sobota, 17 stycznia 2015

Od Izaline CD Octavia

On nie pójdzie, smoki nie są głupie, a w szczególności smoki stąd. Na sto procent czai się teraz gdzieś, on już nas wyczuł. Jemu to przychodzi z łatwością, natomiast nam trudniej jest wyczuć ten gatunek. Chciałabym powiedzieć basiorowi, że się myli… jednak bałam się odezwać, a co jeśli smok mnie usłyszy i zaatakuje? W sumie co mam do stracenia i tak wie gdzie się chowamy. Octavio widząc to jak się stresuję, szturchnął mnie lekko żebym się uspokoiła. Jednak ja pokręciłam łbem wydając z siebie cichy jęk. W tym momencie coś ryknęło kilka metrów od nas, krzyknęłam dosyć cicho jednak i tak mnie usłyszał i to bardzo wyraźnie. W momencie kiedy daszek w formie korzeni się roztrzaskał, odskoczyłam i przeturlałam się po śniegu. Szybko zerwałam się na łapy, rozglądając się w poszukiwaniu basiora. Był jakieś dwa metry ode mnie, jak na razie cały i zdrowy. Spojrzałam na smoka z przerażeniem, był ogromny. Jego czarne łuski na pysku połyskiwały w zachodzącym blasku słońca. Nie na całym jego ciele były łuski, w głównej mierze na pysku i na łapach, jego tułów był pokryty po prostu bardzo grubą i suchą skórą. Przełknęłam ślinę, kiedy wlepił we mnie spojrzenie swoich czerwonych oczu. Po chwili otworzył pysk a z jego gardziela dało się dostrzec fioletowe światło. Kiedy piorun o tej wręcz nietypowej dla smoka barwie pomknął w moją stronę, odbiłam go wiejącym wiatrem. Jednak to spowodowało, że straciłam równowagę i upadłam na śnieg. Od Tegu wybuchu strasznie bolał mnie łeb, miałam mroczki przed oczami. Mimo tego, nie mogłam się tak wylegiwać na śniegu. Octavio wzbił się na swoich skrzydłach i wylądował na karku smoka, próbując przebić się przez jego grubą skórę. Znajdował się w takim miejscu, że smok nie dał rady go dosięgnąć pyskiem, ani strącić łapą wyposażoną w ostre pazury. Wilk drapał i gryzł, powoli przebijając się przez ‘’zbroję’’ smoka. Kiedy wreszcie wgryzł mu się w kark na tyle, aby na jego futro wytrysnęła jasno czerwona krew, smok ryknął. Wykorzystałam ten moment i doskoczyłam do jego gardła wgryzając się, wczepiłam się pazurami na tyle, żeby one też podrażniły skórę smoka, która w tym miejscu była dosyć cienka. Po chwili gad zaczął krwawić i z tego miejsca. Tylko, że ze mną ma nieco gorzej. A to wszystko dlatego, że mam jad w kłach i pazurach. Oczywiście ten jad jest stanowczo dla niego za słaby, więc może go co najwyżej sparaliżować na jakąś godzinę. Kiedy oderwałam się od niego i uśmiechnęłam sama do siebie, smok po chwili jakby oprzytomniał. Za mało jadu mu wstrzyknęłam? Stanął na dwóch łapach, po czym zepchnął mnie z siebie, lekko drasnąwszy mój policzek. Z piskiem zleciałam na śnieg, zatapiając się w nim. Kiedy chciałam wyskoczyć z tego śniegu, po prostu nie dałam rady. Jak ja nienawidzę tego ciała, chcę poprzednie… to jest stanowczo za niskie. Kiedy wpatrując się w śnieg, zauważyłam nad sobą wielki cień łapy automatycznie zamknęłam oczy czekając na najgorsze. Jednak po chwili poczułam jak coś łapie mnie w pasie i podciąga do góry, machając łapami w powietrzu wygięłam się tak, żeby spojrzeć Octaviowi w oczy. Spoglądał na mnie z rozbawieniem. Po kilku minutach wylądował na jakiejś górce.
-Dzięki – powiedziałam dosyć cicho
-I to niby ja jestem głupi, czemu nie siedziałaś cicho?
-Bo jestem głupia – uśmiechnęłam się sama do siebie – Nic Ci nie jest?

(Octavio?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz