Spojrzałam na samca ciekawym wzrokiem. Jego biało-szare futro pokryte było już nielicznymi kroplami deszczu i nieco potargane szalejącym na zewnątrz wiatrem. Z błękitnych oczu biły ciepłe iskierki, na których widok miałam ochotę się uśmiechnąć. Tak, jego oczy były absolutnie piękne.
- Jasne, wchodź - odpowiedziałam, cofając się w tył i jednocześnie uważnie śledząc każdy jego ruch - ja też tutaj tylko przelotem. Znaczy... burza zmusiła mnie do chwilowego postoju.
- No to witam w klubie - mruknął, wskakując do środka i otrzepując sierść.
Jaskinia nie była zbyt dużych rozmiarów, ale miejsca na dwa wilki było wystarczająco.
Usiadłam na twardej, nierównej posadzce i spoglądnęłam na szare niebo.
Burza zdążyła się już rozszaleć na dobre. Wysokie sosny uginały się pod naporem wiatru, krople deszczu bębniły o skały, a błyskawice przedzierały ciemne niebo, by na jedną chwilkę pogrążyć całą dolinę w jasnym blasku. Każdy z zygzaków był dobrze widoczny z tego miejsca, bowiem widok stąd rozpościerał się na morze. Właśnie to miejsce błyskawice obrały sobie jako cel. Nieubłaganie uderzały o taflę wody z ogromna siłą, roznosząc głuche gromy na całą pobliską okolicę. Miałam wrażenie, że skały drżą na każdy z nich.
Uniosłam wzrok na samca, który patrzył w stronę wylotu jamy. Widocznie wyczuł na sobie moje spojrzenie i również obrócił głowę.
- Jesteś stąd? - spytałam, ledwo przekrzykując pomruk grzmotu. Samiec wbił spojrzenie w swoje łapy.
- Właściwie to nie - odpowiedział z jakby lekkim zakłopotaniem i dodał szybko - jeśli przeszkadzam, już sobie idę.
- Coś ty - przerwałam mu szybko - nikomu nie przeszkadzasz. Jeśli nie masz się gdzie podziać, możesz tu zostać. Moja mama jest alfą klanu, więc myślę, że z wielką chęcią cię przyjmie - uśmiechnęłam się do samca, ale gdy uniósł brwi zdziwiony, poczułam lekkie zakłopotanie. To chyba za wcześnie jak na pierwszą wymianę zdań.
- Wybacz. Tak mi się palnęło - powiedziałam nieco zmieszana.
- Nie, nie. To wcale nie głupi pomysł - samiec potrząsnął głową - powiedziałaś : twoja mama jest alfą?
- Zgadza się - kiwnęłam łbem.
- Mógłbym się do was dołączyć?
- Dlaczego nie - uśmiechnęłam się do basiora, na co ten odpowiedział tym samym. Znów siedzieliśmy chwilę w milczeniu, przerywanym przez szum deszczu i coraz cichsze, oddalające się już gromy.
- Mam na imię Anuritti - rzuciłam w eter, kierując się w stronę basiora - zapomniałam, że się nie przedstawiłam.
<Remi? Wczorajsza wena znikła, więc nudne jak flaki z olejem ;___; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz