piątek, 9 stycznia 2015

Od Izaline CD Kiyoteru i Octavio

Wzruszyłam ramionami i rozejrzałam się w około wzrokiem szukając czegoś ciekawego na niebie. Tak jakby zaraz się tam mi miało wyczarować. Po chwili dało się usłyszeć czyjeś kroki, spojrzałam w stronę tego dźwięku i z uśmiechem na pyszczku zauważyłam Octavia. Basior był nowy i dopiero co dołączył, a pomimo tego wszyscy zdążyliśmy go już polubić. Basior podszedł do nas i od razu zaproponował nam bitwę na śnieżki. Nie mając co robić, wszyscy zgodziliśmy się. Zabawa była niesamowita! Kilkakrotnie w prawdzie nic nie widziałam przez śnieg który miałam na oczach po oberwaniu śnieżką, ale po mimo tego bawiłam się świetnie. Kiedy Octavio rzucił się na śnieg i zaczął robić aniołka, wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem. Ja aż się ze śmiechu popłakałam i ledwo stałam na swoich łapach.
-Nasz aniołek! – zaśmiałam się ocierając łezkę łapą
Wszyscy razem śmialiśmy się jeszcze chwilę, aż nie zaczęły nas boleć brzuchy. Kiedy basior wstał wreszcie ze śniegu, był cały mokry a kulki śniegu przykleiły się do futra na jego łapach, utrudniając mu poruszanie się. Co prawda basior próbował je zdjąć swoimi ząbkami, jednak dawało to średni efekt. Kiedy pozbył się już połowy niechcianego śniegu, machnął na to łapą z uśmiechem.
-Chodźmy coś zjeść –powiedział – padam z głodu
Oczywiście wszyscy przyznaliśmy mu rację bo po całym dniu szaleństw, można zgłodnieć. Octavio i Kiyoteru mieli rozpalić ognisko, natomiast ja i Uru postanowiłyśmy, że coś upolujemy. Co prawda nasi przyjaciele przez chwilę z nami dyskutowali, że oni również idą. Jednak ostatecznie, nie wygrali z upartymi waderami. Nie minęło kilka minut, kiedy biegłyśmy już przez las w pełnej prędkości. Uru od czasu do czasu używała skrzydeł, jednak ja pilnie trzymałam się gruntu, no może poza momentami kiedy przeskakiwałam przez jakieś powalone pnie. Przez jakiś czas tropiłyśmy zwierzynę, a gdy wywęszyłyśmy słodkawy zapach krwi moje oczy wręcz zaczęły świecić . Z pół kilometra dalej, u ujścia rzeki kroczył ranny jeleń. Prawdopodobnie został zraniony w bójce, ale czy to prawda to nie wiem, jeszcze go nie widziałyśmy. Uru kiwnęła w tamtą stronę łbem a ja przytaknęłam. Po chwili obie byłyśmy już na otwartej przestrzeni, musiałyśmy zmrużyć oczy, aby dostrzec leżącego na śniegu zwierza. Z jego łapy strugiem wylewała się jasno czerwona krew. Czyli to coś poważnego, długo już nie pociągnie. Wadera wzniosła się w powietrze i już po kilku sekundach zwierze wydało z siebie ostatnie tchnienie. O wspólnych siłach udało nam się donieść je do basiorów, jednak potem strasznie bolały mnie plecy.
-Chcę już jeść – jęknęłam
-Wytrzymaj no jeszcze chwilę – Uru się zaśmiała – Chociaż ja też zaraz zdechnę – westchnęła i tym razem wszyscy zaczęliśmy się śmiać

(Ktoś z obecnych?) Szukam taniego sprzedawce weny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz