Puściłem ją, a ona odskoczyła jakby obawiając się, że jednak się rozmyślę.
-Głupol-powiedziała na mnie wadera i pokazała mi jezyk. Usmiechnąłem się
tylko, a Izaline sypnęła we mnie śniegiem. Zdążyłem jednak zamknąć
oczy. Otrzepałem się z białego puchu. Wadera najwyraźniej uznając że
dostałem już swoją "karę" podeszła do mnie.
-To co bedziemy teraz robić?-zapytała się. No właśnie co...nie miałem
pomysłu, co było dziwne. Zazwyczaj jakiś miałem. Nagle usłyszeliśmy
grzmot. Zaraz CO?! Grzmot w zimie?! Ale jak??? Spojrzałem zdziwiony w
niebo i zobaczyłem pośród chmur ciemną sylwetkę...smok! Jedno z
najbardziej niebezpiecznych i inteligentnych zwierząt.
-Musimy uciekać!-krzyknęła mi do ucha Izaline i pociągnąła za sobą.
Szybko puściliśmy się biegiem w przeciwnym kierunku. Nie mogliśmy się
wznieść w powietrze, bo wiatr wiał nam w pyski, a w powietrzu zepchnął
by nas w kierunku potwora. Rozpaczliwie rozglądałem się za jakąś
kryjówką, w końcu taką dostrzegłem. Wskoczyłem do jaskini, a właściwie
był to dół po korzeniach drzewa, które przewróciło się na bok. Jego
kożenie porośnięte różną roślinnością twożyły nad naszymi głowami dach.
Razem z Izaline poszliśmy na sam koniec. Usłyszeliśmy głuche ŁUP kiedy
smak wylądował i zaczął węszyć. Na szczęście minął naszą kryjówkę i
poszedł dalej, przynajmniej miałem taką nadzieję. W końcu może czaić się
jak kot na dwie myszki, czekając aż te wyjżą na zewnątrz. Izaline
dygotała ze strachu. Podeszłem do niej by ją pocieszyć.
-Wszystko będzie dobrze, on zaraz sobie pójdzie.-powiedziałem i usiadłm obok niej.
<Izaline?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz