Chodziłem po terenach watahy smutny i rozczarowany. Łzy same cisnęły się do oczu po stracie najukochańszej osoby. Moja kochana partnerka odeszła. Nie wiem czemu, nie wiem dlaczego ? Może ona wcale mnie nie kochała ? Może ona nic nie czuła ? Gdyby mnie naprawdę kochała nie odchodziła by. usiadłem na kamieniu obcierając łzy. Mimo wszystko ja ją kochałem. Położyłem się w rozpaczy wkładając zmęczoną głowę między przednie łapy. Teraz nic mnie nie obchodziło. Powstrzymałem łzy, ale nie pustke w sercu. Nagle usłyszałem ciche kroki. Przedemną ukazała się zmieszana wadera. Patrzyła na mnie wzrokiem wspułczucia i chyba nawet zrozumienia. Nie podchodziła, stała w jedym miejscu a ja patzryłem na nią jednym, czerwonym okiem.
- Co chcesz ? - zapytałem oschle chowając oczy znowu za łapy.
Jakaś wadera ??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz