piątek, 16 stycznia 2015

Od Ronina CD Kilan

Dlaczego miałbym mieć jej dość? Była moją dobrą przyjaciółką, w ostatnich czasach oboje polegaliśmy bezgranicznie na sobie. Nie mógłbym teraz tak po prostu się z nią rozstać, nie przeżyłbym tego. I sądzę, że ona też by cierpiała, a przynajmniej taką mam skrytą nadzieję. Również zależało mi na tym, aby ona mnie lubiła. Kiedy zobaczyłem, że Kilan powłóczywszy swoim długim ogonem, zmierzała do wyjścia jaskini pobiegłem za nią. Wyminąłem ją i zagrodziłem jej drogę do wyjścia, z jej własnej jaskini.
-Gdzie ty zamierzasz iść? Nie odchodzisz stąd, nie pozwolę Ci… - powiedziałem wpatrując się w ziemię – Jesteś dla mnie ważna Kilan, nie poradziłbym sobie z twoją stratą, nie będę Cię zatrzymywał jeśli coś… ale chcę, żebyś to wiedziała
Po tych słowach to ja wyszedłem, zostawiając Kilan samą, niech sobie przemyśli kilka spraw. To nie przez nią jesteśmy w głównej mierze zagrożeni. Od zawsze działy się na tych terenach złe rzeczy, jak nie wojny to często zdarzały się jakieś stwory, kiedyś się przyzwyczaimy…  Nie poszedłem do swojej jaskini, wręcz przeciwnie musiałem się przejść. Ja również musiałem na chwilę ochłonąć, pobyć chwilę sam. Nie chodzi mi o długi okres oczywiście, może jakieś dwie lub trzy godzinki. Tyle mi w zupełności wystarczy. Zastanawiałem się chwilę gdzie by tu się poprze chadzać, kiedy do łba wpadł mi piękny pomysł. Świątynia, dawno już tam nie byłem. Aż wstyd się przyznać, skoro byłem Alfą. Właśnie, Kilan o tym w ogóle wiedziała? Nie wiem.. zresztą teraz to mało istotne. Idąc po śniegu, po chwili zauważyłem malutką rzeczkę, jako jedyna nie zamarzła. To dobry znak, szedłem wzdłuż niej i po chwili stanąłem tak jakby na skraju wielkiej dziury, zeskoczyłem tam czując jak przenikam przez magiczną barierę. Nie jest w stanie się tam dostać nikt prócz wilka z Klanu Ziemi. Istotnie nie była to dziura… to był właściwy poziom tego Klanu. Mało kto z poza Klanu zdawał się o tym wiedzieć, jednak na co dzień kroczymy po koronach drzew. Nasz ‘’grunt’’ podtrzymują bardzo mocne pnie drzew, wzmacniane magią Bogini. Tutaj, na poziomie Świątyni nie było śniegu, zawsze było ciepło, żyły tutaj najdziwniejsze gatunki zwierząt jakie można by było sobie wymarzyć. Ptaki o piórach z kamieni szlachetnych, oraz mityczne stworzenia. Oczywiście wszystkie były do nas łagodnie nastawione, jedynie dla nieproszonych gości, zachowywały się jak rozszalałe bestie. Krocząc dalej przyglądałem się malutkim wodospadzikom z leciutkim cieniem uśmiechu. Od razu kiedy tutaj wkroczyłem, poczułem się jakoś tak luźniej. Tak swobodniej i bez żadnych zmartwień, kiedyś tutaj przyprowadzę Kilan. Myślę, że to miejsce mogłoby jej się spodobać, jakaś taka miła odmiana dla oka. Zieleń zamiast wszystko ogarniającej bieli. Kiedy podszedłem do krzaku o ogromnych czarnych jagodach, wyleciało zza niego kilka mieniących się wszystkimi kolorami motyli. Z różowego drzewa spoglądała na mnie ametystowa papuga, przekrzywiając swój łebek. Uśmiechnąłem się a wtedy ona zleciała i usiadła mi na plecach, krocząc z tym majestatycznym ptakiem na plecach, doszedłem do samego środka Świątyni. Wielka budowla zbudowana z jakiegoś białego kamienia swoim szczytem dotykała prawie koron drzew. Jej boki owijały przeróżne pnącza, tak jakby już nigdy nie zamierzały wypuścić ze swych żelaznych uścisków. Nie zastanawiając ani chwili dłużej, wszedłem do środka a kiedy tylko przekroczyłem próg, ptak wzbił się w powietrze, lądując na zrobionym z białego złota ołtarzyku. Cała Świątynia była pełna niespotykanych minerałów, nie było to nic trudnego do osiągnięcia, to tutaj ziemia była najbogatsza w minerały oraz najbarwniejsze rośliny i zwierzęta. Boska ostoja, jeśli Gaia miała by zstąpić, to tylko tutaj. Podszedłem do ołtarzyka a fioletowa para oczu cały czas mi się przyglądała, uklęknąłem przed schodkami i wymówiłem bardzo cichutką modlitwę. Po chwili zapaliłem kawałek drewienka, którym zacząłem delikatnie poruszać na wszystkie strony. Zostawał on za sobą smużki dymu, które zakręcały się w różne wzorki. Kiedy drewienko przestało się palić, wrzuciłem je do baseniku obok ołtarza. Ciche chlupnięcie rozbrzmiało w całej sali, a po chwili po ofierze nie było już ani śladu, została przyjęta. Spojrzałem na ołtarz, po ptaku nie było ani śladu, no może poza jednym, fioletowym piórem. Podniosłem spory odłamek ametystu i mu się przyjrzałem, dam go Kilan, może jej się spodoba. Chwilę jeszcze wpatrywałem się w równą taflę wody, kiedy postanowiłem, że lepiej już będzie wracać. Poprosiłem patronkę naszego Klanu, żeby nas chroniła, może wysłucha moich modłów i wesprze mnie i resztę wilków. Było to dla mnie w tym momencie bardzo ważne… Szybko wydostałem się z tej dziury i już po chwili znowu kroczyłem po zimnym śniegu. Taka nagła zmiana temperatur, spowodowała, że było mi cholernie zimno. Zaraz oszaleję… Chcę na ten moment jak najszybciej dojść do jaskini, tylko to się dla mnie liczy… no prawie, ale to mniejsza. Po kilku bardzo męczących minutach, wreszcie dotarłem do jaskini, ale nie trudno zgadnąć, że była to jaskinia Kilan. Wadera siedziała koło ściany, ze zmartwionym spojrzeniem. Zdziwiony podszedłem do niej, a ona spojrzała na mnie nieobecnym wzrokiem.
-Myślałam, że się obraziłeś… - wyszeptała
-Niby czemu? Nie przesadzaj Kilan – uśmiechnąłem się lekko po czym podszedłem do niej
Kiedy podałem jej piórko z ametystu, zrobiła zdziwioną minę. Zaśmiałem się cicho, uniosłem łapę i po chwili kamyk znajdywał się na złotej nitce, mogła go nosić w formie naszyjnika. Jeśli oczywiście by tylko chciała.
-Podoba się, czy mam iść szukać innego? – przekrzywiłem łeb

(Kilan?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz