-Oj tam,oj tam... Zawsze możemy je mieć.
Powiedział uwodzicielskim tonem. Zachichotała cicho. Pochylił się i pocałował ją mocno z porządaniem. Odsuną się o kilka centymetrów. Spojrzała na niego,a on patrzył na nią jak zawsze, jakby była małym cudem który trzyma się blisko serca.
- Chyba zawsze brakowało mi kawałka duszy, i znalazłem go w tobie. Kocham cię.
Centymetry które ich dzieliły,mamieniły się w milimetry,aby potem zniknąć załkiem. Znowu się pocałowali. Pocałunek był namiętny. Ha! Nawet trochę dziki.
Nawet nie zdawała sobie sprawy jak dużo kosztowało go porzucenie starego życia jakie mu co najmniej pasowało. A potem poznał uroczą waderę i zdał sobie sprawę że sam sobie nie poradzi. Że jest mu potrzebna. Prawie jak tlen.
- Jeśli była by córka to mam dla niej imię - zachichotał tuż przy jej ustach.
- Jakie?
- Cordinel.
Odpowiedział robiąc ścieszkę pocałunków wzdłuż jej szczęki.
- Możesz mi kazać żebym przestał. Teraz - pocałował ją- albo teraz - nie zatrzymywał się tylko całował dalej powterzając te dwa słowa.
Terra? ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz