„Błagam nie! To boli… to…”
_ _ _
- Tak. – Powiedziałam krótko. – Naprawdę miłe będzie z tego mieszkanie.
- No, potrafisz jednak rozbudowywać zdania. – Spojrzałam na niego z
ukosa i sama się zaśmiałam. Uśmiechnęłam się delikatnie. – Więc chyba
powinnaś zabrać się za swoje łoże. Nie wygodnie się tak śpi.
- Odkrycie roku. – Zarechotałam – Próbowałeś? – Widząc zrzędliwą minę
samca, zaprzestałam drażnienia go. – Przepraszam. Taki mam sposób na
wyładowanie się.
- Wyładowanie? Złości, żalu, smutku? – Spojrzał mi w oczy. Choć stał
daleko. Choć dopiero się poznaliśmy. Choć starałam się to ukryć. On
przejrzał mnie na wylot. W zaledwie jeden dzień. Przez dłuższą chwilę
obserwowaliśmy siebie nawzajem. Jak głupia pozwoliłam mu penetrować moją
otchłań oczu. Mógł wyciągnąć z niej wszystko. To co mnie trapi,
zamartwia… Lecz grzmot przerwał nasze skupienie i oboje odwróciliśmy
się w stronę wyjścia. Nie zauważyliśmy nawet, że zaczęło padać. Alkivo
uśmiechnął się. Nie byłam pewna czy to uśmiech był nostalgiczny, ale
wszystko na to wskazywało. Zdałam sobie sprawę, że musieliśmy całkiem
długo siedzieć w siebie wpatrzeni, bo gdy wchodziliśmy do jaskini niebo
był tylko szare, a obecnie zmieniło się w czarne.
- To chyba teraz nie pójdziesz do siebie. – Podeszłam bliżej basiora i puściłam mu ciepły uśmiech.
-Na to wygląda. – Zauważyłam jak samiec zamyka oczy. Jak próbuje się
wsłuchać w deszcz. To tak jakby chciał usłyszeć jego rytm, by coś z
niego wynieść. Wzięłam głęboki oddech i zbliżyłam się do wyjścia.
Również zamknęłam oczy. Uśmiechnęłam się.
Naprawdę piękne. Cudowne. Deszcz nie był ostry, w końcu panowało lato,
jednak woda była cholernie chłodna i orzeźwiająca. Opady przyjemnie
uderzały o ziemię, skały i drzewa tworząc swoją własną orkiestrę. Co
jakiś czas widać było błyskawicę, a po chwili grzmot. Nie przerażało to
jednak. Było całkiem miłe.
- Spokojnie tu, nie sądzisz? – Usłyszałam głos Alkivo zza pleców. Przytaknęłam szybko.
- Nie wygląda jakby miało szybko przestać padać.
- Tak, najwyraźniej trochę tu posiedzę. – I po tym zdaniu zapadła
niezręczna cisza, którą ponownie przerwał Samiec. – Więc jak się tu
znalazłaś? Mamy czas. Możesz opowiedzieć, jeśli chcesz oczywiście.
- Mogę… Skoro i tak kiedyś musiałabym to powiedzieć. – Zaśmiałam się
krótko, jednak smutno to zabrzmiało. – Więc.. Od razu ostrzegam, że moja
historia.. jest dość specyficzna. Ja zdaję sobie sprawę, że są osoby
bardziej pokrzywdzone przez los.. Ale to dla mnie bolesne. Na swój
sposób. – Odwróciłam do Alkivo.
- Mów, śmiało. Przecież nic się nie stanie.
-Więc urodziłam się w stadzie dźwięku. Śmiesznie brzmi, no nie? Tyle, że
to prawda. Wszyscy z naszej dużej „rodziny” posiadaliśmy żywioł dźwięku
i ja również go posiadam. – Uśmiechnęłam się smuto. – Mamy tak, że
oddajemy temu żywiołowi życie, że wielbimy je i czcimy. Tak.. To brzmi
śmiesznie. – Alkivo milczał. – No i raz w walce z innym stadem
zobaczyłam waderą władającą wodą i że byłam mała to uznałam, że chcę
robić to co ona. Nauczyłam się żywiołu wody, a gdy moja wataha się
dowiedziałam.. – Zamilkłam.
- Wyrzuciła cię? – Basior trafił w samo sedno.
- Tak, dokładnie. Wyrzuciła. To nic strasznego, wiem. Ale dla mnie,
która kochała swoją rodzinę. Opiekowali się mną cały czas. Posiadałam
również tam osobę, za którą mogłam oddać życie. Kochałam go. A tu co?
Wyganali mnie i wszyscy odwrócili się ode mnie. Uważali, że dźwięk jest
święty i że go zbezcześciłam. – Zaśmiałam się w smutku. Po moich słowach
milczeliśmy długo, naprawdę długo.
- Sheena. Ja cię nie wyrzucę. Tu masz swój nowy dom. – poniosłam wzrok
na Alkivo. – Zrozum. Nie jestem taki. Nie wygnam cię, nie porzucę. Więc
zaufaj mi. – Uśmiechnęłam się.
„Znajduję wszystko, co myślałam, że zgubiłam wcześniej. Wzywasz me imię”.
- Dziękuję. – Szepnęłam cicho. Znów siedzieliśmy w milczeniu, aż zza
moich pleców wydobył się straszliwy huk. Podskoczyłam ze strachu i
wbiegłam prosto na basiora. Przytkałam uszy do piersi samca. – Głośny
dźwięk nie jest moją mocną stroną. – Ponownie mocnej się w tuliłam w
Alkivo.
<Sry, weny się nałapałam, ale siły nie mam by odpisać jakoś mega długo.?
<Alkivo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz