Chodziłem po terenach watahy.Ból po stracie partnerki już nie był taki duży. Opuściła klan, muszę się z tym pogodzić. Szurałem łapami po ziemi, niszcząc małą trawkę rosnącą na mojej drodze. Nadeszła wiosna, a ja nie cieszyłem się z niej. Z zimą związane były złe wspomnienia. Przechodząc tak zobaczyłem pewną waderę. Siedziała na kamieniu i patrzyła w wodę. Co jakiś czas wyciągała łapę i przegrzebywała ziemię. Popatrzyłem na nią ze smutkiem i leniwym krokiem szedłem dalej. Mój wzrok tylko co jakiś czas zatrzymywał się na waderze. Położyłem się nieopodal jej, na kłodzie. Wpatrywałem się głupkowato w mech pokrywający korę. Chciałem powiedzieć hej, ale coś trzymało te słowa w moim gardle. Chciałem opowiedzieć jakiejś osobie o tym co się stało, wyżalić się, wyrzucić to z siebie. Jednak nie mogłem. Miałem nadzieje że to ona pierwsza coś powie, było by mi o wiele łatwiej rozmawiać.
Kilan ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz