sobota, 2 sierpnia 2014

od Nirrith'a cd Seber

-Przez powieszenie – zakończył Alfa, ozwając się potężnym basem. Bezlitośne rżące uszy i rozsadzające czaszkę, zagrzmiały śmiechy pogardy i oklaski.
Otwierało mi się tylko jedno oko, drugie przecinała gruba krwawa kreska. Słyszałem nie najlepiej, głos dochodził do mnie jak przez grubą warstwę waty. Rozejrzałem się tyle ile mogłem, masywne żyrandole pod sufitem jakiejś białej jaskini, smoliły jałowym blaskiem łojowych świec. Rozejrzałem się na tyle ile mogłem. Stwierdziłem że ledwo stoję na łapach, cały dygocąc. Gdyby nie dwóch silnych strażników w ogóle bym się przewrócił. Z tyłu, na łapach miałem mocne sznury skutecznie krępujące wszystkie moje ruchy.
-Egzekucja odbędzie się jutro o godzinie piątej rano, na klifie przy Fortecy Skything. - Powieszą mnie? Zabiją? I już więcej mnie nie będzie...
Na moją głowę i pysk został założony czarny worek, a łeb już całkowicie nie mógł utrzymać się na szyi i opadł na pierś, gdzie jeszcze niedawno Seber opierała swoje łapki... Tępa nieczułość pojawiała się u mnie stopniowo. Teraz myślałem już tylko abstrakcyjnie, jakbym słuchał jakiejś wymyślonej opowieści. Że główny bohater to nie ja. A gdy zginie, wysłucham kolejnej, takiej która kończy się dobrze.
A początek mojej „historii” na łapach Alf, był taki, że dokładnie i cierpliwie bili mnie silne basiory, zaś inni mądrzy i rozsądni zadawali mi pytania. Pokój, jaskinia w której się znajdowałem była wyłożona białym marmurem, w odcieni podejrzliwej żółci. Zapewne łatwo było z nich zmywać krew, ale zapachu już pozbyć się nie dało.
Na początek nauczyli mnie nazywać brązowo-białego basiora w czerwonej chuście Alfą, zamiast szczylem. Potem – nie zadawać żadnych pytań. Potem – odpowiadać zwięźle i na temat. Tego zwięźle i na temat uczyli mnie osobno i nie miałem pojęcia jakim cudem wszystkie kły są jeszcze na miejscu. Chociaż ciągle czułem w ustach metaliczny posmak krwi. Na początku próbowałem się jakoś tłumaczyć, że nie wiedziałem że Aria jest Alfą, ale powiedzieli mi że nie warto. I w tym momencie dostałem kolejny raz po żebrach. Następnie próbowałem milczeć, uparcie wpatrując się w posadzkę, ale to też okazało się nieskuteczne i szybko się o tym przekonałem. Bardzo bolało.
To w ogóle bardzo dziwne uczucie, kiedy bije cię silny, zdrowy dorosły basior. Nie jest to ból, tylko huragan rozsadzający czaszkę, który wymiata wszystkie myśli a uczucia obraca tylko w dawne wspomnienia. Potem dopiero nadchodzą męki.
Wiedzieliście, że jak ktoś panicznie chce odzyskać jakieś informację, może przesłuchowanemu wlać do gardła gorący olej? Ja też nie wiedziałem.
Po jakimś czasie dotarło do mnie co trzeba robić. Nie można się tłumaczyć – po pierwsze. Po drugie – dla nich jesteś tylko wyrzutkiem. Po trzecie – zawsze się zgadzać. Jeśli pan Alfa spytał, czy nie przybyłem z wrogich terenów watahy, trzeba było kiwnąć tylko łbem, a wtedy oszczędzano mi drugie oko. Kiedy się zapytał, czy przybyłem sprowadzić informację o Klanach i donieść je wrogu – trzeba było kiwnąć łbem. Na to traciło się mniej sił, a pan Alfa zacierał tylko w zadowoleniu łapy. Trzeba było tylko kiwać łbem w odpowiednim czasie, bo jak się zrobiło to za wcześnie strażnicy próbowali mi złamać żebra.
Po półtorej godziny nieśpiesznej pogawędki, nie czułem kompletnie swojego ciała. Kilka razy próbowałem stracić przytomność, ale budzono mnie lodowatą wodą i amoniakiem, po którym do tej pory mam mdłości. Najwyraźniej byłem bardzo ciekawym rozmówcą. W efekcie cała Rada Alf mieli o mnie całkowicie fałszywe wyobrażenie: widzieli we mnie nieprzyjacielskiego szpiega i dywersanta, który zjawił się by zadać Wilczym Klanom zdradziecki cios w plecy, przez zgładzenie Alf zasiać chaos i przygotować w ten sposób inwazję wroga. Oczywistym zamiarem było zebranie informacji całego reżizmu Wilczych Klanów. Kiedy wszystkie szczegóły spisku zostały odkryte, dopiero wtedy pozwolili mi zemdleć.
Kiedy się obudziłem, właśnie odczytywali mój wyrok. Powieszenie. Ciekawe, jak to będzie wyglądać...Aria się nie sprzeciwiała. Wiedziała że umrze, zgodziła się na to dobrowolnie. Nie bała się śmierci. To może ja też się nie powinien jej bać?
Trafiłem do celi. Ciemnej, zamkniętej celi. Leżałem w kącie, czułem jak z każdą minutą ubywa ze mnie krwi. Czułem że ktoś jeszcze tutaj jest.
-Która godzina? - zapytałem łamliwym głosem, ledwo co wydobywającym się z gardła. Po chwili, z przeciwległej strony wyrwał się głos.
-W pół do dziesiątej. - Cały dzień do egzekucji. Okropne. Próbowałem wstać i z radością stwierdziłem że nie mam skrępowanych łap.Tylko zakrwawione, łyse miejsce tam gdzie znajdowały się sznury. Znakomicie. Usiadłem na ziemi i pątrząsnąłem łbem, ale zaraz tego głęboko pożałowałem, bo lekki z początku ból głowy przerodził się w istną ekspolozję. Potem odezwał się znów głos – Wieczorem. - Serce podeszło mi do gardła. Pół do dziesiątej. Dwie i pół godziny do dwunastej i jeszcze pięć do...do wykonania. Siedem i pół godziny. Nie, po tym liczeniu i myśleniu czasu pozostawało coraz mniej. Kiedyś próbowałem sobie wyobrazić, co czują wilki których skazuję na śmierć, albo jedną noc przed egzekucją. Strach? Ból? Nienawiść do oprawców? Żal? We mnie była tylko pustka. Serce ciężko waliło w pierś, w skroniach huczało a w ustach powoli zbierała się krew.
Powieszą mnie. Zabiją.
Więcej mnie nie będzie.
Uświadomić to sobie, wyobrazić – rzecz niemożliwa.
Wszyscy, i każdy z osobna zrozumie że śmierć jest nieunikniona. Ale jak żyć z jej świadomością? Nie mieć tej świadomości. Co jeśli będzie, jak chory wilk usłyszy od medyka ile mu zostało? Będzie wyliczał ten dzień. A co jeśli chory nie usłyszy tej daty? Będzie spokojnie żył, ale z świadomosśią że to nastąpi. Równie dobrze jutro, ale on o tym nie wie. Lepiej nie wiedzieć.
Na łonie natury śmierć była codziennością. Ale zawsze Tobie się wydaję, że unikniesz ciosu pazurów, nie zaznasz głodu i nie osunie Ci się łapa z klifu.
Siedem godzin.
-Kim jesteś? - zapytałem wilka naprzeciw mnie. Był schowany w cieniu, ale od razu było słychać ze ma swoje lata.
-Starcem. Zamknęli mnie tutaj, jeszcze za dawnych czasów, kiedy to ukradłem jelenia ze spiżarni. Jestem z Klanu Ognia, dzieci tam miałem, żonę. A teraz tkwię tutaj. A Ty co przeskrobałeś? - starzec był strasznie wylewny.
-Ja...Ja z Klanu Everything. Zabiłem im...zabiłem im Alfę. - nie wiedziałem dokładnie gdzie się znajduję, więc nie mogłem powiedzieć że jestem „stąd”. Wilk wysunął się z cienia. Jego pysk był pokryty bliznami, a pod oczyma tworzyły się wory. Z pyska zwisała długa broda. Spojrzał na mnie ze współczuciem i zapytał.
-Będą wieszać? - kiwnąłem w milczeniu głową. Będą. I to za niedługo. Przysunąłem się bliżej krat klatki. Było to obszerne pomieszczenie, w którym znajdowały się jeszcze pięć takich więzień, każde puste. Wzdłuż ich linii wędrowało dwóch basiorów, jednego rozpoznałem z przesłuchania.
Za siedem godzin.
Jak to zrobią? Nie miałem pojęcia. Założą jakiś sznur i albo podciągną do sufitu...albo każą wejść na stołek. NIE! Nie wolno o tym myśleć. Oparłem łeb na zimnej kracie. Ta pozycja był nie wygodna, ale przynosiła ukojenie rozgrzanem czołu.
Chciało mi się pić.
Myślami powróciłem do zabitej przeze mnie Arii. Przed oczami znów pojawił mi się widok, jak ucieka z niej coraz to więcej krwi. Nie odczuwałem najmniejszego żalu z tego powodu i to mnie zdziwiło. Może jednak powinienen? Kiedyś uważałem że każdy zabity będzie jak ciężkie brzemię na sumieniu zabijącego, że będzie objawiać się w jego snach, niepokoić go na starość. Nie. Okazało się że to zupełnie nie tak. Żadnego żalu, żadnej skruchy. Tylko mroczna satysfakcja. Teraz zrozumiałem, że jeśli Aria objawi mi się w snach, po prostu odwróci się ode mnie. A starosć? Starości już nie będzię.
Zostało coraz mniej czasu. Pięć godzin. Jeśli mi się poszczęści, przeprowadzą przez mnie przez szereg klatek, to trochę więcej czasu....Cholera, tak bardzo mi się chciało pić!
Opadłem na ziemię, ciężko dysząc. Oblizałem spierzchnięte wargi i przypomniałem sobie o Seber...o jej pocałunku. Czemu ona to zrobiła? Czym zasłużyłem? Zacisnąłem powieki, pod którymi czułem rażące mą dumę słone łzy. Wtem usłyszałem jakiś śmiech. Nawet nie otwierałem oczu. Tylko zacisnąłem się w ciaśniejszy kłębek, zapominając o krwawiącym ciele i połamanych żebrach. Pić!
-Te! Szczurek! - ozwał się jeden strażnik szyderczym tonem -Jakaś gąska do ciebie! - i po chwili oboje strażników zanieśli się rżąym w uszy szyderczym śmiechem. Aurum Pave? Niemożliwe.
Usłyszałem jak ktoś siada przy kracie, czułem na sobie czyjś baczny wzrok. Przecież równie dobrze mógł być to mój towarzysz niedoli, patrzący na mnie ze współczuciem.

(Seber?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz