czwartek, 15 stycznia 2015

Od Hitachiego CD Livrey

Wadera skrzywiła się kiedy krzyknąłem jej do ucha, rypnęła mnie lekko w łeb po czym wstała rozdrażniona. Czyżby była na mnie zła za mój chamski komentarzyk?  Niewątpliwe, aczkolwiek bardzo ale to bardzo zabawne, z mojej perspektywy. Wstałem po czym otrzepawszy się ze śniegu, uśmiechnąłem się do niej promiennie.
-Jesteś idiotą Hitachi, zagryzę Cię kiedyś - kłapnęła ząbkami co miało być potwierdzeniem na te okrutne słowa.
-Czekam na ten dzień - przytaknąłem a żółta wadera zmrużyła oczy
Wzruszyłem ramionami po czym spojrzałem na swoje łapy.
-A tak odnośnie mojego zapachu, tarzałem się w odchodach - powiedziałem poważnym tonem
Liv zrobiła wielkie oczy, powstrzymując odruchy wymiotne. No też bym się nie czuł wspaniale, po przytuleniu takiego wilka.
-Żartowałem - powiedziałem po chwili przewracając oczyma - Na żartach się nie znasz?
No hohoho, kolejne mordercze spojrzenie. Jeszcze chwila i będę leżał martwy na śniegu.
-Jak Ci minął czas rozłąki? - zapytałem
-Nijak, troszkę mi się nudziło. A u Ciebie?
-Podobnie - zaśmiałem się - I szczerze powiedziawszy, mam dosyć nudy dlatego  wymyśl coś ciekawego - ziewnąłem

(Livrey?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz