wtorek, 14 kwietnia 2015

Od Nity C.D. Predizione

Ocknęłam się, gdy moja głowa uderzyła o kamień sterczący z ziemi. Nie po raz pierwszy, jak wywnioskowałam po miażdżącym bólu łba. Miałam związane łapy i pysk, oraz obijałam się o Predi’ego, skrępowanego w ten sam sposób. Z trudem uniosłam głowę. Ciągnął nas sporych rozmiarów wilk, utykający na jedną nogę. Mimo kontuzji utrzymywał szybkie tempo, nie zważając na nasz ciężar. Mamrotał coś do siebie, co jakiś czas wybuchał obłąkańczym chichotem. Z szaleńcami się nie zadziera, a my go czymś najwyraźniej uraziliśmy. Mamy przerąbane. Właśnie, Predizione. Opuściłam pysk i spojrzałam na mojego towarzysza niedoli. Nadal był nieprzytomny, ale żył. Razem jakoś się z tego wykaraskamy.
Wędrówka mnie nużyła. Nie miałam wystarczającej siły, aby utrzymać głowę nad ziemią i ona, z resztą całe moje ciało, było co rusz narażone na kamienie, korzenie i inne niedogodności wyboistej drogi. Miałam nadzieję, że nasz porywacz w końcu się zmęczy, ale on jakby nie zważał na nas. Starałam się wychwycić sens tego co mówi, ale lina którą trzymał w pysku wszystko wygłuszała.
Po godzinie marszu Predi się przebudził, spojrzałam się na niego, starając się przekazać mu wzrokiem, że nic mi nie jest. Nie wyglądał najlepiej. Może gdybyśmy zrobili postój, wariat pozwoliłby mi się nim zająć? Rozważałam, czy szamotanie się przyniosłoby więcej korzyści, czy negatywnych skutków, ale wszystko jest lepsze od bezczynności.
Zaczęłam podrygiwać, i wiercić się, co nie było łatwe, ze względu na związane ze sobą łapy i zesztywniałe ciało. Lecz nasz oprawca nie zwracał na mnie uwagi. Postanowiłam zastosować inny fortel.
„Zatrzymaj się!” krzyknęłam do niego w myślach. Przez krótką chwilkę, malutką sekundę, nie byłam pewna, czy podziałało. Ale wilk zatrzymał się jak rażony gromem. Stał nieruchomo i cicho. Wypuścił z pyska linę. I stał. I stał. I stał… ten bezruch był bardziej przerażający niż jego szalony śmiech.
„Rozwiąż nas!” nakazałam mu w myślach. Basior gwałtownie odwrócił głowę w naszą stronę. Z ust skapywała mu ślina, a oczy miał przekrwione i nieobecne. Postąpił kilka kroków w moją stronę i pochylił się nade mną. Strzępek śliny skapnął mi na pierś, a jego cuchnący oddech sprawiał, że wczorajsza kolacja podchodziła mi do gardła. Znowu jakby się zaciął. Gapił się na mnie, czy też przeze mnie. Postanowiłam spróbować jeszcze raz.
„Rozwiąż nas!” Ta krótka komenda była jakby iskrą, przez którą wilk obudził się i zapłoną wściekłością. Zawył głęboko, a jego głos złamał się w pół nuty i przemienił w pisk. Zanim straciłam przytomność od potężnego ciosu łapą, usłyszałam tylko głębokie warknięcie dobiegające z głębi krtani Prediziona.
To jednak nie był dobry pomysł. Naiwnie sądziłam, że zareaguje na moje rozkazy. Jedyne co zyskałam, to kolejnego guza. Było ciemno. Gwiazdy, jedna po drugiej pojawiały się na niebie i mrugały do nas, nie przejmując się naszym losem. Predi drzemał obok mnie, w nienaturalnej pozycji, nadal skrępowany sznurem. Nasz porywacz stał kilka metrów przed nami i gapił się na nas. Nieruchomy, obłąkany i śmiertelnie groźny. Zastanawiałam się, w jaki sposób pozbawił nas przytomności. Trucizna? W kłach? Pazurach? A może na futrze? A jeśli to zaklęcie?
Delikatnie szturchnęłam Prediziona. Kiedy zareagował jedynie głośniejszym chrapnięciem, szturchnęłam go delikatnie nosem w pyszczek. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na obcego wilka. Zero reakcji.
„Predi… Hej, koleżko, obudź się” zaczęłam delikatnie przemawiać w jego myślach. To zdanie, było niczym szept, mimo to basior gwałtownie. Wzdrygnął się, wyprostował i przez chwilę się szamotał, zapominając o krępujących nas linach. Gdy oprzytomniał, rzucił mi pytające spojrzenie.
„Jakoś się nie złożyło, abym powiedziała ci, że potrafię przemawiać bez użycia słów. Za chwilę, otworzę się na to, co zechcesz mi powiedzieć, tylko uważaj, musisz być powściągliwy, inaczej usłyszę, co myślisz”.
Przez ułamek sekundy, znowu byłam małym smarkaczem. Zanim moja moc w pełni się ujawniła, beztrosko psociłam z innymi wilczątkami. W czasie jednej z naszych zabaw, zostałam przygnieciona przez kilkoro rówieśników, nie mogłam oddychać. Wtedy odkryłam swój talent. Przerażona, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co robię, wysłałam do nich komunikat „Nie mogę oddychać!”. Lecz nie znając swojej mocy, nie pracowałam nad jej natężeniem. Przesłałam tę myśl z taką mocą, że wszystkie wilki w obrębie kilkunastu metrów do końca tygodnia miały migreny, a niektórym z uszu ciekła krew. Przez pewien czas wszyscy wkoło słyszeli, co myślę, a ja, co oni. Czasami były to niepokojące szepty, a czasami wrzaski, przez które o mało nie popadłam w obłęd. Dużo czasu zajęło mi panowanie nad moim „uchem wewnętrznym”.
Obawiałam się tego, co usłyszę, jeśli połączę się z Predi’m. Miałam nadzieję, że zdoła opanować swoje myśli i usłyszę tylko to, co powinnam. Kiedy niepewnie kiwnął głową, delikatnie uchyliłam kurtynę oddzielającą nasze umysły.
<Predizione?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz