poniedziałek, 4 sierpnia 2014

od Seber cd Nirrith'a

Zdyszana pędziłam przez liście, zaczepiałam łapami o bluszcz. Czasu było coraz mniej.
Wpadłam na plac i ostatkami sił przepchnęłam się przez tłum. Zdołałam tylko do połowy pokonać zatłoczoną przestrzeń. Zadarłam głowę do góry i ujrzałam ciało wilka, wiszące na grubej linie.
- Nie... - szepnęłam - nie...
W momencie, gdy łzy były w trakcie przygotowania do upustu, szubienica zapłonęła w dolnej części.
Nastał wielki harmider.
Krzyki, piski i bieganina zaćmiła na chwilę mój umysł. Każdy biegł w inną stronę, a ogień rozprzestrzeniał się coraz bardziej. Materiał i drewniane słupy poczęły płonąć żywym ogniem, a w powietrzu zaczął unosić się piekący w oczy i nos dym. Zasłoniłam pysk łapą i w przeciwną stronę do wszystkich uciekających, ruszyłam w kierunku szubienicy. Potrącona mocno przez jakiegoś masywnego samca, upadłam na ziemię. Dym przedarł się do moich dróg oddechowych. Zaczęłam się dusić.
Zakręciło mi się w głowie, a w oczach pociemniało. Próby wstania kończyły się nienaturalnym przekręcaniem mojego ciała, powodując odwrotny efekt.
Płonące drewno trzaskało coraz mocniej. Obluzowane, przypalone belki z trzaskiem spadły obok mnie. Przestałam czuć. Ból rozszedł się po moim ciele, zamknęłam oczy.
Zapanowała ciemność, a ja poczułam tylko, jak ktoś łapie mnie za łapę i ciągnie w przeciwną stronę od ognia. Odpłynęłam.
***
To tylko głupi sen? Koszmar?
Poruszyłam łapą i poczułam miękki, młody mech. Wokół mnie panowała przyjemna cisza, przerywana rozmowami szeptem i delikatnymi krokami.
Otworzyłam najpierw jedną powiekę, potem drugą.
Przede mną zamajaczyła skalna, przyjemnie brązowa skała. Przekręciłam głowę, gdy podeszła do mnie wilczyca z białą wstążką na łapie.
Teraz dopiero poznałam, gdzie jestem.
To była lecznica.
- Jak się czujesz? - spytała łagodnym głosem, stawiając kubek z parującym napojem na drewnianym stoliczku.
- Ja... co się stało? - odparłam ochrypłym głosem, podnosząc na nią wzrok.
- Ktoś znalazł cię nieprzytomną na placu, obok palących się belek. Wtedy, na egzekucji. - powiedziała i zaraz dodała - Doznałaś lekkich oparzeń, ale to drobiazg. Dzisiaj cię wypuścimy.
Samica uśmiechnęła się lekko i odeszła.
***
Leżałam sama w jaskini. Było już mocno po południu. Spędziłam już przeszło trzy godziny na leżeniu w milczeniu. Nawet nie płakałam. Trwałam w obojętnym letargu, już wszystko mi było jedno. Nie czułam już nic. Ani bólu, żalu, cierpienia. Była tylko pustka.
O zachodzie słońca postanowiłam wyrwać się z jaskini. Wyruszyłam na spacer, kierując się w stronę granic klanu. Miałam ochotę po prostu uciec. Po godzinie wędrówki dotarłam do zachodniej polany. Przeszłam kilka kroków, błądząc łapami w długiej trawie. Słońce znikało już za horyzontem, gdy w oddali zobaczyłam sylwetkę wilka.
Zlękłam się.
Wilk na granicach klanu?
Przez chwilę zwlekałam, ale odważnym krokiem ruszyłam w tamtą stronę.
Z każdym krokiem, jego sylwetka, sposób poruszania się i wygląd przypominały mi białego samca.
Ale przecież Nirrith odszedł.
Odrzuciłam szybko myśl i przyśpieszyłam kroku. Gdy wilk był już dość blisko mnie, jego nierówny krok urwał się, i samiec upadł na ziemię.
Hm, wypadałoby pomóc. W końcu należy się dobrze prezentować.
Podeszłam do niego bliżej, ale dalej ignorowałam przeczucie mówiące mi, że tym wilkiem jest właśnie Nirrith. Dopiero gdy byłam już wystarczająco blisko i spojrzałam na żółte ślepie, otworzyłam szerzej oczy.
Ależ oczywiście, że to on. Nie da się pomylić jego śnieżnobiałej sierści, oczu w kolorze słońca  i czarnych obwódek wokół.
Tylko jak? Jakim sposobem?
- N-nirrith? - powiedziałam z niedowierzaniem, gdy samiec spojrzał mi w ślepia. - pomogę ci...
Nie czekając na odpowiedź złapałam basiora mocniej za ramię, z próbą dźwignięcia. Szarpnął łapą.
- Zostaw mnie, dam sobie radę. - syknął, dźwigając się na łapy.
- Nie dasz. –rzuciłam chłodno.
- Mylisz się. - warknął, gdy znów opadł na ziemię.
- Chcesz się wykrwawić? - podniosłam ton, zirytowana - wszędzie masz rany, złamania. Krew cieknie z ciebie, jak pot! Chcesz tu umrzeć? Nie wiem jak tu się znalazłeś, chcę ci pomóc. Gdy strażnicy cię znajdą...
Samiec podniósł na mnie wzrok i przerwał mi.
- Wolę się wykrwawić, niż iść z tobą.
Zabolało.
- Nie będziesz miał już drugiej szansy, wiesz o tym? - szepnęłam i nie czekając na odpowiedź z jego strony, odwróciłam się. Posłałam mu ostatnie spojrzenie, i ruszyłam w przeciwną stronę. Czekałam tylko na ciche "zaczekaj" lub chociaż... cokolwiek z jego strony.

<Nirrith?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz