Spojrzałam z lekkim przerażeniem w oczy basiora, a on odwrócił się i spoglądnął na miejsce gdzie stała owa postać.
- Wiesz co.. lepiej chodźmy już w kierunku jaskiń. To robi się powoli dziwne.. - stwierdziłam z niepokojem w głosie na co basior tylko potaknął i szybkim marszem ruszyliśmy przed siebie
Szliśmy w ciszy spoglądając czasem na siebie. Trzeba było wszystko w spokoju przemyśleć i poukładać. Wiatr szumiał poruszając oszronione gałęzie drzew. Nagle usłyszałam głośne śpiewanie jakiegoś ptaka. Przepiękny zielono-biały ptak skakał po krzewach i bacznie mi się przyglądał. Na chwilę stanęłam i przyjrzałam się mu. Od razu podleciał bliżej mnie i stanął przede mną cicho ćwirkając. Lekko się uśmiechnęłam i schyliłam głowę, żeby mu się lepiej przyjrzeć, gdy wtem usłyszałam wołanie basiora. Natychmiast podbiegłam do basiora i delikatnie się uśmiechnęłam. Ronin wyrywając się na chwilę z zamyślenia odwzajemnił uśmiech i… szybkim ruchem łapy wymierzył we mnie śnieżką.
- O… nie ujdzie Ci to na sucho - zaśmiałam się z nutką rozgniewania w głosie i uformowałam w łapach okrągłą kule
Basior dobrze unikał moich rzutów, ale i tak dostał więcej razy niż ja. Walczyliśmy dosyć żywiołowo. To skok w lewo, to krok do tyłu, a potem bieg za skałę. Świetnie się bawiliśmy i mniej więcej w ten sposób minęła nam cała droga. Kiedy byliśmy już nieopodal jaskiń schowałam się w krzakach obok wejścia do mieszkania Ronina. Przez chwile się rozglądał, a potem z radosnym uśmiechem, zaczął przeszukiwać okoliczne krzewy. Kilka razy prawie wydałam swoją kryjówkę turlając się ze śmiechu, gdy na przykład zamiast mnie znalazł parę ptaków, albo wkurzoną wiewiórkę. Po dłuższej chwili wreszcie dotarł do miejsca gdzie ja byłam. Nabrałam w łapy dużo śniegu.. przygotowałam się do skoku.. I proszę! Ronin dostał prosto w nos i wyglądał jak jego idealna podobizna w śniegu. Przez chwilę nie byłam w stanie ustać na nogach ze śmiechu.
- O ty.. Zaraz Cię dorwę - zaśmiał się i już prawie zgarnął cały śnieg z pyska
Szybkim susem otwarłam drzwi i schowałam się w jego jaskini. Słyszałam jak drzwi powoli się otwierają, a zimne powietrze wdziera do środka. Kroki wilka powoli zbliżały się ku mnie, a gdy byłam pewna, że już przeszedł dalej delikatnie wychyliłam się. Przez chwilę wszystko było dobrze, gdy nagle zza zakrętu wyskoczył Ronin i powalił mnie na ziemię. Z zaskoczenia nie mogłam wydusić z siebie słowa, a w tym czasie basior płakał ze śmiechu leżąc na mnie.
- To nie było zabawne - oburzyłam się gniewanym tonem
- Było - odparł śmiejąc się
- Wcale nie! - odpowiedziałam, ale też zaczynałam się śmiać
Kłóciliśmy się tak parę minut w śmiechu dopóki nie zabrakło nam tchu. Potem wilk pomógł mi wstać i gdy już się uspokoiliśmy usiedliśmy obok siebie przy ognisku rozmawiając o tym śnie i stworzeniu. Niestety nie udało nam się ustalić więcej niż wiedzieliśmy wcześniej. Z lekkim smutkiem wymalowanym na pyszczku odeszłam na chwilę od basiora i usiadłam w wejściu. Uwielbiałam oglądać śnieg, ale trochę się zdziwiłam, gdyż było już kompletnie ciemno. W sumie to by się zgadzało, ziewałam od dobrych 30 minut. Zapaliłam od ogniska małą świeczkę i postawiłam ją w wejściu spoglądając w dal. Wiatru nie było w ogóle, więc nie miało co zgasić ognia. Przyglądałam się temu pięknemu krajobrazowi, gdy nagle zauważyłam piękny księżyc w pełni. Wyglądał niesamowicie. Wtem poczułam czyjąś bliskość. Ronin usiadł obok mnie, a ja nie spodziewając tego lekko się wzdrygnęłam. Wilk spojrzał na mnie, a ja tylko się ciepło uśmiechnęłam. Patrzyłam tak w płomień i jego cień, gdy znienacka nadleciał ten sam ptak co wcześniej i zaczął nerwowo ćwierkać skakając przed moimi łapami. Przyjrzałam mu się, gdy jego wzrok pokierował mnie na cień rzucany przez świecę. Pojawiły się w nim trzy, straszne i mroczne wilki. Spojrzałam na nie z wielkim przerażeniem, kiedy gwałtownie zawył wiatr i zgasił ogień, a ciemne chmury przysłoniły jasny księżyc. Zobaczyłam trzy pary, krwistoczerwonych oczu spoglądając na nas z głębin lasu i dało się słyszeć mrożące krew w żyłach wycie. Od razu wciągnęłam basiora ze sobą do środka i zatrzasnęłam drzwi. Wszystko na zewnątrz się uspokoiło i umilkło. Spojrzałam na basiora ze strachem. Kiedy było już kompletnie cicho sięgnął w kierunku wejścia z ciekawością i złością w oczach, ale zatrzymałam go łapą.
- Proszę nie wychodź teraz.. Nie chcę zostać tu sama - wyszeptałam i omal nie popłakałam się ze strachu, a serce podeszło mi do gardła
(Ronin? Aż tak bardzo złe?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz