Po długich dyskusjach z alfą, w końcu dostałam pozwolenie na odwiedzenie Nirritha.
Strażnicy wprowadzili mnie do ciemnego korytarza. Nie obeszło się oczywiście bez szyderstw.
Rozejrzałam się wokół, choć i tak ledwo co widziałam, panował tam półmrok. Byliśmy w lochach. Wilgoć wdzierała mi się do nozdrzy razem z zapachem stęchlizny. Z każdym krokiem czułam się coraz słabiej, czułam, że nie dam rady.
Po prawej i po lewej stronie wyłaniały się zardzewiałe kraty. Cele wyłożone kamieniami, popękane ściany.
Przeszłam kilka kroków wgłąb, a korytarz wyraźnie opadł w dół.
Dopiero teraz przeszył mnie dreszcz, jak uświadomiłam sobie, że wszyscy tutaj czekają na rychłą śmierć. Wszyscy tutaj nie mają już żadnej nadziei i muszą pogodzić się ze swym losem.
Ruszałam nerwowo głową raz w tą, raz w tą.
Po lewej stronie, za kratami, zauważyłam sylwetkę wilka. Zatrzymałam się, koncentrując wzrok na celi.
Cofnęłam się krok w tył.
- Tutaj. - mruknął jeden ze strażników - byle szybko.
-Te! Szczurek! - ozwał się drugi -Jakaś gąska do ciebie!
Przełknęłam głośno ślinę i niepewnym krokiem podeszłam do krat. Zarys sylwetki poruszył się. Wstał ociężale i podszedł bliżej.
Samiec znalazł się centralnie w snopie światła wpadającego z małego okienka naprzeciwko.
Spuchnięta warga, podbite ślepia, rany i krew.
Zamrugałam, powstrzymując słone łezki od opuszczenia moich oczu, spuszczając wzrok.
Oparłam czoło o kratę.
- To ja. - szepnęłam, przymykając powieki.
W odpowiedzi usłyszałam tylko ciche stęknięcie.
- Nirrith? - podniosłam na niego wzrok. Nie chciałam tego robić, ale nie mogłam pozostać ze spojrzeniem wbitym w ziemię, całkiem jak tchórz.
- Dlaczego tu przyszłaś? - ledwo wychrypiał, podnosząc głowę.
- Nie mogłam nie przyjść. Nie mogłam cię zostawić. - odpowiedziałam całkiem cicho, jakbym mówiła sama do siebie.
Nastała chwila głuchego milczenia. Przerywały ją dźwięki wydawane przez innych, równie cierpiących jeńców.
- A teraz... - chrząknęłam - powiedz mi, dlaczego tu jesteś?
- To już teraz nie ma znaczenia. - odparł słabo.
- Ma. Dla mnie wielkie. - powiedziałam, z nutką zdeterminowania w głosie.
- Zabiłem. - westchnął.
- Kogo? - wyszeptałam, cofając się leko od krat.
- Arię.
Znów nastało milczenie, a w głowie miałam istną burzę myśli. Teraz nie o zamordowaną alfę toczyła się gra. Było, minęło, nikt jej nie wskrzesi. Moje rozmyślania skoncentrowały się głównie na jeszcze żywych.
Nirrith nie może zostać zabity. Po prostu nie może.
Ponownie oparłam głowę o kraty, wzdychając głęboko.
- Zrób dla mnie to co wczoraj. Ostatni raz. Na pożegnanie. - basior spojrzał mi prosto w ślepia.
Dotarły do mnie jego słowa po chwili. Porządnie przemyślałam wszystko. Wiedziałam już, co zrobię.
- Będę miała do tego jeszcze wiele okazji. Nie będzie żadnego ostatniego razu, nie będzie pożegnania. Rozumiesz? - podniosłam głos, czując przypływ energii.
Zmarszczył poranione, a jeszcze wczoraj w najlepszym stanie czoło.
Spojrzałam tylko na niego szybko.
- Nie zostawię tak tego. Jestem Betą i też mam coś do powiedzenia. - warknęłam. - trzymaj się tutaj. Jutro stąd wyjdziesz. Obiecuję. Obiecuję. - ostatnie słowo powtórzyłam szeptem i chcąc nie chcąc, musnęłam wystający pyszczek samca wargami. Rzuciłam mu ostatnie spojrzenie, wstałam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę wyjścia.
<Nirrith? Ja cię uratuję, zobaczysz. xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz