Od Sheeny
Jakieś półtora roku wcześniej.
Czujesz to? Ból, smutek, radość, nienawiść i miłość? Czujesz? Bo ja nie, nie potrafię. Nie daję rady. To wszystko dla mnie nie jest ważne. Nie potrzebuję tego, nie chcę. To przez to jestem taka, jaka jestem. To przez to rozpaczam, przez fakt, że nie mam już do czego wrócić, już nie mam mojej kochanej rodziny i miejsca, w którym pragnęłam zostać.
Ucieczka.. Nie, to złe słowo. Zostałam wygnana, przez to, że mam dwa żywioły. Zamykam oczy i widzę ciemność. Otwieram oczy i też widzę czarne tło. To już nie ważne.
Nagle pojawia się ktoś, kto mnie ratuje. Tak, kocham świat…
Dziękuję.
_ _ _
Teraz.
Obudziłam się dokładnie wtedy, gdy na horyzoncie pojawiło się słońce. Było chłodno, w końcu dopiero była wiosna. Nie wymagałam od pogodny 25 stopni Celsjusza. Pomrugałam parę razy, by całkowicie otworzyć oczy i wstałam na równe łapy. Od kilku dni chodziłam po terenach cudownych i pięknych. Nie miałam ochoty na opuszczanie tego uroczego miejsca. Martwiło mnie jednak to, że skoro są tu idealne tereny, to czy nie ma tu watahy. I tak naprawdę znając moje szczęście nie pomyliłam się.
Usłyszałam zbliżającego się wilka, więc od razu najeżyłam się. Nie wiedziałam kogo spotkam, więc było to na wszelki wypadek. Zza dużych, monstrualnych krzaków pojawił się ciemny, dosyć specyficzny basior. Przyciągał uwagę swoim wyglądem. Nie zdawałam sobie sprawy, kiedy podszedł bliżej, bo za bardzo zagapiłam się jego urodą.
-Kim jesteś i co tutaj robisz? – Powiedział oschle. Spojrzałam kątem oka na tyły. Szukałam sposobu by móc się jakoś wycofać z tej rozmowy. Nie miałam ochoty na niemiłą konfrontację z innym wilkiem. – Nawet nie próbuj. – Ponownie usłyszałam ten sam, beznamiętny głos. – Nie pozwolę Ci pójść dopóty, dopóki nie powiesz co tu robisz i po co…
-Mogę wiedzieć po co o to pytasz? – Uśmiechnęłam się złośliwie- To chyba moja sprawa, a może jesteś jakimś zboczeńcem? – Zaśmiałam się krótko. Zgryźliwy uśmieszek przerodził się w satysfakcję.
„-Powinnam się kulturalnie wycofać. Tak, Po prostu skoczę do przodu, a później wybiję się i zniknę w krzakach. Plan idealny” – Pomyślałam i przygotowałam się do skoku. Ku mojemu zdziwieniu, wilk pojawił się równie szybko przede mną i spowodował, że uderzyłam w niego i upadłam na ziemię. Przewróciłam oczami, a po chwili spojrzałam na niego groźnie.
- Nie wiesz, że to nie ładnie grzebać innym w myślach?
- Przypadek. Nie chciałam. Samo się tak stało…
- Więc? – Usiadłam spokojnie.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- Och… Skoro czytasz w myślaa- Spojrzałam na miną basiora. –ch… No to, jestem Sheena i poszukuję jakiejś watahy.
-Świetnie się składa. Bo akurat jestem alfą tutejszej watahy.
- Serio? – Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Tak, spokojnie. Nic ci nie zrobię, więc nie masz po co uciekać. – Machnęłam ogonem i przytaknęłam. – Nazywam się Alkivo.
-Miło mi cię poznać. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Również.
<Alkivo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz