wtorek, 6 stycznia 2015

Od Kilan cd historii Ronin'a

Po tym dosyć dziwnym zachowaniu Ronina udałam się do jaskini myśląc, że basior zaraz do mnie dołączy. Zdążyłam nieudolnie rozpalić małe ognisko i wstawić wodę na ciepły napój, ale wilk nie przychodził. Kiedy woda się zagotowała wygasiłam ognisko i po cichu zbliżyłam się do wyjścia. Spoglądnęłam przed jaskinię i rozejrzałam się. Po basiorze nie było śladu, no może prawie nie było, zostało tylko kilka płytkich odcisków jego łap prowadzących w głąb lasu. Bałam się, ale bardziej bałam się o Ronina, więc bez dłuższych przemyśleń podążyłam jego śladami. Ledwo weszłam do lasu, gdy usłyszałam głośne krzyki basiora. Chciałam przyspieszyć tępa, ale wtedy gubiłam ślady i w sumie zajmowało mi to więcej czasu. Po krótkiej chwili usłyszałam jakiś niski głos. Był przerażający, ale coś kazało mi iść w jego stronę. Wtem zobaczyłam wilka. Miał głęboką ranę na głowie, z której sączyła się jasnoczerwona krew. Bez zastanowienia podbiegłam do niego, ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić basior zemdlał. Udało mi się tylko usłyszeć to co mówił, ale jedno bardzo mnie zdziwiło.. wmawiał moje imię, tak jakby mnie za coś przepraszał. Byłam przerażona, ale za bardzo się o niego martwiłam, aby się tym przejmować. Wzięłam go na plecy, lecz prawie upadłam pod jego ciężarem. Byłam zbyt słaba, żeby unieść go na łapach, ale na szczęście moje skrzydła były w dobrej formie. Rozwinęłam je i po chwili byliśmy już pod jego jaskinią. Udało mi się donieść wilka na legowisko z futer, po czym zaczęłam tamować mu ranę. Nauczyłam się tego od niego, kiedy to on bandażował mi łapę. Gdy skończyłam opatrunek zapaliłam na nowo ognisko i położyłam się nieopodal basiora. Bałam się o niego, był dla mnie bardzo ważny. Czekałam tak chyba z dwie godziny, gdy wreszcie zaczął ruszać się i otwierać oczy. Od razu odetchnęłam z ulgą i zbliżyłam się do niego.
- Kilan? Co się stało?.. - zapytał osłabionym głosem i spróbował wstać
- Nie wstawaj, mocno się pokaleczyłeś - odpowiedziałam i zatrzymałam go łapą, a basior z powrotem się położył
Leżeliśmy tak chwilę w ciszy i cieple ogniska. Wilk spojrzał na mnie trochę zmartwionym wzrokiem na co ciepło się uśmiechnęłam i delikatnie otarłam się o niego.
- Martwiłam się o Ciebie - wyznałam cicho i spojrzałam mu w oczy
Basior nic nie odpowiedział tylko ciepło się do mnie uśmiechnął, na co delikatnie się zarumieniłam. Miałam nadzieje, że nic mu się będzie i niedługo wrócą mu siły. Po chwili rozmowy wstałam i zrobiłam mu coś na sen. Sobie także zrobiłam, ale na uspokojenie. To był dzień pełen wrażeń i strachu. Niedługo potem basior poczuł się lepiej i mógł ze mną normalnie porozmawiać. Z początku siedziałam obok jego ogromnego legowiska i schylałam się do niego, ale gdy zaczął mnie już boleć kark basior poklepał miejsce obok siebie. Trochę nieśmiało położyłam się obok niego, ale w sumie miał racje - dużo wygodniej się tak rozmawiało.
- To co w końcu się stało? - zapytałam spoglądając na niego
- Kiedy stałem przed jaskinią dostrzegłem jakąś sylwetkę w lesie. Pobiegłem za nią, ale z czasem zauważyłem że wygląda to bardziej jak cień. Kiedy to „coś” się zatrzymało zaczęło jakoś dziwnie na mnie działać.. przerażało mnie, ale nie mam pojęcia czemu. Nagle otworzył paszczę i wydobył się z niej głos mówiący: „-Zostaw dziedzica”. Potem upadłem i zemdlałem.. - opowiedział z lekkim strachem w oczach
Wzdrygnęłam się lekko, a moje serce przyspieszyło. Co tu się działo? Czy było tak wcześniej? Skąd biorą się te postacie? O co tu chodzi? - Te wszystkie pytania chodziły mi po głowie i gnębiły mnie. Bałam się że to wszystko przeze mnie. Z moich oczu pociekły pojedyncze łzy, które próbowałam jakoś ukryć przed basiorem.
- Kilan? Nie płacz - pocieszył mnie i delikatnie uniósł mój zmartwiony pyszczek z łap, po czym dopowiedział - Nie przejmuj się tym tak - ciepło się uśmiechnął przez co mimowolnie odwzajemniłam gest
Wzięłam łyk napoju i trochę się uspokoiłam. Przy nim czułam się bezpieczna i nie musiałam się aż tak martwić tymi stworami. Rozmawialiśmy tak jeszcze trochę, a z czasem humory nam wróciły. Żartowaliśmy i śmialiśmy się. Później nawet zaczęłam łaskotać basiora, a on mnie, aż popłakałam się ze śmiechu. Gdy już się zmęczyliśmy tymi wszystkimi śmiechami położyliśmy się obok się obok siebie w ciszy. Nawet nie spostrzegłam, kiedy zamknęłam oczy i zasnęłam.
~
Obudziłam się wcześnie rano, a basior nadal spał. Kiedy już się wybudziłam zauważyłam, że jestem przykryta grubym futrem. Najwidoczniej w jaskini zrobiło się zimno, kiedy wygasło ognisko, a basior mnie okrył. Ciepło się uśmiechnęłam na myśl o tym, a potem wygramoliłam się delikatnie z legowiska, tak żeby go nie obudzić. W grocie było rzeczywiście zimno, więc czym prędzej rozpaliłam ognisko, gdy nagle mój żołądek o sobie przypomniał. Cicho wymknęłam się na dwór i ruszyłam w kierunku spiżarni. Po drodze czułam się jakoś tak lepiej. Wróciłam do jaskini ze sporym kawałkiem mięsa. Na zapach śniadania wilk się obudził. Zaśmiałam się cicho i podałam mu większy kawałek. Kiedy tak jedliśmy nagle ktoś zapukał do drzwi. Niby to nic takiego, ale w szparze pod nimi, nie było nikogo widać, nawet cienia. Basior wstał pierwszy i już miał otwierać, gdy zatrzymałam go.
- Ronin.. to nie może być nic dobrego - stwierdziłam szeptem, a zza drzwi dało się słychać przerażające wycie i śmiech
W tym samym momencie zemdlałam. Czyżbym miała kolejną wizję? Nic nie widziałam, nic nie słyszałam, nic nie czułam. Była tylko pusta i nicość…
(Ronin? Wiem masakra jakaś)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz