Wadera opowiadała, a ja co jakiś czas uśmiechałem się i coś dodawałem. Ona także trochę się otworzyła i coraz lepiej nam się rozmawiało. W pewnej chwili zauważyłem małą polanę. Była cała pokryta wysoką, zielona trawą, a po jej środku znajdował się staw pełen różnych stworzeń i roślin. Powoli kroczyliśmy przez łąkę w stronę stawu. Przy samej wodzie zatrzymaliśmy się, a wadera cicho westchnęła.
- To tutaj - powiedziała z lekkim uśmiechem i spojrzała w taflę wody
Nie zdążyłem się obejrzeć zanim znowu popadliśmy w milczenie. Do głowy wpadł mi pewien plan. P cichu zakradłem się do wadery i szybki ruchem wrzuciłem ją do wody.
- Nie umiem pływać! - wykrzyczała, a ja od razu wskoczyłem za nią
- Poczekaj! - powiedziałem podpływając do niej, ale gdy tylko się zbliżyłem dostałem z wody w pysk i zostałem lekko podtopiony
- Żart - zaśmiała się i już próbowała ode mnie odpłynąć, gdy wciągnąłem ją pod wodę
Bawiliśmy się jak szczeniaki; beztrosko, jakby czas się zatrzymał. Wymęczeni i wymoczeni wyszliśmy z wody po długim czasie, żeby trochę się wysuszyć i ochłonąć. Na nowo zapanowała cisza. Tym razem to ja zacząłem opowiadać o sobie. Nasze relacje się poprawiały, a rozmowy były coraz to przyjemniejsze. Nagle słońce jakby zgasło, a nad naszymi głowami zawitały ogromne chmury burzowe. Nie minęła chwila, a z nieba lunęła potężna ulewa.
(Descartes? Przepraszam, że takie krótkie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz