Odpoczywałem sobie na jednej z Latających Skał. Nie, nie odpoczywałem. To było połączenie treningu z relaksem. Stworzyłem pięć Marionetek, które wałęsały się na dole. Był to dość łatwy system. Cztery polowały, a jeden [ptak] siedział nieopodal mnie i informował co się dzieje na dole. W ten sposób ciało odpoczywało a mózg pracował. Leżałem tak od świtu, do wczesnego popołudnia i do tego czasu zjadłem zająca oraz w prezencie dostałem dorodnego dzika. Byłem już najedzony, więc sprawiłem niespodziankę Kiyoteru. Kazałem wypchać liśćmi zdobycz, a potem postawić na drodze basiora. Wychyliłem łeb aby podziwiać jego reakcję. Było to dla niego trochę podejrzane, lecz najwyraźniej głodny, zaczął rozrywać kłami dzika. Liście były wszędzie. Zdziwiony z godnością i obyczajem, odszedł jakby nic się nie stało. Pękałem ze śmiechu. Krótko po tym zdarzeniu, jedna z Marionetek [pantera], natknęła się na jakąś waderę. Pewnie samica by się tym nie przejęła, gdyby ten zwierz nie był stworzony z kamieni, liści, kości [...]. Prędko zleciałem ze skały i odwołałem potwora, razem ze wszystkimi.
To nie była członkini naszego klanu. Miała szarą sierść, na brzuchu białą, na grzbiecie biały pasek.
-Kim jesteś- twardo spytałem.
-Terra- nieco zmieszana odpowiedziała.
-Nie należysz do Klanu Powietrza- stwierdziłem. Tak czy inaczej, mam obowiązek wygonić cię z naszych terenów- zabrzmiało to trochę nie w moim stylu.
-Tia... To chodźmy.
Byłem zaskoczony, że poddała się bez walki. Po drodze pytałem się nią, po co tu przybyła. Powiedziała jak głupia, że się zgubiła. Ta, przez przypadek przedostała się przez morze... Gdy dotarliśmy do plaży, patrzyłem jak w dziwny sposób przedostaje się na swoją wyspę. Po tym całym zdarzeniu, całkowicie byłem padnięty. Ruszyłem do swojej jaskini. Nazajutrz, przed wschodem słońca, spotkałem Nitę.
<Nita?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz