niedziela, 11 stycznia 2015

Od Akumy CD Shindy

Jestem sam na sam z tą pijawkom, teraz ją zagryźć i po kłopocie. Valerie by się jakoś zahipnotyzowało, a Kanban... przeżyłby to. Nikt inny nie wiedział jak na razie o istnieniu tego szczeniaka i bardzo dobrze. Dlaczego tak nienawidziłem tego małego wyrzutka? Ponieważ zajeżdżało od niej demonami, dziwnymi mocami których ja sam nie potrafiłem zrozumieć. A wbrew pozorom, to ja byłem ten mądrzejszy - nie Kanban. Shinda wpatrywała się we mnie z lekkim wyrzutem, warknąłem po czym podniosłem ją za skórę na gardle do góry, lekko przy tym podduszając. Szczeniak pisnął z bólu, kiedy malutkie stróżki krwi zaczęły spływać po jej szyjce. Trzymałem ją tak, dopóki się prawie nie udusiła. Wtedy to puściłem ją na śnieg, który to zrobił się czerwony. Za pomocą znaku, sprawiłem, że rany zniknęły ale ten cholerny ból pozostał. Niech cierpi sobie jeszcze z jakieś 10 minut.
-Słuchaj - spojrzałem na nią - Nie zbliżaj się do mnie, bo nie zabiję Cię od razu tylko będę Cię torturował. Przed śmiercią, doświadczysz niewyobrażalnego cierpienia, naprawdę tego chcesz? Tak? - zaśmiałem się troszkę jak jakiś szaleniec po czym lekko dotknąłem ją ogonem
Shinda po tym lekkim tknięciu odleciała ze stęknięciem kilka metrów dalej, miękko lądując we śniegu. Prychnąłem widząc to jak ona pospiesznie wstaję. Dalej ją to bolało, tak strasznie bolało, czułem to.
-Jesteś strasznym śmierdzielem, śmierdzisz jak mordujący wszystkich niedźwiedź!
-Jestem gorszy od niedźwiedzia - oblizałem swoje ostre kły, niebyły to już zwykłe, wilcze ząbki
Waderka widząc moje uzębienie, zamilkła cofając się. Westchnąłem po czym spojrzałem w niebo, muszę się opanować. Jeszcze chwila i zamienię ją w jedną, wielką krwawą papkę.
-Idź sobie - burknąłem

(Shinda?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz