niedziela, 18 stycznia 2015

Od Anuritti CD Alka

Gdy z krzaków wyskoczył stwór o znajomym mi wyglądzie, serce podeszło mi do gardła. Po ostatnim spotkaniu z owym osobnikiem dobrze wiedziałam, czym może się to skończyć. Myśl o tym, że mój towarzysz, który w tym momencie był jedyną deską ratunku w walce ze Zmiechami, miał zmasakrowaną nogę, sprawiła okropny mętlik w mojej głowie. Mimo złamanej kończyny samiec skoczył przede mnie i groźnie wyszczerzył kły w stronę białego jak śnieg wilka. Ten wydawał się być niezainteresowany grą wstępną i wbił swoje ostre zęby w ciało Rudego, powodując głośne piśnięcie z jego strony. Potrzebowałam tylko ułamka sekundy, by zdecydować, który ze Zmiechów będzie moją pierwszą ofiarą, o ile ja pierwsza nie zginę. Nie zważając już na możliwość utraty życia, skoczyłam z impetem na stwora, który szamotał się z Sashą i wbiłam pazury w jego szyję. Zawarczał dziko i pod ciężarem mojego ciała upadł na ziemię. Kątem oka spojrzałam na rudego samca, który z grymasem bólu na pysku wygramolił się spod białego cielska i teraz starał się obezwładnić drugiego Zmiecha. Biały wilk zdążył zadać mu kilka głębokich ran, a ja winiłam się za to, że nie mogę mu w tym momencie pomóc.
Przygniatałam Zmiecha do ziemi, tak jak wtedy. Znów wydawał ten sam dźwięk, który ogłupiał mój umysł i sprawiał, że wracałam do najgorszych wspomnień z życia. Białe, puste oczy patrzyły na mnie z nieopisaną nienawiścią, a potoki cuchnącej śliny zmieszanej z krwią dosłownie lały się z jego pyska, cieknąc po śnieżnobiałej sierści. Zamknęłam oczy i docisnęłam łapą do ziemi jego szyję. Z całej siły, na jaką tylko się mogłam zdobyć. Zmiech zacharczał, a jego ślepia zaszły krwią. To już był jego koniec. Gdy tylko zobaczyłam, jak bezwładne, kościste ciało w jednej sekundzie całkiem się rozkurczyło, zwolniłam uścisk. Nie była mi dana nawet chwila odpoczynku, gdy zobaczyłam, jak drugi Zmiech przygniata Rudego do ziemi. W głośnym warkiem skoczyłam ku niemu i wbiłam zęby w jego kościste plecy. Biały wilk prawie równocześnie odskoczył od Rudego i upadł na ziemię, przygniatając mnie swoim własnym cielskiem.
Chciałam krzyczeć do Sashy by uciekał, ale Zmiech tak mocno przycisnął mnie do ziemi, że nie mogłam złapać oddechu. Oczy naszły mi łzami, gdy poczułam, jak jego zęby wbijają się w mój bok. Ledwo obkręciłam się na plecy, gdy ujrzałam jego przerażający pysk. Za każdym razem, gdy starał się zatopić kły w mojej szyi, obkładałam jego pysk łapami, które były już całe we krwii. 
Nagle Zmiech został ze mnie zepchnięty. Ruda sierść tylko przemknęła mi przed oczami, a sekundę potem biały wilk leżał martwy pod łapami Sashy, z zakrwawioną raną na szyi. 
Podniosłam się chwiejnie na łapy, oddychając płytko. Spojrzałam ogłupionym wzrokiem na samca, który był równie oszołomiony jak ja. 
Obydwoje mieliśmy mnóstwo ran na łapach i ciele. To było jasne, że potrzebowaliśmy chwilkę na otrząśnięcie się z bliskiego spotkania ze śmiercią.
Czując, jak nogi mi miękną, przysiadłam na gruncie, tępo patrząc się w ziemię. Sasha zrobił to samo. 
- Przeżyliśmy? - spytałam oszołomiona, podnosząc wzrok na rudego samca.
- Wygląda na to, że tak. - odpowiedział, dysząc ciężko.
Popatrzyliśmy się niepewnie na siebie.
- Co to było? - spytał po chwili ciszy samiec, stając niepewnie na łapach.
- To zmiechy. - odpowiedziałam tak samo jak Dhiren, gdy ledwo ocalił mi życie. Rudy spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, więc przystąpiłam do wyjaśnień -  Klany, które teraz istnieją, zostały na nowo stworzone po wielkiej zarazie. Trawiła wszystko, co spotkała na swej drodze. Nikt nie wiedział, skąd się wzięła. Wszystkie wilki umierały w zawrotnym tempie, tylko nieliczni zdołali przeżyć. Jedni cali i zdrowi, a reszta pod wpływem trującej mgły zmieniła się w zmiechy. Do dzisiaj krążą po terenach wszystkich klanów, wciąż przypominając nam o przeszłości... zastanawia mnie tylko to, dlaczego pojawiły się teraz. Zawsze były widywane w nocy. - powiedziałam głuchym głosem i zawiesiłam swe spojrzenie na Rudym. - Mamy szczęście, że uszliśmy z  życiem.

<Alku vel Sasho?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz