Odwróciłem się i groźnie popatrzyłem na waderę. Stanąłem
przed nią, wbijając swoje brązowe łapy w swój cień, który powstał od słońca.
Niecierpliwie czekał na mój rozkaz... Nie lubię jednak atakować niewinnej krwi.
- Przestaniemy się bawić? - zapytałem ostro waderę. -
Odejdziemy w swoje strony? Przecież to ty laluniu do mnie przyszłaś, napierając
prawie że na moją osobę, sprawdzając mnie za pomocą swoich mocy. Przestaniemy
się bawić? Jedyną osobą w kresie, która wciąż się bawi jesteś ty, a ja nie mam
zamiaru niczego od ciebie wymagać, Rachel.
Z każdym argumentem przybliżałem się do wadery tak, że ta
się cofała. Bo co ona może wiedzieć o życiu? W sumie, nie bardzo obchodzą mnie
jej losy. Wbiłem swój wzrok w jej postać, ta jednak tylko na początku nie
wiedziała co powiedzieć, później umilkła i również wrogo na mnie popatrzyła.
Ktoś musi być pierwszy. Odwróciłem się i pierwszy poszedłem
w stronę przeciwną do wadery.
- Na przyszłość nie wchodź mi w drogę, kochana. - warknąłem.
- Mówiłam, że masz tak na mnie nie mówić! - wykrzyczała.
Stanąłem w miejscu.
- Czy coś jeszcze ci nie pasuje?! - zacząłem delikatnie,
słowa jednak na koniec przybrały postać krzyku. Ptaki wyleciały ze swoich
gniazd a drzewach,, a ja się jednak nie odwróciłem.
- Tak! Nie pasuje mi to, że bezkarnie mnie przezywasz i
stąpasz po ziemiach tej watahy!
Przewróciłem oczami. Wadery mnie kiedyś wykończą.
- To co, założysz mi swój breloczek na szyję i zaprowadzisz
do alfy jako zakładnika? Proszę cię bardzo! Oporu nie stawiam.
Rachel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz