Przez całą ciemną noc, nie spałem. Deszcz szumiał w uszach, dzwoniło o skały a jezioro coraz to bardziej i szybciej zaczęło wylewać. Deszcz jest moim wrogiem, ale jednocześnie przyjacielem który w ciepłe dni chroni od zguby i dzieli się swoimi myślami. Czasami, kiedy burza nadejdzie a deszcz wzmocni tylko jej mrok, wydawać się może że tam, na horyzoncie majaczy się coś, co się zbliża. Niby to strudzony wędrowiec, niby tylko farmazony wywołane przez jednolity obraz. Ja jednak wierzę, że to coś łaknie jakichś ważnych dóbr tego świata. Może to jednak tylko zbłąkany jeleń, szukający schronienia albo nękany przez złe wspomnienia współbrat, co pragnie pojednać się ze swoim smutkiem. Filozofowanie, chuje muje dzikie wensze.
Taka prawda, że nie zmrużyłem oka czuwając nad osobą Seber, co by nic nie zmąciło jej snu. Jednak, obezwładniony zmęczeniem coraz to szybciej traciłem zmysł czujności aż w końcu sam wpadłem w objęcia senności.
To był jednak sen niespokojny, o treści co najmniej przedziwnej.
Trawiłem słowa Aurum Pave nawet po spoczynku, próbując dojść do sensownego wytłumaczenia jej postępowania w przeszłości. Obawiałem się tego, że jednak Złota wilczyca jest potomkiem najźlejszego na świecie gatunku, co wyniszcza sam siebie swoim postępowaniem. Zresztą, nie ważne.
W końcu sen spełz z mych powiek, dość brutalnie. Zbudziłem się natychmiast, otrzepując z siebie skrawki przerwanego snu. Słowa wadery dochodziły do mnie niby jak przez mgłę, a obraz rozmazywał się tocząc koła. W końcu, gdy otrząsłem się z sennego letargu spostrzegłem że deszcz nadal dzwoni o skały.
-Czegóż chcesz? Pali się, umierają?!
<Seber? xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz