Minęło już sobie gdzieś tak z kilka tygodni, odkąd ostatnio rozmawiałem z Livrey. Nie wiem co się u niej działo i szczerze powiedziawszy,nie obchodziło mnie to. Przez dosyć długi czas nie wychodziłem z jaskini., po prostu w niej gniłem i zapuszczałem korzenie. Kiedy wreszcie postanowiłem wyjść na zewnątrz, czułem się tak jakoś dziwnie. Jakby całe życie mi przeminęło obok nosa, było to bardzo denerwujące uczucie. Ponieważ byłem głodny jak diabli, nie patyczkowałem się nawet z polowaniem, tylko od razu ruszyłem prosto do spiżarni. Obżerając się jak prosię, zjadłem połowę zapasów. W sumie to i tak było tego mało, zanim tutaj przyszedłem. Z pożywieniem zimą zawsze były tutaj problemy, ale jakoś przeżyć się dało. Jak najszybciej zmyłem się z miejsca zbrodni. Gdyby Ronin mnie przyłapał, musiałbym polować tak długo, że jedzenie wręcz nie mieściłoby się w spiżarni.
-Hitachi!!! - ktoś krzyknął a po chwili leżałem na śniegu
Kątem oka spojrzałem na zdyszaną Miru, biegła do mnie z szerokim uśmiechem. Zaraz ją zagryzę, kiedy zdawało mi się, że wadera zlituje się nade mną i pomoże mi wstać, ona mnie popchnęła. Tym razem już nawet nie chciało mi się nawet próbować wstawać..
-Ymm hej - usłyszałem bardzo dobrze znany mi głos
Niestety tego głosu nie chciałem już nigdy więcej słyszeć... Pospiesznie wstałem i oburzony spojrzałem na Livrey. Trochę urosła od naszego ostatniego spotkania, wydoroślała. Sierść miała dłuższą a oczy bardziej błyszczące, w sumie to jest całkiem ładna.
-Czemu leżałeś na śniegu?
-Bo mi się nudziło - wzruszyłem ramionami
Spojrzałem na niebo, nie miałem jakoś szczególnej ochoty na rozmowy z nią. Ona zresztą raczej tak samo, więc staliśmy tak jak dwa słupy soli, wpatrując się w niebo. Po chwili westchnąłem kręcąc łbem z lekkim niedowierzaniem. Wadera spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Dziwię się, jak można tak się zmienić, w tak krótkim okresie...
-Jak widać, to możliwe.
(Livrey? Szorka, że krótkie)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz