Fioletowy kamyk. Po co mi jakiś kamyk? Z tego co wiem, podarunek w postaci kamienia nie jest dobrym sposobem na podryw...Usłyszałam szorstkie pociągnięcia pazurów po kamiennej posadzce i schowałam podarunek w małej łapie, bo włożyć go do ściany było by dziwne. Wkrótce z głębi mroku zaczęły wyłaniać się sylwetka wilka. Najpierw oczy, płonące wyblakłym ogniem, potem pysk aż wreszcie wilk stanął w całej okazałości przede mną. Był piękny. Szare futro przeplatywały pasma pomarańczowej sierści, przez to wyglądało jakby basior zaraz miał stanąć w jęzorach ognia, a w jego oczach odbijały się iskierki żywiołu. Na myśl przychodził mi obraz Wilka Ognia, ale co Ognisty robi w Klanie Ziemi? Basior przeszedł tuż obok mnie, dając mi szansę na dokładniejszy przygląd się jego sierści. Potem usiadł na kamiennym tronie i przedstawił się „Dhiren”. To imię odbijało mi się od uszu, wprawiając całe ciało w lekki letarg. Idealnie pasowało do tajemniczej postaci wilka.
-Descartes. - wysunęłam łapę do przodu, ale zaraz szybko tego pożałowałam widząc zniesmaczony wyraz pyska Dhirena i próbowałam zasłonić łapę, tak jakby to była jakaś trędowata część ciała. Zupełnie zapomniałam tego, po co tu przyszłam. Dopiero kiedy wilk po raz drugi chrząknął, przywróciło mnie to do rzeczywistości.
-Więc mów, z czym do mnie przychodzisz? - spojrzałam błagalnie na Ronina, któy tylko bezradnie pokręcił łbem. Nie miał pojęcia o czym chcę rozmawiać z jego ojcem. Postanowiłam nie owijać w bawełnę i po prostu powiedzieć prosto z mostu, co jest powodem moich zmartwień.
-Obawiam się, że moc któa chroni granice Klanu słabnie...-basior przytaknął łbem i z kamiennego naczenia nalał do glinianego kubka gorącej wody, która w styknięciu z ziołami wydała charakterystyczny, chrzęszczący dźwięk. - i moje przypuszczenia są takie, że...- wilk przywołał do siebie jakąś księgę i zaczął ją czytać. Czułam się lekceważona. - Czy pan mnie w ogóle słucha? - warknęłam zanim pomyślałam co wypłynie z moich ust. Wilk podniósł na mnie wzrok i zamknął księge.
-Moja droga, jestem Alfą i mam obowiązek posiadania umiejętności podzielnej uwagi. - uśmiechnął się współczująco – Także doskonale wiem o czym mówiłaś. Proszę, kontynuuj. - teraz całą swoją uwagę wbił we mnie, w jego wzrok niemalże wyżerał mnie od środka. Impulsywnie odsunęłam łeb od niego i z zakłopotaniem przygryzłam wargę.
-Umm, więc uważam że siły obronne mogą nie wytrzymać kolejnego ataku zielonej mgły...Miałam sen, w którym zie – zdanie zostało mi przerwane.
-Chcesz mi powiedzieć, że miałaś jakiś sen i przez to musimy marnować energię na zwiększenie wydalności obronnej? - parsknął z ironią. Zacisnęłam powieki i nabrałam powietrza, próbujac złożyć wyczerpującą odpowiedź.
-Nie. - Oho, dobry początek. - Chcę powiedzieć, że bezpieczeństwo w tym Klanie jest na nie wysokim poziomie. Doskonale wiesz że zmiechy okupują teraz inny Klan, a do naszego jeszcze nie dotarły, ale mogą to zrobić w każdej chwili! A poza tym, wilki mówią o jakiś obcych, wilko-podobnych stworzeniach, które grasują na pobrzeżach jaskiń i lasów. Lud zaczyna panikować, co noc słyszę jak szczeniaki szlochają wtulone w równie przerażoną matkę! - per „pan” zniknęło gdzieś w połowie zdania i zostało zupełnie zapomniane. - Postawienie kilku strażników na pograniczu Mrocznego Lasu i granicy między Klanem Ognia i Everything nie będzie kosztowało wiele energii! A jeżeli brakuje łap do pracy, sama moge się zgłosić. Jestem z wykształcenia strategiem i wiem jak zaplanować obronę, żeby mieszkańcy czuli się bezpiecznie. - „z wykształcenia...” no to się Des zagalopowałaś. Czułam na sobie wbity wzrok dwóch par oczu – jednych morskoniebieskich, a drugich ognistoczerwonych. Co to, jakiś zlot kolorowych oczu? Ciężko westchnęłam i wyparowałam;
-Więc Pan Alfa mógłby łaskawie ruszyć swój tyłek i zająć się gospodarką Klanu! Żyjemy w czasach, w których lepiej zniknąć niż prowadzić życie towarzyskie. - odwróciłam się na jednej łapie, podrzuciłam grzywkę do góry i dumnym krokiem wyszłam z osadzonej kamieniami szlachetnymi jaskini. Byłam wściekła i czułam się urażona na dumie. Niemalże czułam jak śnieg wokół łap roztapia się. Ronin szurał łapami za mną, będąc bardziej zaszokowanym niż wkurzonym. W pewnym momencie, kiedy pokonaliśmy już znaczną odległość od jaskini jego ojca, odezwał się i przerwał towarzyszącą nam ciszę.
-Czemu mi tego nie powiedziałaś? - przeskoczył obok mnie i zatrzymał.
-Czego? - burknąłam nadal pogrążona w swoich myślach na temat ojca przyjaciela.
-Że czujesz się niebezpiecznie. - położył uszy po sobie i grzebał łapą w śniegu. Nadal byłam wściekła, znalazł sobie zły moment na zaczepianie mnie.
-Oboje wiemy że jesteś beznajdziejnym Alfą, nie umiesz zrobić nic pożądnie. Jesteś takim Alfą jakim ja zabójcą, nigdy nie będziesz w tym dobry. - za późno ugryzłam się w język. Źrenice z przerażenie mi się zmneijszyły, położyłam uszy po sobie i w jednym momencie skuliłam się w sobie, mając utkwiony przerażony wzrok w wilku. - Ja...ja przepraszam, Ronin! - wilk uniósł jedną brew, zmarszczył czoło i postapił kilka kroków w tył potrząsając głową. Leżałam w śniegu, zupełnie bezradna a on odchodził. W pewnym momencie wstałam i pobiegłam do niego. Gdy byłam w młaej odległości, coś mnie uderzyło i odleciałam kilka kroków w tył. Tam gdzie „coś” mnie walnęło, powstało kilka niebieksich fali. Pole siłowe. Odgrodził się odemnie. Przekręciłam łeb na bok, patrząc z niedowierzeniem na to co się dzieję. „ Des, nie becz. Przecież ci na nim nie zależy. Zaprzyjaźniłam się z nim tylko po to by mieć gdzie mieszkać. On jest nikim dla ciebie.” poczułam do siebie obrzydzenie. Łzy uciekały z oczu, zamarzając w styknięciu z ziemnym śniegiem. Podobnie jak wszystkie chwile spędzone z tym wilkiem.
-Nie...To nie prawda! - wydarałam się na całe gardło, zaprzeczając głosowi w głowie. Runęłam na śnieg, zakopałam się częściowo pod nim i po prostu płakałam. Jak dawno tego nie robiłam? Nie jestem płaczliwa. Więc czemu beczę z powodu, że jakiś wilk, który wcale nie jest mi bliski odszedł? Wkrtóce, zasnęłam. Kiedy się obudziłam, był już wieczór, a ja byłam cała przypruszona śniegiem. Poderwałam się z ziemi i trochę szarpałam się ze swoim ogonem, żeby zrzucić każdą drobinkę śniegu. Rozejrzałam się po okolicy i już miałam iść do jaskini, kiedy uświadomiłam sobie że muszę sobie znaleźć własny dom. U Ronina nie mam czego szukać. Westchnęłam i udałam się na poszukiwania potencjonalnego mieszkania. Szłam wzdłuż linii lasu, zaglądając pod każdy konar czy to będzie dobre miejsce na spędzenie nocy. Nagle, coś zaszeleściło. Natychmiastowo podjęłam postawę bojową, obnażyłam kły i nastroszyłam sierść. Wpatrywałam się nieustraszenie w głąb ciemności lasu, próbując doszukać się jakiegokolwiek ruchu. Coś zamigotało błyskotliwym światłem. Trochę zwolniłam napięcie mięśni i poszłam za światełkiem. Zawsze mówią, żeby iść za zbawiennym światłem. Może mnie to coś pomoże? Szłam zupełnie zaptrzona w migocący punkt, lawirując pomiędzy drzewami. Jakaś niezwyciężona siła kierowała mnie za tym czymś. Wkrótce, dotarłwszy na polanę, światełko znikło. Otaczała mnie woń stęchlizny i zgnilizny. I wtedy sobie coś uświadomiłam. Znajdowałam się na bagnach, a tamto światełko to błędny ognik. Usłyszałam coś za sobą. Gwałtownie się odwróciłam i spotkało mnie białe spojrzenie wilu par oczu. Zaczęłam się wycofywać, a gdy chciałam biec, okazało się że przede mną również są te oczy. Zostałam otoczona przez białe światełka, a krąg z każdą chwilą zaczął się zacieśniać. Zaczęłam słyszeć okropne śmiechy, które wraz z rozchodzącym się echem rozrywały mi uszy. Padłam na ziemię i przycisnęłam łapy do uszy, próbując zagłuszyć okropny skrzek. Nagle, poczułam silne pociągnięcie i jakby wyrwanie. Wzleciałam do góry, ale to było na tyle przerażające, że widziałam siebie, jak leżę w kręgu wilko-podobnych stworzrń ze świecącymi oczyma. Nagle moje ciało staję się nieruchome, a z oczu również błyska to światło. Widok zostaje przedstawiany z perpektywy jakiegoś z wilków, po czym wracam do swojego ciała. Czułam okropny ból w boku, ale nie mogłam krzyczeć, bo z pyska zaczęło również uciekać światło. Łapy zaczęły wykręcać się pod dziwnym kontem, a ja czułam jak każda cząsteczka ciała jest rozrywana na krwawe kawałki gołego mięsa i wrzucana na pełny ogień. Ogarnęły mi żywe płomienie białego ognia, cały świat zawirował, chciałam krzyczeć, ale nie byłam w stanie nic zrobić. Nagle, płomienie znikły. Po prostu, rozpłynęły się tak szybko jak się pojawiły. Ból też ustał, jednak gdzieniegdzie miałam zwęglone futro. Jedna z ciemnych postaci podeszła do mnie i wyszczerzyła pysk, z którego wydobył się okrutny głos. Zupełnie nic nie rozumiałam, były to jakieś powarkiwania i chrząki, ale wyraźnie on coś do mnie mówił. Szkoda tyle że nie miałam pojęcia co. Przymknął oczy, także że przez małe szparki uciekał strumień bladego światła. Postać rozejrzała się po reszcie swojej gromady, po czym rozpłynęła się w czarnej mgle jak reszta. W tym momencie zrobiło mi się czarno przed oczami i całkowicie straciłam świadomość. Kiedy się obudziłam, było już południe, słońce było nade mną, górowało ponad koronami drzew. Byłam strasznie osłabiona, a otoczenie wypełniał zapach spalenizny. Tam gdzie leżałam, był zakrwawiony śnieg i kawałki zwęglonego futra. Z trudem podeszłam do zamarznietej kałuży i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Na pysku było trochę zadrapań, ogólnie to nie miałam większych ran. Dopiero kiedy spojrzałam na bok, chciało mi się wymiotować. Cały płat ciała był wypalony na kształt litery „Y” z przekreśloną dwoma kreskami nóżką, wokół niego skóra była okropna. Nie mogłam na to patrzeć, to było odrażające. Przełknęłam ślinę i włożyłam pysk do zaspy śnieżnej, chcąc odrzucić od siebie uczucie zniesmaczenia. Obolała, ruszyłam do watahy. Widziałam już kiedyś taki znak. Tylko nie mogłam sobie przypomnieć gdzie i kiedy. Wędrowałam w zamyśleniu do watahy, aż przypadkowo natrafiłam na jaskinię...Ronina. Chciałam zawrócić, kiedy coś przykuło moją uwagę. W krzakach, siedziała jakaś postać. Nagle zostałam spraraliżowana jakąś mocą i czułam że blade światło znów wydobywa się z oczodołów i pyska. Ponownie widziałam siebie, z perspektywy osoby ukrytej za krzakami! Akurat kiedy drzwi jaskini się otwierały, powróciłam do swojego ciała. Odzyskując świadomość, spojrzałam niespokojnie na kępe roślin, za którą powinna ukrywać się postać. Jednak w chwili, kiedy spotkałam wzrok błękitnych oczu Ronina, coś mnie tknęło. Uniżyłam się na łapach i przybrałam postawę bojową. Obnażyłam kły i przygotowałam się do ataku. Do ataku na Ronina. Rana na biodrze zaczęła pulsować bólem i coś mi kazało rzucic się do gardła przyjaciela. Po prostu, rozszarpać go.
-Witaj Des. - powiedział z nutką ironii głosie, ale zaraz zamarł z wlepionymi ślepiami we mnie. Zanim zdążył jeszcze cokolwiek powiedzieć, wyskoczyłam z ziemi jak najmocniej potrafiłam i powaliłam wilka. Zamachnęłam się i uderzyłam go w pysk. Był jednak silniejszy i odepchnął mnie. Odskoczyłam na kilka metrów i gardłowo warknęłam.
-Co ty wyprawiasz?! - ryknął. Rozejrzałam się tępo po okolicy i z całej siły ugryzłam łapę, czując na języku gorzki smak krwi. Obok powstała mała plama z kilku czerwonych kropli. Podszedłam do niej i ponownie oczy błysnęły jasnym światłem, który przeszedł na krew, z której powli zaczął materializować się określony kształt. Najpierw rączka zdobiona czaszkami i różami, potem głowa zakończona ostrym szpicem i długie, srebrne ostrze kosy zwieńczone dwiema wstęgami. Nawet nie wiedziałam że tak umiem. Pochwyciłam broń w zęby i ponowiłam natarcie na Ronina. Przecięłam mu policzek i wbiłam szpic broni w łapę. Kiedy chciałam kosą przeorać mu pysk, coś mocno ją chwyciło. Z ziemi wystrzeliło ogromne, zielone pnącze i zacisnęło w swoim uścisku moją zabawkę. Wgryzłam się basiorowi w bark, a ten odbił piłeczkę wbijając mi kły w łapę. Syknęłam i odskoczyłam do góry. Chciałam już skoczyć na Ronina i przygnieść go do ziemi, kiedy kolejne kolczaste pnącza przebiły skorupę ziemi. Jedno walnęło mnie po całej długości ciała i zerwało pokrwę skóry. Upadłam zamroczona na ziemię w krwistej kałuży.
-Ronin...-wymusiłam łzy. - Ranisz mnie. Czemu mi to robisz? - zrozpaczonym szeptem zapytałam. Wilk zmarszczył czoło i podszedł do mnie. W tym momencie mój pysk rozjaśnił okrutny uśmiech a błękitnooki wilk znalazł się podemną. Ogarnęła mnie niesamowita siła i zacisnęłam łapy na szyi wilka. I jakoś nie przejmowałam się tym, że z ciała ubywa coraz więcej krwi, a wypalone znamie powala mnie z nóg. Wpatrywałam się w przerażone oczy wilka z ciepłym uśmiechem na pysku, coraz mocniej zaciskając mój uścisk.
(Ronin? XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz