sobota, 3 stycznia 2015

Od Ronina CD Kilan


Wadera wyglądała na przerażoną i to bardzo. Patrzyła się na mnie cała dygocząc, wyglądała jakby się miała zaraz rozpłakać. Spojrzałem na czarnego wilka, który był jakieś 100 metrów od nas. Z rozpoznaniem pyska, miałbym kłopot jednak było mi to teraz niepotrzebne. W Klanie nie mieliśmy nikogo o takim umaszczeniu, wilkowi z innego terenu się nudzi? Jak mu zgryzę tył, to już nie będzie taki zadowolony. Zeskoczyłem z kamienia, lekko lądując na śniegu.
-Ronin...nie idź do niego!
-Kilan, to tylko jakiś idiota z Klanu Ognia albo z Klanu Everything, zaraz wrócę - uśmiechnąłem się do niej
Jednak kiedy już oddaliłem się trochę od wadery, mój uśmiech zniknął. Zastąpiłem go niewyobrażalną wściekłością. Wystarczy, że z Klanem Wody już zerwaliśmy sojusz - a raczej oni z nami. Nie potrzebuję jeszcze problemów z tymi dwoma Klanami. Jakoś nie uśmiecha mi się być Alfą, przez którego to miejsce upadło, to najgorsze co może być. Wilk stał jak głupi w miejscu i gapił się w śnieg, ja na jego miejscu bym spieprzał gdzie pieprz rośnie. Kiedy zatrzymałem się przed nim, trochę górując nad nim, ten na mnie spojrzał ukradkiem. Miał czerwone oczy, które wręcz raziły swoim blaskiem. Kiedy chciałem zidentyfikować jego żywioł, tak jakby nic nie wyczułem. A przynajmniej nic znajomego. To on nie jest stąd?  Dziwne trochę…
-Kim jesteś?  - zapytałem dosyć ostro
Basior obrucił się tak, że stał teraz całkowicie przodem do mnie. Po jego futrze zaczęły krążyć iskierki a po chwili ja poleciałem jakoś 20 metrów do góry. Cholera, zanim zetknąłem się z ziemią, wytworzyłem kulę wody która zamortyzowała mój upadek. Krople wody naleciały na futro tego dosyć agresywnego wilka, powodując lekkie spięcie. Wilk jedynie wzdrygnął się lekko głośno powarkując. Kątem oka spojrzałem w stronę Kilan, zastanawiała się chyba czy tutaj nie przyjść. Zdecydowanie pokręciłem łbem, ale nie wiem czy to widziała. Niech się na razie nie miesza, zaraz do niej przyjdę i będziemy się wspólnie zastanawiać nad tym snem. Krzyknąłem głośno i w tym monencie z ziemi wystrzeliło kilkanaście wysoki korzeni, z cierniami po bokach. Uśmiechnąłem się kiedy wszystkie równocześnie opadły na wilka. Mnustwo krwi bryznęło na mój pysk, jednak nie zareagowałem nawet na to. Rośliny chwilę się tak wiły, robiąc z wilka krwawą miazgę. Kiedy po kilku minutach odwołałem je z powrotem go głębi ziemi, spojrzałem na zmasakrowane ciało wilka. Wiele litrów krwi było teraz na śniegu, barwiąc go na czerwono. Gdzie niegdzie z futra wilka wystawały kości. Odwróciłem się od niego z obojętnym wyrazem pyska, kierując się w stronę Kilan. Ona zdąrzyła już przejść połowę długości, dzielącej kamień od miejsca masakry. Kiedy zauważyła, że idę w jej stronę zatrzymała się.
-Ronin… ty krwawisz?  - zapytała z nutą przerażenia w głosie
-Nie, to nie moja krew - pokręciłem łbem z uśmiechem - Mówiłem, że zaraz wrócę przecież.
-Zabiłeś wilka z sąsiednego Klanu!?
-To nie był nawet wilk… to było coś dziwnego - burknąłem

(Kilan?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz