Ocknęłam się, gdy moja głowa uderzyła o kamień sterczący z ziemi. Nie po
raz pierwszy, jak wywnioskowałam po miażdżącym bólu łba. Miałam
związane łapy i pysk, oraz obijałam się o Predi’ego, skrępowanego w ten
sam sposób. Z trudem uniosłam głowę. Ciągnął nas sporych rozmiarów wilk,
utykający na jedną nogę. Mimo kontuzji utrzymywał szybkie tempo, nie
zważając na nasz ciężar. Mamrotał coś do siebie, co jakiś czas wybuchał
obłąkańczym chichotem. Z szaleńcami się nie zadziera, a my go czymś
najwyraźniej uraziliśmy. Mamy przerąbane. Właśnie, Predizione. Opuściłam
pysk i spojrzałam na mojego towarzysza niedoli. Nadal był nieprzytomny,
ale żył. Razem jakoś się z tego wykaraskamy.
Wędrówka mnie nużyła. Nie miałam wystarczającej siły, aby utrzymać głowę
nad ziemią i ona, z resztą całe moje ciało, było co rusz narażone na
kamienie, korzenie i inne niedogodności wyboistej drogi. Miałam
nadzieję, że nasz porywacz w końcu się zmęczy, ale on jakby nie zważał
na nas. Starałam się wychwycić sens tego co mówi, ale lina którą trzymał
w pysku wszystko wygłuszała.
Po godzinie marszu Predi się przebudził, spojrzałam się na niego,
starając się przekazać mu wzrokiem, że nic mi nie jest. Nie wyglądał
najlepiej. Może gdybyśmy zrobili postój, wariat pozwoliłby mi się nim
zająć? Rozważałam, czy szamotanie się przyniosłoby więcej korzyści, czy
negatywnych skutków, ale wszystko jest lepsze od bezczynności.
Zaczęłam podrygiwać, i wiercić się, co nie było łatwe, ze względu na
związane ze sobą łapy i zesztywniałe ciało. Lecz nasz oprawca nie
zwracał na mnie uwagi. Postanowiłam zastosować inny fortel.
„Zatrzymaj się!” krzyknęłam do niego w myślach. Przez krótką chwilkę,
malutką sekundę, nie byłam pewna, czy podziałało. Ale wilk zatrzymał się
jak rażony gromem. Stał nieruchomo i cicho. Wypuścił z pyska linę. I
stał. I stał. I stał… ten bezruch był bardziej przerażający niż jego
szalony śmiech.
„Rozwiąż nas!” nakazałam mu w myślach. Basior gwałtownie odwrócił głowę w
naszą stronę. Z ust skapywała mu ślina, a oczy miał przekrwione i
nieobecne. Postąpił kilka kroków w moją stronę i pochylił się nade mną.
Strzępek śliny skapnął mi na pierś, a jego cuchnący oddech sprawiał, że
wczorajsza kolacja podchodziła mi do gardła. Znowu jakby się zaciął.
Gapił się na mnie, czy też przeze mnie. Postanowiłam spróbować jeszcze
raz.
„Rozwiąż nas!” Ta krótka komenda była jakby iskrą, przez którą wilk
obudził się i zapłoną wściekłością. Zawył głęboko, a jego głos złamał
się w pół nuty i przemienił w pisk. Zanim straciłam przytomność od
potężnego ciosu łapą, usłyszałam tylko głębokie warknięcie dobiegające z
głębi krtani Prediziona.
To jednak nie był dobry pomysł. Naiwnie sądziłam, że zareaguje na moje
rozkazy. Jedyne co zyskałam, to kolejnego guza. Było ciemno. Gwiazdy,
jedna po drugiej pojawiały się na niebie i mrugały do nas, nie
przejmując się naszym losem. Predi drzemał obok mnie, w nienaturalnej
pozycji, nadal skrępowany sznurem. Nasz porywacz stał kilka metrów przed
nami i gapił się na nas. Nieruchomy, obłąkany i śmiertelnie groźny.
Zastanawiałam się, w jaki sposób pozbawił nas przytomności. Trucizna? W
kłach? Pazurach? A może na futrze? A jeśli to zaklęcie?
Delikatnie szturchnęłam Prediziona. Kiedy zareagował jedynie
głośniejszym chrapnięciem, szturchnęłam go delikatnie nosem w pyszczek.
Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na obcego wilka. Zero reakcji.
„Predi… Hej, koleżko, obudź się” zaczęłam delikatnie przemawiać w jego
myślach. To zdanie, było niczym szept, mimo to basior gwałtownie.
Wzdrygnął się, wyprostował i przez chwilę się szamotał, zapominając o
krępujących nas linach. Gdy oprzytomniał, rzucił mi pytające spojrzenie.
„Jakoś się nie złożyło, abym powiedziała ci, że potrafię przemawiać bez
użycia słów. Za chwilę, otworzę się na to, co zechcesz mi powiedzieć,
tylko uważaj, musisz być powściągliwy, inaczej usłyszę, co myślisz”.
Przez ułamek sekundy, znowu byłam małym smarkaczem. Zanim moja moc w
pełni się ujawniła, beztrosko psociłam z innymi wilczątkami. W czasie
jednej z naszych zabaw, zostałam przygnieciona przez kilkoro
rówieśników, nie mogłam oddychać. Wtedy odkryłam swój talent.
Przerażona, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co robię, wysłałam
do nich komunikat „Nie mogę oddychać!”. Lecz nie znając swojej mocy, nie
pracowałam nad jej natężeniem. Przesłałam tę myśl z taką mocą, że
wszystkie wilki w obrębie kilkunastu metrów do końca tygodnia miały
migreny, a niektórym z uszu ciekła krew. Przez pewien czas wszyscy wkoło
słyszeli, co myślę, a ja, co oni. Czasami były to niepokojące szepty, a
czasami wrzaski, przez które o mało nie popadłam w obłęd. Dużo czasu
zajęło mi panowanie nad moim „uchem wewnętrznym”.
Obawiałam się tego, co usłyszę, jeśli połączę się z Predi’m. Miałam
nadzieję, że zdoła opanować swoje myśli i usłyszę tylko to, co powinnam.
Kiedy niepewnie kiwnął głową, delikatnie uchyliłam kurtynę oddzielającą
nasze umysły.
<Predizione?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz