Spojrzałem na Kilan, wydawała się być przerażona i to bardzo. Troszkę mnie to martwiło, że wadera miała tutaj po nie kąt wyzdrowieć, a cały czas była narażona na ogromny stres i strach.
-Jeśli chcesz to zostań tutaj. Jaskinie chroni pole którego nie można w żaden sposób zniszczyć, to boski dar – powiedziałem z uśmiechem – Jestem Alfą, dam sobie radę. Może jest ich kilka, ale to tylko na pokaz osobno są słabi, czuję to.
Wadera przygryzła wargi chwilę się jakby zastanawiając, ostatecznie stwierdziła, że idzie ze mną. Za bardzo mi się to nie spodobało, wolałbym żeby została tutaj, ale skoro tak chce. No nic, ktoś musi zrobić porządek z tymi wilkami. Uśmiechnąłem się gotów porachować im wszystkie kości. Wychodząc z jaskini, moje oczy niebezpiecznie błysnęły kiedy nawiązały kontakt wzrokowy z czerwonymi ślipiami wroga. Warknąłem i już miałem się w ich stronę rzucić, kiedy to wszedłem na lód i zaryłem łbem o śnieg. Zanim się podniosłem, zdążyłem usłyszeć dosyć głośny śmiech, zapewne piękny komentarz na moje wyjście smoka. Zdenerwowany podniosłem się i walnąłem wodnistym biczem wszystkie wilki po kolei. Kiedy seria korzeni wyleciała z ziemi, wilki po prostu sobie uciekły. Już miałem coś powiedzieć kiedy to w oczy rzuciło mi się coś czerwonego. Zmrużyłem oczy i z przerażeniem do tego podszedłem. Na śniegu widniał czerwony napis, kiedy tylko zaśmierdziało od niego krwią, wzdrygnąłem się.
‘’Od przeznaczenia nie uciekniesz, wygnańcu.
P.S – Tak, napisane TWOJĄ krwią’’
Poczułem dziwne ukłucie w swoich żyłach, kiedy zachwiałem się lekko wadera naparła na mnie tak, żebym po prostu się nie wyglebił ponownie na śnieg. Szybko chwyciłem Kilan za łapę, co spowodowało nasz upadek. Wadera krzyknęła a ja zacząłem jej się przyglądać w poszukiwaniu jakichkolwiek ran.
-Ronin co ty robisz? – zapytała troszkę przerażona
Spojrzałem na nią jakby ocknąwszy się z dziwnego transu i potrząsnąłem łbem, wstając ze śniegu. Po chwili zakłopotany podałem łapę Kilan, która ją przyjęła i również wstała. Po kilku minutach wadera wróciła do jaskini a ja jeszcze kilka minut stałem tak sobie na zewnątrz, wpatrując się w las. Ta cała sytuacja mnie już przerażała, ciekawe czy w innych Klanach było tak samo, miałem nadzieję, że nie. Kiedy już miałem iść do jaskini, dostrzegłem w oddali jakby drobny ruch, zarys czarnej sylwetki. Zdecydowany jak nigdy dotąd, pobiegłem w jego kierunku. Kiedy tylko się zbliżyłem do tego czarnego kształtu na jakieś trzy metry, on zaczął szybko uciekać. Dziwiło mnie to, że nawet w blasku księżyca on wyglądał jak cień. Czasami kiedy odwracał łeb w biegu żeby na mnie spojrzeć, jego mglisto białe oczy przewiercały mnie na wylot. To wręcz magnetyczne spojrzenie, przygniatało mnie do ziemie. Moje łapy stawały się cięższe, a każdy oddech stawał się dla mnie cierpieniem. Kiedy byłem już na skraju wyczerpania, wilk się zatrzymał. Z bliska wyglądał jak duch, ale to taki zły duch. Sam nie wiem dlaczego, zacząłem przeraźliwie wrzeszczeć, to przez jego oczy. Kiedy tak się we mnie wpatrywał, ze świeckim spokojem, ja darłem się jak oszalały. Łapy mi się trzęsły jak z galarety a z oczu spływały strugiem łzy. Wilk cały czas mi się przyglądał tak, jakby był jakąś rzeźbą, w ogóle się nie ruszał. Po chwili jego usta otworzyły się, ale nie ułożyły się w nic szczególnego, po prostu wypłynął z nich cichy, jakby szczenięcy głosik.
-Zostaw dziedzica
W tym momencie moje oczy wywróciły się na drugą stronę, łapy się pode mną ugięły i upadając walnąłem łbem o kamień. Zanim straciłem przytomność, co stało się dosłownie kilka ułamków sekundy później, poczułem jak rzucam się na wszystkie strony cicho krzycząc niskim, gardłowym głosem. ''Przepraszam, przepraszam Kilan'' To była ostatnia myśl zanim zasnąłem.
(Kilan?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz