Nie mamy Omegi do takich zadań? Spojrzałem się zrezygnowany na starucha. Wziąłem głęboki wdech i policzyłem do dziesięciu. Nie sprawię mu tej przyjemności, zachowam spokój. Albo… Albo sam wyprowadzę go z równowagi, ale zachowując się tak, że nic nie będzie mi mógł zarzucić.
-Dobrze więc, ruszajmy. Informuj mnie, jeśli zechcesz zrobić sobie przerwę, to zrozumiały, że wilk w tak zaawansowanym wieku jak ty, szybko się męczy.
Inaf dumnie uniósł pysk i burknął jedynie coś o reumatyzmie.
-Długo mam czekać, aż mnie odprowadzisz?
-Wybacz, że musiałeś czekać, już zaczynamy- i tym niewinnym akcentem postanowiłem rozpocząć tortury.
Wyszliśmy kilka kroków przed jaskinie, po czym odwróciłem się u usiadłem przed nią.
-To jest Sythe, to tutaj mieszą się leża wszystkich wilków. Nie istnieje ścisła reguła, według której jesteśmy przydzielani, hierarchia nie ma tu nic do rzeczy. Sądzę, że jednak gdyby Omega przeszkadzała swoją obecnością Gammie, zostałby przeniesiona do dalej położonego „apartamentu”- zerknąłem ukradkiem na Inafa, ciekawy jak zareaguje na moją małą mówkę.
-Interesujące, mów dalej- odparł ironicznie, dostrzegając moje spojrzenie.
-Jak już wspomniałem, nie ma tu wyraźnych zasad, lecz każdy wilk ma kilka obowiązków, wynikających…- ciągnąłem swoją denną wypowiedź, lecz nie czekałem długo na oznaki zniecierpliwienia. Staruch zaczął dreptać w miejscu, pogwizdywać i podśpiewywać, słowem wszystko, aby mnie zagłuszyć.
-…A więc to tyle, jeśli chodzi o miejsce spoczynku, serce naszej watahy- zakończyłem po paru minutach. Podniosłem się z ziemi i spojrzałem na zniecierpliwionego basiora i kamień, który usadowił koło siebie.
-Zabierasz swojego towarzysza ze sobą?- jeśli chce, niech targa ze sobą ten głupi kamień. Może powinniśmy odwiedzić lekarza, bądź znachora? Inaf rzeczywiście może być chory, lub stuknięty… A z wariatami się nie zadziera.
-Jasne, ale to TY będziesz go nieść- uśmiechnął się do mnie chytrze –Ja jestem na to za stary, bolą mnie kości.
O nie, zgodziłem się, żeby go oprowadzić, ale nie będę targać na grzbiecie kamień.
-Cóż, więc może lepiej zrezygnujmy z naszej wycieczki krajoznawczej. Albo niech ten… lisek sam zapycha o własnych siłach.
-Zero szacunku dla starszych! Nawet odrobiny pomocy nie możesz okazać!- Inaf przygarną do siebie kawałek skały i usiadł demonstracyjnie- Bez Bożydara nigdzie się nie ruszam, a jak nie zmienisz zdania, to ostrzegam… Wyłupie ci oczy!!!
Spojrzałem powątpiewająco na „lisa”. Taaak. Już widzę, jak wyłupuje mi oczy.
-Słuchaj, nie jestem twoją niańką, nie muszę znosić twoich fochów- przemawiałem powoli i wyraźnie jak do małego szczeniaka –Nie, to nie. Decyduj się. Idziesz, czy zostajesz?
Staruch spiorunował mnie wzrokiem i ubliżył mojej rodzinie dobierając tak niecenzuralnych słów, że samo myślenie o nich powinno być grzechem.
-Już Ci mówiłem, abyś nie obrażał mojej matki. Nigdy- odparłem, zniżając głos –Ciągle się czepiasz moich rodziców, a gdzie twoja rodzina?- Inaf zapłoną gniewem.
-A co cię to obchodzi gówniarzu?! Moja rodzina zaznaje spokoju tam, gdzie ktoś taki jak TY, nie ma wstępu!- powoli odzyskiwał panowanie nad sobą.
-Przykro mi, nie chciałem cię urazić. Pragnąłem jedynie, abyś przez chwilę zobaczył, jak to jest. Moja matka nie żyje. A ty mieszasz ją z błotem. Nie zasłużyła sobie na to, rozumiesz?- spytałem sucho, choć jak zawsze na wspomnienie o matce cały drżałem z emocji.
Basior mruknął jakieś niewyraźne przeprosiny. Władował sobie kamień na grzbiet po czym burknął
-Idziemy?
Westchnąłem. I go poprowadziłem.
~
Staruch z trudem utrzymywał się na nogach, przeszliśmy spory kawał terenu, a dodatkowy ciężar mu niesłużył.
-Daj, poniosę go- mruknąłem i wziąłem Bożydara.
Przez całą drogę powrotną Inaf upominał mnie, karcił, czy krzyczał za każde najmniejsze potknięcie. Kiedy przez przypadek upuściłem kamień, złajał mnie od stóp do głów, jaki to ja niezdarny jestem. Na szczęście szybko dotarliśmy do jaskiń, gdzie odprowadziłem go pod same leże, zostawiłem mu Bożydara i z ulgą opuściłem jego towarzystwo. W małych dawkach jest do zniesienia, ale cały dzień z nim, to o jeden dzień za dużo.
<Na razie koniec>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz