wtorek, 29 lipca 2014

od Alkiva cd Sheeny

Spojrzałem na waderę wyczekującym wzrokiem. Nie odpowiedziała mi nic, a ja dokładniej rzuciłem na nią okiem. Czerwone włosy, i wyblakło bordowa sierść na grzbiecie bardzo ładnie kontrastowały z białym umaszczeniem. Była bardzo specyficznej urody. Podobała mi się.
- Em... - mruknęła, marszcząc czoło - to może...
- Może cię oprowadzę? - zaproponowałem, odrywając od niej wzrok - jest tu dużo do oglądania.
- Tak się składa, że od jakiegoś czasu przebywam na tych terenach i już je trochę poznałam. - odparła i posłała mi beznamiętne spojrzenie.
- Yhym. - kiwnąłem głową i wbiłem wzrok w ziemię.
Nastała niezręczna cisza, która przerwał szelest listków poruszonych podmuchem wiatru.
Zadarłem głowę do góry i ujrzałem kłębiące się chmury na horyzoncie.
- Masz już jaskinię? - spytałem, błądząc wzrokiem po niebie.
- Nnie... - odpowiedziała niepewnie. - jeszcze nie.
- Może pomogę Ci szukać?
- Dam sobie radę.
I znów nastała cisza. Rozmowni jesteśmy, nie ma co. Bez słowa, wadera ruszyła przed siebie, a ja za nią.
I tak szliśmy sobie w całkowitym milczeniu. Wokół nas panował harmonijny szmer lasu. Drzewa, coraz mocniej poruszane wiatrem gubiły pierwsze liście. Rozpoczęło się lato, okres jagód i dzikich malin. Już teraz można było dostrzec pierwsze, pojedyncze krzaczki.
Ten cały spokój zakłócił, długi, głuchy pomruk.
- Oho. Burza idzie. - mruknąłem - pośpieszmy się, do jaskiń jeszcze kawał drogi.
Już po kilku minutach nasza sierść pokryła się kropelkami wody, spadającymi z nieba. Wiatr wzmógł się nieco. Weszliśmy do doliny.
- Nie ma co, nie zdążymy. - rzekłem, przysłowiowo"rozkładając łapy" bezradnie. - musimy skryć się gdzieś tutaj.
- Jak to : gdzieś tutaj? - spytała zgryźliwie wadera - przecież tu nic nie znajdziemy.
Obrzuciłem dolinę szybkim spojrzeniem. Skały delikatnie opadały w dół, zagłębienie nie było duże. Przyjrzałem się bliżej zboczom i ujrzałem małe zagłębienie w skałach.
- Tam. - wskazałem łapą i spojrzałem na waderę, dając jej znak, żeby szła za mną.
Jej spojrzenie mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa. Bez wahania podążyła za mną. Wspięliśmy się po kamieniach i w ostatniej chwili, uciekając przed wielką ulewą, wskoczyliśmy do swego rodzaju małej jaskini.
- Świetnie. - sapnęła Sheena, opierając się o ścianę.
Rzuciłem jej tylko spojrzenie i oparłem głowę na łapach, przymykając oczy.
Widok stąd był niebrzydki. Iglaczki rosnące na zboczach tworzyły małe zagajniki. Na dnie doliny, która była naprawdę rozległa, płynęła sobie malutka rzeczka.
Zdawało mi się, że po kilku minutach w końcu ktoś coś powie. I zacznie się rozmowa, może i bez sensu, ale to nie ważne. Jednak każda chwila dłużyła się w milczeniu. Chyba oczywiste, że w takich chwilach dwa wilki w końcu podejmą dialog, czyż nie?
Spadające krople deszczu uderzały o skały, ziemię, drzewa. Ich szum zagłuszał oddech. Niebo rozdzierały co chwila srebrne błyskawice z akompaniamentem ogłuszających huków.
- Właściwie jak tu się znalazłaś? - zagadałem w końcu, przytłoczony milczeniem. Podniosłem głowę znad łap.
- Przypadkiem. - odparła krótko, zwracając na chwilę ku mnie swoje niebieskie tęczówki.
- Nie ma przypadków. - pokręciłem głową.
- A skąd wiesz? - powiedziała z lekkim grymasem na twarzy.
- Nie ma i już. Nie wierzę w przypadek. - rzekłem, będąc dalej przy swoim. - Kto wymyślił taką bujdę? Wszystko dzieje się po coś. Rodzisz się, by umierać. Urodziłaś się, powstałaś przez przypadek?
Wadera zarechotała. Ja razem z nią, bowiem dopiero po chwili dotarło do mnie, że moje słowa brzmiały z lekka śmiesznie. (xD)
- Oj, wiesz o co mi chodzi. - machnąłem łapą, dusząc śmiech.
Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Może ten przypadek jednak jest bez sensu? - powiedziała, przechylając lekko głowę.
Dalej rozmowa potoczyła się już własnym torem.
Trochę minęło, zanim nawałnica minęła. Postanowiliśmy opuścić naszą kryjówkę. Kamienie były mokre i śliskie, co troszkę utrudniało nam zejście na dół.
- Ja pójdę pierwsza. - powiedziała  niepewnie Shenna.
Postawiła pierwszą łapę niezwykle ostrożnie. Odetchnęła głęboko, i stawiła drugą nogę. Pech chciał, pazury ześlizgnęły się z mokrej nawierzchni. W ostatecznym ruchu zdążyła złapać mnie za łapę i pociągnąć w dół, razem ze sobą. Spadaliśmy teraz obydwoje, obijając się o kamienie. Na koniec występu wpadliśmy w kępę krzaków na dnie doliny.

<Sheena?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz