Przyszła wiosna, siedziałem w mojej jaskini i próbowałem już od godziny uruchomić Czarne Berło. Nic nie działało, westchnąłem i odłożyłem je na półkę. Musiałem odetchnąć świeżym powietrzem, może przyjdzie mi jakiś sposób do głowy. Przechadzałem się po terenach klanu wody aż zauważyłem jakąś waderę.Podeszłem bliżej i rozpoznałem w niej Mozillę, miała charakterystyczne żółte futro.
-Cześć!-powiedziałem. Wadera podskoczyła i obejrzała się na mnie.
-Ym...cześć.-odpowiedziała i odbiegła. Przyzwyczaiłem się już że nikt ze mną nie rozmawia. Nagle zobaczyłem biały dym, pobiegłem w tamtym kierunku. Wyszeptałem zaklęcie i mogłem spokojnie widzieć we mgle, nie dusząc się z braku tlenu. Doszedłem do źródła dymu, okazało się że to wielki głaz z dziurą w środku (właśnie ona dymiła). Spróbowałem ruszyć kamień ale był za ciężki, zaklęcia wiele nie pomagały a dymu przybywało. Nagle usłyszałem za sobą czyjeś kroki.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz